środa, 29 października 2014

CZEKOLADOWE CIACHA


Kilkakrotnie już wspominałam, że jestem wielbicielką czekolady. W zasadzie codziennie jem czekoladę. Oczywiście wcześniej jadłam bo lubię. Teraz jem bo lubię a poza tym wiem, że czekolada jest bardzo zdrowa.

Jedzenie czekolady kojarzy nam się z grzeszkiem podjadania, ale okazuje się że jest grzechu warta. Jest wiele plusów jedzenia tego przysmaku. Najzdrowsza jest ciemna, ta zawierająca pow. 70% kakao. Nie tylko dobrze smakuje i poprawia nastrój, ale działa też antynowotworowo, chroni naszą pamięć i opóznia starzenie. Jej korzystny wpływ na zdrowie jest potwierdzony naukowo.

Przede wszystkim czekolada jest pyszna, potwierdzi to każdy miłośnik czekolady.
Poza tym obniża ryzyko zawałów serca i udarów mózgu. Ale trzeba jeść 1-2 tabliczki tygodniowo (wg. australijskich naukowców). Dobra wiadomość :)

Ciemna czekolada ma w sobie antyoksydanty, które chronią nas przed starzeniem i chorobami związanymi z wiekiem. Im bardziej gorzka czekolada, tym więcej antyoksydantów. Ale to nie wszystko. Czekolada wpływa również pozytywnie na pamięć. Czekolada jest bogata we flawonoidy, które zwiększają przepływ krwi do mózgu i tym samym hamują utratę pamięci ( zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera).
Te same flawonoidy obniżają też cholesterol i chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni UV. Szczególnie w czasie opalania.

Czekolada dodaje energii, ma dużo węglowodanów, magnezu, potasu i żelaza.
Filtruje nerki. Dzięki dużej zawartości alkaloidy pobudza pracę nerek i jako łagodny środek moczopędny znakomicie je oczyszcza.

Łagodzi kaszel - zawarta w czekoladzie teobramina skuteczniej hamuje kaszel niż stosowana do tej pory kodeina i nie wywołuje uczucia senności. Ratujmy się zatem czekoladą, gdy złapie nas przeziębienie. Zamiast do apteki pędzimy do sklepu.

Skoro czekolada jest taka zdrowa proponuje na długie jesienne wieczory przygotować błyskawiczne czekoladowe ciastka. Są bardzo kruche, mają mnóstwo czekolady i są przepyszne. Uzależnicie się od nich tak jak ja. 
Oprócz czekolady uwielbiam czytać, szczególnie książki kucharskie. W mojej biblioteczce są w przeważającej większości. Poniższy przepis zaczerpnęłam i zmodyfikowałam od jednej z moich ulubionych autorek książek kucharskich- Nigelli Lawson

PRZEPIS:
- 150 g (1,5 tabliczki) gorzkiej czekolady
- 150 g mąki ( pół na pół tortowa z kukurydzianą )
- 30 g kakao
- łyżeczka sody
- szczypta soli
- 50 g miękkiego masła
- 50 ml oleju rzepakowego
- 80 g cukru brązowego
- duże jajko
- łyżeczka zmielonego ostropestu
- opcjonalnie kilka zmielonych orzechów ( nie koniecznie)

Rozpuść 100 g czekolady w kąpieli wodnej. Mąkę, kakao, sól i sodę przesiej do miski, dodaj ostropest. Masło utrzyj z cukrem, następnie dodaj olej, przestudzoną czekoladę i jajko. Do czekoladowej masy wsyp suche składniki i dokładnie wymieszaj. Następnie posiekaj 50 g czekolady w grube kawałki i dodaj do masy. Możesz dodać również orzechy.Z tej ilości będzie ok 12 dużych ciastek. Masa jest dość lepka. Najlepiej nakładać ciasto łyżką. Pieczemy w 180 st.C przez 20-25 min.

Ciasteczka nie będą idealnie równe, ale to nieistotne. Najważniejszy jest smak, a gwarantuję że nie jadłeś bardziej czekoladowych ciasteczek i jeszcze ten zapach podczas pieczenia. Pychota :)



Nie ma to jak herbatka, pyszne domowe ciasteczka i dobra książka. Uwielbiam takie wieczory.

Życzę smacznego!

poniedziałek, 27 października 2014

BAJU, BAJU

Kiedy Agatka zachorowała dostała od mojej przyjaciółki kilka bajek, które miały pomóc w oswojeniu choroby. Chciałabym podzielić się z Wami kilkoma. Oczywiście bajki możecie modyfikować wg. własnych a raczej wg. dziecka potrzeb. To ono może być bohaterem i walczyć z groznym wrogiem - chorobą.

Elżbieta Janikowska.
Zastosowanie bajki - może sprawić, że dziecko będzie świadomie uczestniczyło w procesie zdrowienia, wiadomo bowiem, jak wiele zależy od psychiki pacjenta i jego woli walki z chorobą.

Bajka zmodyfikowana na potrzeby Agatki.

Agatka doskonale wiedziała, kim będzie kiedy dorośnie.
- Będę księżniczką, będę sprawiedliwie rządzić moim królestwem, gdzie wszystkie dzieci będą radosne i szczęśliwe - odpowiadała, kiedy dorośli pytali ją, czy zostanie nauczycielką czy tancerką - zaprzyjaznię się z innymi księżniczkami i zaproszę je, żeby odwiedziły moje królestwo.
Ulubionymi zabawkami Agatki były oczywiście lalki i zamek My Little Pony. Zajmowały wszystkie półki w jej pokoju. Czasami budowała nowe zamki z klocków lego a potem laleczki odwiedzały się na wzajem.
Właśnie jedna z laleczek w swoim samolocie podążała w stronę kuchni w odwiedziny do koleżanki, kiedy dziewczynkę oślepiło jasne, pulsujące światło, a w uszach poczuła przerazliwy świst i zgrzytanie, jakby ktoś przeciągał kawałkiem metalu po szkle. Agatka nie wiedziała, czy zakryć rękoma oczy, żeby nie patrzeć na te świetliste błyski, czy raczej zamknąć uszy, żeby nie słyszeć tych przerazliwych dzwieków. Ale w tej ostatniej chwili dostrzegła, jak tuż przed nią ląduje ogromny śmigłowiec, rozświetlony milionem drobniutkich lampeczek, a na samym szczycie pojazdu pojawia się jakaś głowa z kołtunami. Przerazliwie blada twarz z wyłupiastymi oczami, wielkim nosem i dziwacznym głosem.
- trele, fele, mantra, fantra - tajemnicza postać wydaje z siebie jakieś dziwne głosy.
- Nie rozumiem...- szepce Agatka, ze smutkiem kręcąc głową - nie znam tego dziwnego języka.
Wiedzma machnęła czarodziejską różdżką i Agatka słyszy już teraz wyrażnie jej przerazliwy głos:
- Jestem czarownicą Leukocytką. Moje królestwo Białaczka jest za małe dla mnie i moich sióstr, dlatego szukam królestwa gdzie możemy się przeprowadzić. Zniszczę wszystkich mieszkańców i my tam zamieszkamy.
Agatka bardzo się zdziwiła:
- Dlaczego chcesz zniszczyć szczęśliwą krainę, która ma się stać waszym nowym domem? Nie możecie się z nimi zaprzyjaznić?
Leukocytka pokręciła przecząco głową:
- Nie ma mowy! Mieszkańcy krainy Białaczka nie mogą się z nikim przyjaznić, mogą tylko niszczyć.
- Ale w mojej krainie wcale nie jest tak miło-Agatka próbowała przekonać czarownicę, że wybrała sobie niewłaściwy cel podróży. - Dzieci codziennie muszą chodzić do szkoły, odrabiać lekcje. Musisz chyba lecieć dalej...
- Najpierw moje siostry przeprowadzą gruntowne rozpoznanie terenu- zdecydowała wiedzma. Uniosła w górę swoją długą, chudą rękę, w której trzymała jakiś przedmiot. -Jeśli okaże się, że trafiłyśmy na właściwe miejsce, inwazja będzie natychmiastowa.
To mówiąc rozprostowała swoje szponiaste, blade paluchy a wtedy białe ostre drobinki wyskoczyły jak z procy, rzuciły się w stronę Agatki, oblepiły ją jak natrętne muchy i dziewczynka poczuła, że wnikają w każdą cząstkę jej ciała.
- Ratunku...- chciała krzyknąć z całych sił, ale z jej ust wyrwał się tylko lekki szmer. Znowu przerażliwie błysnęło światło i dziewczynka straciła przytomność.
Kiedy się ocknęła, usłyszała miarowe, ciche pikanie jakiegoś urządzenia. Z trudem otworzyła oczy. Leżała na szpitalnym łóżku, jej prawa ręka połączona była  cienką rurką z butelką zawieszoną na wysokim stojaku, a na monitorku, który stał obok łóżka przeskakiwały jakieś śmieszne kreseczki i to właśnie on wydawał te piskliwe dzwięki.
- Dzięki Bogu, córeczko! - usłyszała cichy głos mamy i ujrzała nad sobą zatroskane twarze rodziców.- odzyskałaś przytomność! Zaraz wezwę panią doktor.
- Mamo! - wyszeptała Agatka próbując chwycić ją za rękaw ręką, do której nie była przyczepiona rurka. - Muszę Ci coś powiedzieć, to bardzo ważne !
- Ciii !- mamusia pogłaskała delikatnie dziewczynkę po głowie - Nie możesz się tak denerwować, musisz odpoczywać, jesteś teraz bardzo osłabiona...
- Tatusiu, nie ma chwili do stracenia, musimy walczyć z najezdzcami z planety Białaczka, bo inaczej zniszczą całą naszą krainę...- Agatka próbowała przekonać tatusia, że to sprawa niezmiernie ważna.
Mama zdumiona patrzyła na córkę:
- Kochanie, skąd wiesz, że to białaczka? Słyszałaś naszą rozmowę z Panią doktor?
- mamo, zaatakowali mnie szpiedzy wiedzmy Leukocytki!- próbowała tłumaczyć dziewczynka. - Jeśli natychmiast nie zaczniemy działać, cała nasza szczęśliwa kraina będzie zagrożona.
Tatuś poszedł po panią pielęgniarkę aby podała Agatce coś na gorączkę, bo mówi od rzeczy...
Pani pielęgniarka poprosiła lekarza dyżurnego. Agatka postanowiła, że opowie mu o swoim spotkaniu z czarownicą Leukocytką. Doktor powinien ją zrozumieć.
Lekarz cierpliwie wysłuchał opowieści dziewczynki, kiwał przy tym cierpliwie głową.
- No cóż, moja droga, widzę, że Leukocytce nie pójdzie tak łatwo z opanowaniem Twojego królestwa, jak jej się wydawało. Ma przed sobą godnego przeciwnika. Jesteś bardzo dzielna, Agatko. Musisz jednak wiedzieć, że walka będzie Cię kosztowała wiele trudu, bólu i wysiłku.
- Zrobię wszystko, żeby uratować krainę! - przyrzekła uroczyście Agatka. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby stchórzyć, albo się poddać.
Rzeczywiście, nie było łatwo. Agatka musiała pozostać w szpitalu, gdzie codziennie przechodziła kolejne badania, dostawała zastrzyki i kroplówki. Oprócz tego, że zabiegi te może nie tak bardzo, ale jednak były bolesne, Agatka czuła się bardzo osłabiona, czasami nawet z trudem wstawała z łóżeczka. Mimo to wciąż powtarzała sobie.
- Niech sobie nie myśli ta podła Leukocytka, że uda jej się mnie pokonać!
I z zaciśniętymi zębami dzielnie wysuwała rączkę, aby pani pielęgniarka pobrała jej krew do kolejnych badań.
Tak było wiele miesięcy. Badania, kroplówki, zastrzyki znów badania. Nudne szpitalne popołudnia i wieczory. Aż pewnego jesiennego dnia do Agatki przyszedł pan doktor, ten który wysłuchał opowieści o Leukocytce i powiedział, że Leukocytka zwiewa tak, że omal nie zgubiła swoich wielkich buciorów, a za nią cała jej świta. Przepychają się wskakując do swojego świetlistego pojazdu, byleby tylko jak najszybciej uciec na swoja planetę Białaczka.
-Przybij piątkę, bohaterko! - powiedział do dziewczynki - udało się nam! Zwyciężyliśmy ! Musimy tylko naprawić szkody, jakich narobiła wstrętna Leukocytka...
Agatka lekceważąco wzruszyła ramionami:
- Teraz to już naprawdę drobiazg...Po tym, jak pokonałam najeżdzców nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych...



Walka może być bardzo długa i ciężka ale wówczas zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej. 
Dla wszystkich małych, dzielnych wojowników - DACIE RADĘ.

sobota, 25 października 2014

SZPINAKOWE CIASTECZKA

Dziś chciałabym zaproponować pyszne ciasteczka ze szpinakiem. Jest to świetna przekąska, którą bardzo szybko przygotujemy. Co prawda do najzdrowszych potraw ciasteczka raczej nie należą, gdyż są zrobione z cista francuskiego. Na swoją obronę mają szpinak i inne zdrowe dodatki :)

Do przygotowania używam gotowego ciasta francuskiego. Odważni mogą zrobić sami, ale to trochę potrwa. W moich notatkach mam przepis na ciasto francuskie , ale jeszcze do tego nie dorosłam.

Kolejnym istotnym składnikiem jest szpinak. Bardzo gorąco zachęcam do używania świeżego. Ma on zupełnie inny smak w potrawie niż mrożony. Oczywiście z braku laku możemy go użyć, ale jeśli już, to używajmy mrożonego w całości, nie rozdrobnionego.

Skupmy się chwilę na szpinaku.
To kolejne antynowotworowe warzywo na naszej liście. Jest to zasługa beta-karotenu, witaminy C i luteiny - znanych przeciwutleniaczy, których w szpinaku jest mnóstwo.
Szpinak super wpływa na stres, gdyż zawiera sporo magnezu. Pierwiastek ten ma duży wpływ na funkcjonowanie układu nerwowego, wykazuje właściwości uspokajające. Poza tym te zielone listki zawierają potas i żelazo, które odgrywa bardzo istotna rolę w produkcji czerwonych krwinek.
Szpinak zawiera kwas foliowy, witaminę K (odgrywa ważną rolę w krzepnięciu krwi), witaminy z grupy B oraz witaminę E ( opóznia procesy starzenia ).

SKŁADNIKI
- opakowanie ciasta francuskiego
- pęk szpinaku
- mała cebula
- ząbek czosnku
- łyżeczka masła i oliwy
- 2 łyżki gęstego jogurtu, najlepiej greckiego
- kawałek sera z niebieską pleśnią lub innego ulubionego

Zaczynamy od przygotowania nadzienia do ciasteczek. W rondelku roztapiamy masło z oliwą, dodajemy posiekaną cebulkę i ząbek czosnku. Chwilę dusimy, dodajemy oczyszczony szpinak. Dusimy. Następnie wyłączamy gaz. Dodajemy jogurt i ulubiony ser. Energicznie mieszamy aby składniki się połączyły. Gdy nasz farsz wystygnie możemy nakładać na ciasto.
Farszem smarujemy cały placek a następnie zwijamy jak roladę. Kroimy na małe ciasteczka. Układamy na blachę i pieczemy ok 20-25 min. w temp. 180 st.C aż ciasteczka lekko się zrumienią.

Świetnie smakują zarówno na ciepło jak i na zimno. Polecam.


środa, 22 października 2014

SIEDEM ZASAD GŁÓWNYCH

Szpital...słowo średnio przyjemne. Dobrze kojarzy się jedynie z przyjściem dziecka na świat. W innej sytuacji lepiej nigdy się tam nie znalezć. Niestety czasami się zdarza że musisz tam być i to bardzo długo i jeszcze na dodatek trafia tam Twoje dziecko, z ciężką chorobą. Jak to wszystko przetrwać, jak odnależć się w nowej rzeczywistości.

Jestem osobą, która unikała szpitala jak ognia. Nawet po porodzie wypisałam się na własne życzenie aby nie być tam dłużej niż to konieczne. Zawsze omijałam szpitale szerokim łukiem i nagle, jak na ironię miałam praktycznie z marszu trafić na kilka długich miesięcy do tak unikanego miejsca. Na dodatek prawie 100 km od domu, na najcięższy oddział jaki znałam ( ze słyszenia, oczywiście ).

Ciarki przeszły mi po plecach gdy przed wejściem na oddział przeczytałam " ODDZIAŁ HEMATOLOGII I ONKOLOGII DZIECIĘCEJ ". Hematologia to jeszcze pal sześć, ale onkologia - ta nazwa każdego przeraża. To tak jakby wkraczać do jaskini diabła, ciężki oddział w szpitalu.

Po przekroczeniu progu oddziału doznałam miłego zaskoczenia. Kolorowe ściany, biblioteczka dla dzieci, sala zabaw. Nie tego się spodziewałam. Myślałam że będzie szaro, smutno i w każdym kącie będzie czaiła się śmierć.

Pierwsze wrażenie bardzo dobre, ale to nie zmienia faktu że dzieci tu walczą o zdrowie i życie i ta walka jest bardzo trudna i długa. Dla całej rodziny. Gdy choruje dziecko, choruje cała rodzina. Jak to przetrwać. Na pewno zadawałeś/aś sobie pytanie - jak ja to przeżyję ?
Przeżyjesz - bo nie masz innego wyjścia.

Pamiętaj tylko o paru zasadach a zapewniam Cię, że dasz radę. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaka jesteś silna ( piszę w rodzaju żeńskim, gdyż na początku to głównie mama jest z dzieckiem, niech żaden tata nie czuje się urażony ). Tutaj trafiają tylko silne osoby.

Po pierwsze - przyjmuj pomoc jeśli rodzina, znajomi, przyjaciele oferują Ci ją. Nie jesteś niezastąpiona. Nie jesteś też robotem. Nic się nie stanie jeśli kilka godzin z dzieckiem w szpitalu posiedzi babcia, koleżanka czy ciocia. Jedż do domu, weż prysznic ( wiadomo jak to jest z łazienkami w szpitalach ), prześpij się trochę ( w szpitalu nie zawsze jest taka możliwość), pobadż z drugim dzieckiem, jeśli masz więcej dzieci. Poza tym rodzina z pewnością będzie chciała pomóc, oni też chcą być użyteczni w takich ciężkich chwilach. Pozwól sobie pomóc. Może koleżanki będą gotować dla Was obiady, siostra robić pranie na bieżąco, przyjaciółka zajmie się drugim dzieckiem. Pozwól im na to. TY się nie rozdwoisz.
No tak, wszystko super, gdy mieszkasz blisko szpitala. Sytuacja się komplikuje gdy mieszkasz daleko. Co wtedy? Tak było w naszej sytuacji. Mieszkamy w Częstochowie, leczymy się w Zabrzu. Jak to wszystko ogarnąć.
W naszej sytuacji było o tyle dobrze, że mąż pracuje w Zabrzu, więc codziennie rano przywoził nam obiadki. Codziennie wieczorem rozmawialiśmy przez skypa ( jeśli akurat internet działał w szpitalu ), w weekendy zawsze do nas przyjeżdżali - Paulinka i Artur. I jakoś to ciągnęliśmy. Nie było łatwo, ale przetrwaliśmy.


Po drugie - walczycie wspólnie, Ty i dziecko. Walka z pewnością będzie ciężka. Walczycie z nowotworem, dziecko dostaje chemię, sterydy i inne paskudne lekarstwa dzięki którym ma być zdrowe. Możecie przegrać wiele bitew, często może być ciężko ale cel jest jeden- wygrać wojnę, wygrać zdrowie. Zawsze pamiętaj o celu. A celem jest zdrowie.

Po trzecie - dziecko dostaje mnóstwo leków, które zmieniają je zarówno psychicznie jak i fizycznie. Z miłego, grzecznego i uśmiechniętego malucha przeistacza się w nieznośnego złośliwca. Pamiętaj, to chwilowe. Kiedy leki zostaną odstawione wszystko wróci do normy.
Dziecko zmieni się również fizycznie. Wypadną włoski, będzie spuchnięte (często woda zatrzymuje się w organizmie) ale to również chwilowe. Po leczeniu włoski odrosną i dziecko wróci " do normy ".

Po czwarte - nigdy nie okłamuj dziecka, nawet maluch doskonale widzi i słyszy i rozumie więcej niż nam się wydaje. Kiedy trafisz do szpitala nie mów " pani doktor zrobi badania i pójdziemy do domu", nie wiesz tego. Na taki odział nie trafia się bez przyczyny. Lepiej powiedz dziecku prawdę, że nie wiesz ile tu będziecie. Może po badaniach wrócicie do domu a może trzeba będzie zostać trochę dłużej.
Kiedy u nas choroba była już zdiagnozowana i Agatka pytała kiedy wrócimy, mówiłam " teraz za oknem jest śnieg, pózniej przyjdzie wiosna, będzie ciepło i na drzewach pojawią się listki, potem będzie lato, będzie bardzo ciepło ale nie pojedziemy nad morze bo nie masz tyle sił żeby tak daleko pojechać. Następnie będzie jesień, liście staną się żółte i brązowe, zaczną spadać z drzew i wtedy może już wrócimy". Agatce wystarczało takie wytłumaczenie.

Po piąte - nie tłum emocji. Nic się nie stanie jak czasami będziesz płakać, nic tak nie oczyszcza jak łzy. Ale pamiętaj, nigdy nie płacz przy dziecku. Przy nim trzeba być "twardym".

Po szóste - nigdy nie porównuj stanu Twojego dziecka z innymi. To nie jest przeziębienie, to bardzo ciężka choroba a co za tym idzie bardzo "ciężkie" leki. Każdy organizm reaguje inaczej. Nawet jeśli dziecko koleżanki uczuli się na większość leków, nie znaczy że u Was też tak będzie. Z Agatką leczyły się dzieci, które przeszły leczenie bez problemów.

Po siódme - nie słuchaj "dobrych rad" osób nieżyczliwych (tak,tak mnie też trudno w to uwierzyć, ale na takim oddziale również zdarzają się wredne osoby). Jeśli masz jakiekolwiek pytania, zawsze pytaj lekarza. Skarbnicą wiedzy są również życzliwe Ci osoby - rodzice innych dzieci (rodzice, którzy naprawdę chcą pomóc). Szczególnie Ci, którzy już są na oddziale jakiś czas. Oni już wiedzą jak ta machina działa i mogą dać Ci wiele cennych rad.

To tylko kilka fundamentalnych rad, które pomogą Wam przejść przez leczenie. W kolejnych postach ciąg dalszy porad, które wypróbowałam "na własnej skórze".

I pamiętaj " ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy ". Wszystko co było złe jest nieistotne. Podnosimy się i idziemy dalej.



POWODZENIA !!!

poniedziałek, 20 października 2014

NAJBARDZIEJ SŁONECZNA ZUPA

Jakie warzywo najbardziej kojarzy Ci się z jesienią? Hm... dla mnie takim warzywem jest dynia. Duża, żółta i smaczna. Jej kolor przypomina mi złotą jesień, spadające kolorowe liście, babie lato i słońce. Słońce które przyjemnie ogrzewa twarz. Kiedy mogę usiąść na ławce w parku i rozkoszować się miłym słoneczkiem. Słońce, które łagodnie ogrzewa, nie takie letnie mocno grzejące (takie też uwielbiam) ale właśnie delikatne, melancholijne... ach rozmarzyłam się.




Dynia- swój piękny kolor zawdzięcza beta-karotenowi, który chroni przed krzywicą, poprawia wzrok, cudownie wpływa na naszą cerę a przede wszystkim chroni przed nowotworami.
Dynia zawiera również mnóstwo witamin ( głównie wit.B ) i minerałów ( potas, wapń,fosfor). Dynia działa odkwaszająco i wzmacniająco na organizm. Co ciekawe nie traci swoich właściwości odżywczych nawet po ugotowaniu.

Proponuję więc pyszną zupę dyniową. Do przygotowania potrzebujemy:

- łyżeczkę masła
- łyżkę oliwy
- 600 g dojrzałej dyni
- 2 średnie marchewki
- korzeń pietruszki
- ziemniak
- garść suszonej czerwonej soczewicy
- średnia cebula
- ząbek czosnku
- kawałek imbiru
- średnia pierś z kurczaka
- domowa vegeta, sól, pieprz, mielony ostropest
- kilka ziarenek ziela angielskiego, 2 listki laurowe
- 100 g pestek z dyni
- spora łyżka gęstego jogurtu naturalnego

Przygotowania zaczynam od pocięcia dyni na mniejsze kawałki i upieczenia w piekarniku ( 30 min. w 150 st.C ).



W garnku rozgrzewam oliwę z masłem, wrzucam pokrojony czosnek, cebule i imbir. Dokładnie mieszam i duszę. Warzywa nie mogą się przypalić bo będzie gorzka zupa.
W drugim garnku gotuję pierś z warzywami ( marchewka, pietruszka, ziemniak, liść laurowy, ziele angielskie, przyprawy).
Kiedy warzywa i mięso są ugotowane, pierś wyjmuję resztę przelewam do czosnku i cebuli, dodaję dynie obraną ze skórki, garść soczewicy i gotuję jeszcze ok 10 min. aż soczewica będzie dobra. Kiedy wszystko jest gotowe miksuję zupę na krem, dodaję łyżkę jogurtu, ostropest i doprawiam do smaku.
Zupę podaję z pokrojonym mięsem, pestkami dyni i grzankami.
Jedna z pyszniejszych zup.




Pestki dyni - warto jej jeść. Również są skarbnicą witamin i minerałów  (mangan,fosfor,magnez, cynk ).

Dynia jest niskokaloryczna i lekkostrawna, dlatego możesz taką zupę podawać podczas chemioterapii. Pomiń wówczas cebulę i czosnek.

                                                  S M A C Z N E G O :)

piątek, 17 października 2014

DZIELNI WOJOWNICY...RODZICE

Rodzic - opiekun, przewodnik, doradca, strażnik. Od samego początku starasz się dbać jak najlepiej o swoje dziecko. Opiekujesz się nim, dbasz o jego rozwój i prawidłowe odżywianie.Chcesz żeby było szczęśliwe, radosne i zdrowe. I nagle ni stąd ni zowąd na Twoją rodzinę spada ogromne nieszczęście - choroba dziecka. Nawet w najczarniejszych myślach, nikt z nas nie spodziewał się takiej choroby. Zadajesz sobie pytanie - dlaczego Twoje dziecko? Dlaczego ono? Jest takie bezbronne a musi walczyć z potężnym przeciwnikiem.

Kiedy znasz już diagnozę przez Twoją głowę przelatują miliony myśli, jesteś rozbity emocjonalnie. Czujesz wściekłość, rozgoryczenie, żal a z drugiej strony bezradność. Chcesz chronić swoje dziecko za wszelką cenę, a choroba wyrywa je z Twoich objęć.
Dlaczego tak musi być?
Każdy z nas pewnie zadaje sobie to pytanie setki razy. Przecież nie łatwo pogodzić się z chorobą dziecka. Jak przyjąć z pokorom to co zsyła los. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny. Pewnie chce Ci się śmiać na te słowa. Gorzki śmiech ciśnie się na usta. Jaki jest sens w cierpieniu małych dzieci. Nie potrafię tego zrozumieć.

Po pierwszym buncie i załamaniu trzeba podjąć rękawice i stanąć do walki. Pamiętaj, WALCZ!!! Nigdy nie można się poddać bez walki, NIGDY !!! Tu chodzi o zdrowie i życie - bezcenny dar.
Nie będzie łatwo bo i przeciwnik trudny, ale DASZ RADĘ !
Oczywiście nie raz dopadnie Cię zwątpienie i zabraknie wiary że wszystko się uda, ale musisz się podnieść i iść dalej...dla Twojego dziecka.

Pamiętam taki obrazek ze szpitala który prześladuje mnie do dziś.
Agatka bardzo zmęczona leży na łóżku. Żle się czuje, wymiotuje. W jej chudziutką rączkę wbity jest wenflon przez który spływa straszna trucizna...czerwona chemia, nie mogę na to patrzeć, to zbyt trudne. Łzy same cisną się do oczu, odwracam głowę, patrzę przez okno.
Jest pózna wiosna, chyba końcówka maja. Za oknem szpitalnej sali wesoło bryzga fontanna, ludzie spacerują delektując się wiosennym słońcem - którego mnie tak bardzo brakuje. Dzieci radośnie biegają wkoło fontanny, jeżdżą na rowerkach, jedzą lody. Są takie szczęśliwe i beztroskie. Ten obrazek jeszcze bardziej mnie dobija. Agatka powinna być wśród rówieśników, powinna biegać i chlapać się w fontannie a ja powinnam się wkurzać że zaraz całe buty będą mokre. Tymczasem ona leży bez życia w wielkim szpitalnym łóżku, taka malutka, bledziutka, bezbronna.

Ale nie tylko Ty jesteś w takiej sytuacji. Pomyśl, ilu rodziców tak patrzy w oko ze łzami w oczach, to co prawda żadne pocieszenie ale trzeba zacisnąć zęby i iść dalej.
Na szczęście po takich momentach przychodzą lepsze chwile. Twoje dziecko nabiera sił, uśmiecha się, wyniki się poprawiają a Tobie znów chce się żyć. Może nawet możesz pójść na spacer. Też będziesz się delektować cudownym jesiennym słońcem, Twoje dziecko też będzie mogło w miarę możliwości pobiegać. Pielęgnuj takie wspomnienia- są bezcenne. Gdy dopadnie Cię chandra wtedy sobie przypomnisz miły spacer i od razu poczujesz się lepiej.

Musisz pamiętać o sobie.Wiadomo, dziecko jest najważniejsze, ale jeśli Ty będziesz w kiepskiej formie odbije się to na samopoczuciu Twojego dziecka. Pamiętaj, dzieci doskonale wyczuwają nastrój rodziców.

Pamiętam jeden z fajnych dni w szpitalu. Agatka dobrze się czuła, wszystko było dobrze. Na sali była wówczas z przyjaciółką i dobrym kolegą. Dzieciaki super się bawiły, budowały klockami lego. Mama Kubusia powiedziała że zostanie z dzieciakami a ja z mamą Gabi poszłyśmy połazić po sklepach. Było super, co prawda miałyśmy tylko godzinę, ale i tak było fajnie. Poza tym Agatka była bardzo dumna, sama poszła do gabinetu zabiegowego wymienić kroplówkę...a to jest coś!

Czasami pomyśl o sobie, to nic złego. Jeśli masz możliwość zostawić z kimś malucha, wyjdz na chwilę, zrób coś dla siebie a na pewno poczujesz się lepiej. To nie jest egoizm, to jest zdrowy rozsądek.

ALWAYS LOOK ON THE BRIGHT SIDE OF LIFE
ALWAYS LOOK ON THE LIGHT SIDE OF LIFE :)

Niech te słowa staną się mottem " zawsze szukaj radosnej strony życia "



środa, 15 października 2014

DOMOWE HAMBURGERY...mmm PYCHA :)

Ostatnio obiecałam przepis na pyszne, domowe hamburgery. Mięciutka bułeczka, chrupiąca sałata, świeży, dojrzały pomidor, pyszny kotlet i sosik na bazie jogurtu naturalnego. Czego chcieć więcej.




BUŁKI HAMBURGEROWE ( 12 sztuk )

- 600 g mąki ( 200 g pszennej, 50 g pełnoziarnistej, 50 g kukurydzianej )
- 25 g świeżych drożdży
- 200 ml mleka
- 150 ml wody
- 50 g masła
- łyżka cukru, łyżeczka soli
- 1 jajko

W rondelku zagrzać mleko, wodę i masło. Musi być ciepłe ale nie gorące. Dodajemy drożdże aby się rozpuściły.

W dużej misce wymieszać mąki z cukrem i solą, dodać mleko z drożdżami i jajko. Dokładnie zagniatać ( można użyć robota kuchennego). Ciasto musi być gładkie i elastyczne. Jeśli bardzo się klei dodać jeszcze odrobinę mąki. Odstawić na 30 min. aby ciasto wyrosło. 
Następnie uformować bułeczki i pozostawić na kolejne 20 min. Dodatkowo bułeczki można posypać sezamem lub makiem.
Piec w piekarniku nagrzanym do 200 st. C przez 15-20 min. aż bułeczki nabiorą złotego koloru.




Kiedy ciasto rośnie zabieramy się do zrobienia kotletów.




HAMBURGERY

- 600 g mięsa mielonego dobrej jakości ( ja mieszam indyka z chudą łopatką wieprzową )
- ogórek kiszony pokrojony w kostkę
- 2 średnie pieczarki
- garść szczypiorku
- łyżka posiekanych czarnych oliwek
- łyżka musztardy dijon
- sól, pieprz do smaku

Pieczarki delikatnie dusimy. Kiedy wystygną wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Formujemy kotlety i wstawiamy na parę minut do lodówki. Kotlety można obtoczyć w bułce tartej. Pieczemy razem z bułami. Oczywiście mięso może potrzebować więcej czasu w piekarniku. Po wyjęciu bułek zostaw mięso jeszcze na kilka minut. Kiedy nakłujesz kotlet musi wypływać z niego przezroczysty sok, wtedy jest ok.




SOS DO HAMBURGERÓW

- 100 ml gęstego jogurtu naturalnego
- ząbek czosnku
- 50 ml ketchupu
- łyżka startego sera żółtego
- łyżeczka zmielonego ostropestu 

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.



Kiedy wszystko mamy gotowe, składamy hamburgera.
Bułeczkę smarujemy sosem , nakładamy sałatę lodową, plasterek pomidora, kotlet, sos, bułka i ...voila !



Hamburgery są naprawdę pyszne. SMACZNEGO !

wtorek, 14 października 2014

ROCZNICA

Kiedy kończysz leczenie? Kiedy w końcu do domu? Najważniejsze pytanie na oddziale.

Kilka dni temu minęła rocznica wyjścia Agatki ze szpitala. Pamiętam jak kończyłyśmy leczenie szpitalne. Ostatni etap był dla nas trudny. Agata ciężko znosiła leczenie, ja byłam wykończona psychicznie wielomiesięcznym pobytem na oddziale. Nasze wyjście do domu ciągle się przesuwało. Nie mogłyśmy się doczekać, kiedy w końcu wszystko będzie dobrze i kiedy będzie można wrócić do domu na stałe. Każdy na oddziale o tym marzy- kiedy w końcu do domu.

Pamiętam piękny pażdziernikowy dzień, kiedy nasza Pani doktor prowadząca powiedziała że wyniki są dobre i możemy wyjść do domu. Każdy kto spędził wiele tygodni w szpitalu doskonale mnie rozumie. Szczęście, ulga, radość a z drugiej strony strach, obawa czy wszystko będzie dobrze.
Mieszkamy dość daleko od szpitala więc w "razie czego" mógł być problem.
Oczywiście stosujemy się do wszystkich zaleceń lekarzy i wierzymy mocno że wszystko będzie dobrze, musi być dobrze. Najważniejsze to pozytywne myślenie.

Po powrocie "z dalekiej podróży" największym ograniczeniem dla Agaty było indywidualne nauczanie. Bardzo chciała wrócić do swoich kolegów i koleżanek z przedszkola, ale byłoby to zbyt ryzykowne przy przyjmowanej chemii podtrzymującej i obniżonej odporności.

Mimo wielu ograniczeń staramy się żyć w miarę normalnie. Nasi cudowni znajomi już wiedzą że możemy się spotykać tylko wtedy gdy wszyscy są zdrowi. Unikamy infekcji, nie chodzimy do supermarketów, bajolandii i innych dużych, zamkniętych pomieszczeń.
Nauczyliśmy się żyć z chorobą.
Nie ma innego wyjścia, najlepiej zaakceptuj sytuację wtedy będzie Ci się żyło łatwiej.
Oczywiście nadal jest stres, szczególnie kiedy idziemy na morfologię. Odbieranie wyników zawsze odbywa się z mocniejszym biciem serca. Ale tak już chyba będzie, jeśli nie zawsze to na pewno jeszcze bardzo długo.

Czasami łapę się na tym że w supermarkecie gdy ktoś zakaszle nerwowo się odwracam - a przecież nie ma ze mną Agaty. W ogóle nerwowo reaguje na osoby kichające i smarkające.
Ale do tego też już przywykłam.

Mimo to w tym roku w wakacje jak nigdy wcześniej bardzo dużo podróżowaliśmy. Chcieliśmy trochę wynagrodzić dziewczynom zeszłoroczne wakacje, kiedy Agatka była w szpitalu.
Wystarczy dobrze zaplanować wyjazd i wszystko będzie dobrze. Znalezliśmy mały pensjonat gdzie nie było wielu gości, sami gotowaliśmy ( ze względu na próby wątrobowe), wybieraliśmy mało zatłoczoną plażę i było super :)

Nie zamykaj się w domu. Staraj się jedynie unikać zagrożeń na które masz wpływ.

Najtrudniejsze już za Tobą, teraz będzie tylko lepiej :)

Oczywiście musisz się nastawić na różne trudności po powrocie. Twoje dziecko przeszło bardzo ciężką drogę. Szpital na pewno je zmienił. Jednak czas leczy rany i z czasem wszystko wróci do normy.
U nas największym problemem były nocne pobudki Agatki. Mimo iż dzieli pokój z siostrą bała się sama spać. Przez wiele tygodni spała "przyklejona" do mnie. Wiedzieliśmy że musi się uporać z emocjami, dlatego nie zmuszaliśmy jej do spania samej. 
Teraz, po roku od wyjścia ze szpitala jest już dużo lepiej. Skończyły się nocne wędrówki :)

Agatka znów jest radosną dziewczynką, może trochę bardziej wycofaną niż przed chorobą ale uśmiech gości na jej twarzy coraz częściej :)

Moja rada - nie martw się jeśli Twoje dziecko nie może się odnależć po powrocie ze szpitala, daj mu czas. Przez wiele miesięcy to sala szpitalne była jego domem. Na nowo musi się odnależć. Na szczęście czas jest naszym sprzymierzeńcem. Trochę cierpliwości a wszystko się ułoży.

Trzymam kciuki za szybki powrót do domu :)





poniedziałek, 13 października 2014

WĄTROBA, WĄTRÓBKA, WĄTRÓBECZKA :)

Podczas leczenia nowotworu pojawia się wiele skutków ubocznych, wiele chorób towarzyszących chorobie podstawowej.
My niestety nie byłyśmy wyjątkiem i również Agatkę dopadały różne problemy zdrowotne. Jednym z nich były problemy wątrobowe, Agata wiele razy miała kilkakrotnie przekroczone próby wątrobowe. 

Wątroba to bardzo ważny narząd. Produkuje żółć niezbędną w procesie trawienia, heparynę regulującą krzepliwość krwi oraz białka odpornościowe.
Wątroba przetwarza tłuszcze, białka, węglowodany, składniki mineralne i witaminy. Tu odbywa się również odtruwanie, czyli neutralizacja szkodliwych produktów, które trafiają do organizmu np. z lekami.
UFF...ale ta wątroba musi się napracować :). Aby skutecznie pracowała musi być zdrowa.

Nasze dzieci wiele miesięcy przyjmowały bardzo toksyczne leki. Aby przyspieszyć proces detoksykacji i regeneracji wątroby warto sięgnąć po naturalne środki.

Numer JEDEN na mojej liście to ostropest plamisty (wspominałam o nim we wcześniejszych postach).
Ostropest plamisty chroni zdrowe komórki wątroby przed zniszczeniem, jak również przyczynia się do regeneracji komórek uszkodzonych.
Zmniejsza uszkodzenia wątroby u osób podczas chemioterapii oraz wspomaga rekonwalescencję, przyśpieszając usuwanie substancji toksycznych odkładających się w organizmie.
Ostropest plamisty dostępny jest w formie naturalnych ziaren tej rośliny, stosowany doustnie, nasiona można zjeść bezpośrednio lub rozetrzeć i dodać do innych posiłków czy herbaty. Dobrym sposobem użycia jest zmieszanie 1-2 łyżeczek drobno zmielonych nasion (owoców) ostropestu z 50-100 ml jogurtu, który łagodzi gorzki smak ostropestu.
Ja dodaję zmielone ziarenka niemal do każdego posiłku.




Inne zioła, które również pomogą w lepszym funkcjonowaniu wątroby to:
- karczoch, dziurawiec, mniszek lekarski, kurkuma, korzeń lukrecji. Najlepiej spożywać w formie naparów lub soków (karczoch).
Jednak przed zastosowaniem ziół radzę skontaktować się ze swoim lekarzem.

Wątroba, na szczęście, jest takim organem, który może się regenerować. Aby przyspieszyć ten proces, poza ziołami należy:

- ograniczyć spożycie tłustych i smażonych potraw
- być bardziej  aktywnym
- duuuuuuuuuuużo pić
- stosować odpowiednią dietę

Właśnie na odpowiedniej diecie chciałabym się skupić :)

Moja rodzina zawsze zdrowo się odżywiała, ale kiedy Agata zachorowała jeszcze większą wagę przywiązuję do tego co jemy.
Zmianę nawyków żywieniowych radzę przeprowadzać małymi kroczkami. Na początek postaraj się zamienić colę na wodę lub sok rozcieńczony wodą. Dania typu fast food również można tak zmodyfikować aby były nisko tłuszczowe i smaczne. W kolejnym poście zaproponuję domowej roboty hamburgery...palce lizać.
Majonez mieszaj z jogurtem naturalnym, tłuste mięso wieprzowe zastąp kurczakiem.
Posiłki staraj się jadać częściej, co 2-3 godziny ale w mniejszych porcjach.
Ostatni posiłek spożywaj ok. 2 h przed snem.
Postaraj się jeść spokojnie, bez pośpiechu.
Ogranicz sól i ostre przyprawy. Zamiast tego stosuj zioła.
Potrawy gotuj na parze, duś, piecz - unikaj smażenia.
Pamiętaj - jemy oczami - posiłki powinny być kolorowe i apetycznie wyglądać.
Generalnie stosuj dietę lekkostrawną. 
- Unikaj pieczywa francuskiego, świeżego
- ostrych warzyw (surowej cebuli, kapusty, grochu),
- tłustego mleka, śmietany, tłustych serów, serów pleśniowych i topionych,
- tłustego mięsa, kiełbasy, pasztetów ( wyjątek domowy pasztet), parówek ( chyba że są dobrej jakości), konserw rybnych, smalcu, słoniny,
- wyrobów cukierniczych ( ciasteczka, batoniki, pączki ).

Bardzo ważne jest picie wody, kompotów, herbatek. Kiedy dziecko dużo pije wypłukuje toksyny z organizmu. Staram się aby Agata piła 1,2-1,5 litra płynów dziennie.

Jeśli wprowadzisz w życie rady, które proponuję wątróbka Twojej pociech będzie zdrowa. Agata (odpukać) od wielu tygodni ma dobre próby wątrobowe dzięki małym zmianom w diecie.

Dzięki drobnym modyfikacjom cała Twoja rodzina będzie zdrowsza !


czwartek, 9 października 2014

APEL!!!

Chciałabym zachęcić wszystkich do zostania dawcą szpiku.

W Polsce co godzinę ktoś dowiaduje się, że ma białaczkę, czyli nowotwór krwi. Tę diagnozę słyszą rodzice małych dzieci, młodzież, dorośli. Bez względu na wiek – każdy może zachorować. Na szczęście każdy może też pomóc. Dla wielu chorych jedyną szansą na życie jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych od niespokrewnionego Dawcy.

Rak krwi to ogólny termin używany do określenia nowotworu, który atakuje system krwionośny oraz samą krew, szpik kostny i układ limfatyczny. Rozróżniamy wiele rodzajów raka krwi, w tym białaczkę. Na całym świecie co 4 minuty zostaje u kogoś zdiagnozowany rak krwi, a co 10 minut odbiera on komuś życie. W przypadku, gdy nie pomagają konwencjonalne metody, takie jak chemioterapia czy naświetlanie, jedynym wyjściem pozostaje przeszczepienie komórek macierzystych.


W Polsce zarejestrowanych jest ponad pół miliona Dawców komórek macierzystych, z czego w bazie Fundacji DKMS Polska ponad 430 tysięcy osób. 
Mimo to poszukiwanie bliźniakia genetycznego jest bardzo trudne, jak szukanie igły w stogu siana. Dla wielu Pacjentów wciąż nie można znaleźć osoby, która mogłaby uratować ich życie.

Aby zostać potencjalnym Dawcą, wystarczy zamówić pakiet rejestracyjny zawierający formularz i pałeczki do pobrania wymazu z wewnętrznej części policzka. Zestaw należy wypełnić i odesłać do DKMS. Po przebadaniu materiału genetycznego i wprowadzeniu danych do bazy, wysyłamy potwierdzenie rejestracji oraz kartę Dawcy. Cały proces rejestracyjny trwa około 3-4 miesięcy.

Wszystkie informacje na ten temat pochodzą ze strony internetowej fundacji DKMS. 
Ja już jestem w bazie dawców szpiku, a TY? Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, zapraszam na dni dawcy organizowane w Twoim mieście. Na stronie fundacji jest informacja kiedy i gdzie będą organizowane dni dawcy. Bardzo serdecznie zapraszam. Dla Ciebie to chwila, dla kogoś ŻYCIE.
Pamiętaj że Ty również możesz kiedyś potrzebować pomocy. Dlatego zarejestruj się !!!


wtorek, 7 października 2014

KRÓL BURAK...KRÓLOWA MARCHEW :)

Marchew + burak - na nie zawsze pora i nie trzeba wówczas chodzić do doktora :)




Tak,tak. Buraki i marchew to jedne z najtańszych i bardzo zdrowych warzyw i już czas aby na stałe zagościły na naszych stołach.
Kiedy byłam mała, cierpiałam na anemię. Mama codziennie zmuszała mnie do picia soku z buraków. Nienawidziłam go, był ohydny. Ale pomógł (oczywiście przy wspomaganiu :) )
Tak było kilkanaście lat temu. Teraz jestem duża i mądra :) i wiem, że to zdrowe. Nadal nie przepadam za smakiem buraczanego soku, ale w połączeniu z innymi warzywami i owocami jest całkiem smaczny. A skoro jeszcze taki zdrowy, to czemu nie.

Burak naprawdę ma właściwości lecznicze. Zawdzięcza je antycyjanom - dzięki nim mamy lepszą odporność, wolniej się starzejemy i zapobiegamy wystąpieniu nowotworów.
Burak zawiera mnóstwo kwasu foliowego oraz pierwiastków mineralnych. Jest pomocny w procesach krwiotwórczych, mimo iż nie zawiera wiele żelaza.
Przez medycynę naturalną burak już dawno został uznany za cudowny lek. Zapobiega anemii i wspomaga leczenie białaczki. Warzywo to zawiera silne przeciwutleniacze, które zwiększają przyswajanie tlenu przez organizm. Wspomagają więc układ krwionośny.
Niektóre źródła podają, iż codzienne zażywanie soku powoduje cofanie się raka. Co do tego stwierdzenia odnoszę się raczej sceptycznie. Potraktowałabym buraka raczej jako "wspomagacz" a nie lekarstwo.
Buraka najlepiej spożywać na surowo. Można pić sok wyciśnięty przez sokowirówkę lub kwas buraczany. Podaję przepis na "mój" kwas.

                                             KISZONE BURAKI

Pół kilograma surowych buraków bardzo dokładnie szorujemy a następnie kroimy w cienkie plastry.Wkładamy do kamionkowego naczynia, wsypujemy łyżkę soli i łyżkę cukru. Zalewamy przegotowaną, wystudzoną wodą ok. 0,5 l. Dorzucamy kilka ząbków obranego czosnku, kilka ziarenek pieprzu, szczyptę majeranku oraz piętkę chleba na zakwasie. Chleb koniecznie musi być na zakwasie bo inaczej nic nie wyjdzie z naszego kwasu. Możemy pominąć chleb, wówczas zakwas dłużej się kwasi.
Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciemne, ciepłe miejsce na 3-4 dni. W międzyczasie próbujemy czy nie jest za kwaśny. Gdy już będzie gotowy przecedzamy, przelewamy do szklanej butelki i przechowujemy w lodówce. Pić codziennie pół szklanki. Należy zużyć w ciągu kilku dni.
Ukiszone buraczki z zakwasu można wykorzystać do przygotowania surówki.






Marchew - równie zdrowa co burak, również pomaga walczyć z rakiem. Spowalnia procesy starzenia skóry, odmładza i regeneruje skórę, poprawia wzrok, wzmacnia system odpornościowy. A to wszystko zasługa beta-karotenu (prowitaminy A).

Beta-karoten neutralizuje wolne rodniki w organizmie, które sprzyjają powstawaniu nowotworów.
Świetnie wpływa na skórę, chroni włókna kolagenowe co z kolei wpływa na jędrność naszej skóry.
Poprawia widzenie, szczególnie po zmroku. Chroni przed zapaleniem spojówek.
Chroni nas przed słońcem, zapobiega powstawaniu plam i przebarwień, które często pojawiają się podczas przebywania na słońcu. Chrupmy marchewkę- karoten nada skórze ładny odcień opalenizny, bez opalania :)

Jeśli to Was nie przekonało, to na pewno przekona Was fakt że marchewka jest super w diecie odchudzającej. W 90% składa się z wody, jest niskokaloryczna. Można ją jeść bez obaw :)

A jeśli połączymy buraka z marchewką to będziemy super zdrowi. A zatem chwytamy za szklanki i...do dna. SMACZNEGO!



poniedziałek, 6 października 2014

ŻYCIE CHOĆ PIĘKNE TAK KRUCHE JEST

Miałam dziś pisać zupełnie o czymś innym, ale rano usłyszałam w radiu bardzo smutną wiadomość.
Zmarła fantastyczna aktorka, mama, śliczna kobieta Anna Przybylska.
Była taka młoda...taka piękna...taka radosna.
Ona również walczyła z bezlitosnym wrogiem - tak jak MY.
Mimo ogromnej woli walki i chęci do życia nie udało się.
Dlaczego tak musi być, nie mogę się z tym pogodzić. Bardzo ciężko patrzeć gdy ludzie umierają. Szczególnie tacy pełni życia i wiary że będzie dobrze.

Dlatego cieszmy się życiem. Cieszmy się każdym dniem i każdą chwilą. Życie jest bezcennym darem. Nie marnujmy go.

Jeśli jesteś w szpitalu, sytuacja nie jest najlepsza, Twoje dziecko cierpi...pamiętaj NIE PODDAWAJ SIĘ. Trzeba walczyć, bo jest o co. O ŻYCIE. Ty wciąż masz szansę.
Nawet na chwilę nie możesz zwątpić.

Każdy z nas walcząc z nowotworem dziecka przeżywał wzloty i upadki. Czasami jesteś pełen wiary i nadziei a za chwilę wpadasz w czarną odchłań.

Kiedy dowiadujesz się o chorobie jesteś załamany. Myślisz stereotypowo. Nowotwór =Śmierć. Ale tak nie jest. Coraz więcej osób udaje się uratować. Ty też będziesz w tej grupie. Nie myśl inaczej.

Już dawno udowodniono, iż w chorobie nowotworowej nie mniej ważne niż leki i zdrowe odżywianie jest pozytywne myślenie. Pomoże to zmniejszyć stres.

Każdy organizm jest inny, każdy reaguje inaczej na leczenie. Twoje dziecko podczas chemii nie musi cierpieć z powodu uciążliwych skutków ubocznych. A nawet jeśli tak jest to tylko stan przejściowy. Następnego dnia powinno być lepiej.

Wiem co mówię. Kiedy byłam pozytywnie nastawiona do leczenia wszystko jakoś się układało. Oczywiście  nie było idealnie ale szłyśmy do przodu zgodnie z planem. Jednak kiedy już byłam bardzo zmęczona pobytem w szpitalu i coraz częściej nachodziły mnie czarne myśli odbijało się to na leczeniu. Uczulenie na chemię, na leki, ostre zapalenie oskrzeli i wiele innych problemów z którymi trzeba było się zmierzyć.

Oczywiście samo pozytywne myślenie nie wyleczy Twojego dziecka, ale bardzo pomaga przejść przez leczenie.






Pamiętaj ! NIE DAJ SIĘ NOWOTWOROWI !

czwartek, 2 października 2014

CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO...

 CHLEB - podstawowy składnik naszej diety, węglowodany z których czerpiemy energię. Choć spożycie chleba w Polsce spada z roku na rok to taki domowy z pewnością podniesie statystyki :)
Kilka osób prosiło mnie o przepis na chleb. Ale musi być łatwo, szybko i przyjemnie :) Proszę bardzo. Mam sprawdzony przepis, który jest idealny dla początkujących kucharzy.
A do tego ten zapach roznoszący się po domu podczas pieczenia,nie ma nic lepszego, niż aromat świeżo pieczonego chleba w domu...POEZJA.


Potrzebujesz :
- 0,5 kg maki tortowej
- 0,5 kg maki pełnoziarnistej
- litr ciepłej wody
- 10 dkg drożdży
- 2 szklanki otrąb
- 1 szklanka słonecznika
- 1/2 szklanki siemienia lnianego
- łyżka cukru (niekoniecznie)
- 2 płaskie łyżeczki soli
- łyżka ostropestu (może być w ziarenkach)

Mąka pełnoziarnista może być pszenna lub żytnia. Można dodać orkiszowej, ryżowej, gryczanej, kukurydzianej.
Otręby mogą być pszenne lub żytnie.
Można dodatki zamieniać wg. uznania. Proponuję dodać pestki dyni, suszone pestki moreli ( o ich właściwościach będę pisać), orzechy różnego rodzaju i na co tylko macie ochotę.
Eksperymentujcie. W kuchni trzeba eksperymentować, dzięki temu powstają nowe, ciekawe przepisy.

Wykonanie :
Składniki suche wymieszać. Drożdże rozpuścić w wodzie (nie może być za gorąca bo inaczej drożdże nie będą pracować), dodać do suchych. Wymieszać. Odstawić w ciepłe miejsce. Gdy podwoi objętość, wyrobić. Wstrząsnąć miską aby pozbyć się powietrza. Nałożyć na formy. Dodatkowo można chleb posmarować woda, wówczas będzie chrupiąca skórka i posypać makiem, sezamem lub siemieniem lnianym.
Z tej ilości ciasta wychodzą 4 małe foremki 22x12.
Pieczemy 30 min. w 30 st. C, następnie 45 min w 200 st.C




Do chleba idealnie pasuje pasztet, na który przepis znajdziecie we wcześniejszym poście.

Bardzo ważne ! Nie krój ciepłego chleba bo będzie się kruszył. Chleb musi być dobrze wystudzony.

No dobrze, mamy już chleb. Aby dłużej cieszyć się jego smakiem musimy go odpowiednio przechowywać. Aby nie pleśniał powinien być trzymany w miejscu suchym, w temp. pokojowej. Najlepiej w lnianej ściereczce lub woreczku.
A co zrobić aby następnego dnia zamiast pysznej kromeczki nie połamać zębów na sucharach? Można zawinąć bochenek w folię aluminiową. Jest wielu przeciwników takiej metody, ale u mnie się sprawdza. Dobrze wystudzony chleb zawijam w folię a następnie wkładam do lnianej siateczki.

Jeśli mamy za dużo chleba możemy go zamrozić. Chleb idealnie nadaje się do mrożenia. Ja kroję i zamrażam po kilka kromek. Po pierwsze szybciej się rozmraża. Po drugie, nic się nie marnuje, rozmrażam tyle ile potrzebuję.




Oczywiście znacznie dłużej możemy się cieszyć chlebem na zakwasie. Ale to już następnym razem :)

Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć SMACZNEGO !



środa, 1 października 2014

STERYDY - A CO POTEM ?

Na sam dźwięk tego słowa ciarki przechodzą mi po plecach. Kto kiedykolwiek brał sterydy, wie o czym mówię. Mimo, iż jest to bardzo ważny element leczenia nienawidzę go.
Sterydy powodują straszne rozchwianie emocjonalne. Dziecko dosłownie z euforii przechodzi w płacz. To nie wszystko, innym skutkiem ubocznym jest ogromny apetyt. Bez względu na porę dnia, chce się jeść - obsesyjnie. Dziecko z wesołego, grzecznego, miłego człowieczka staje się "kasztanowym ludzikiem". Ogromna głowa, ogromny brzuszek i chudziutkie raczki i nóżki. Poza tym staje się złośliwe, kapryśne i... smutne. Ciężko rodzicowi patrzeć, gdy sterydy porywają w swoje szpony jego skarb.

No dobrze, są sterydy - dziecko ma apetyt. Co jednak zrobić gdy sterydy są odstawione, przestają działać i dziecko kompletnie nie ma apetytu?

Spróbuj przygotowywać jego ulubione potrawy, najlepiej w nowej, fajnej formie. Kanapka pirat lub clown, ulubione zwierzątko. Parówkę- palmę na bezludnej wyspie. Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraznia.
Pozwól czasami zjeść dziecku coś zabronionego (myślę że lekarz pozwoli dla lepszego samopoczucia pacjenta :) ). Frytki, hamburgera, chipsy.

Wiadomo że odżywianie podczas leczenia jest bardzo istotne. Wierzę w to, że "jesteśmy tym co jemy". Zawsze przywiązywałam wagę do zdrowego odżywiania. Podczas leczenia również starałam się abyśmy jadły zdrowo. Oczywiście pozwalałam Agacie na "trochę więcej" niż w domu, ale zawsze starałam się przemycić w jedzeniu coś zdrowego.

Polecam małe kanapeczki z ...parówką. U nas się sprawdziły. W sytuacjach kryzysowych były idealne. Oczywiście do tego warzywa i pieczywo z otrębami lub domowy chleb (podam przepis).No i parówka dobrej jakości, z mięsa.



Tak jak wcześniej pisałam zdrowe odżywianie jest bardzo istotne, aby dziecko lepiej się czuło i szybciej wracało do zdrowia. Pamiętaj aby w diecie nie zabrakło witamin i minerałów.
Poniżej przedstawiam listę produktów, które zawierają dużo substancji antyrakowych i są świetnymi antyoksydantami ( będę o tym pisać w dalszych postach)

Produkty zawierające przeciwutleniacze to m.in :
- jabłka
- grejpfruty
- zielona herbata
- jagody
- marchew
- czosnek
- cebula

Pamiętaj jednak że podczas podawania chemii nie należy jeść surowych owoców, warzyw i cytrusów. Ważne jest również aby wszystkie owoce dokładnie myć i jeśli to możliwe parzyć. Białaczka niszczy odporność organizmu na infekcje dlatego dokładne mycie zmniejsza ryzyko dostania się bakterii do organizmu.

Bardzo ważne. Nie zmuszaj dziecka do jedzenia. Szczególnie podczas chemioterapii. Po chemii zazwyczaj pojawia się metaliczny smak w ustach ( tak mówiła Agatka). Nic się nie stanie jak dziecko nie zje jakiegoś posiłku. Poza tym podczas chemii często dzieci wymiotują i mają wiele innych uciążliwych dolegliwości. Jedzenie to ostatnia rzecz na jaką chory ma ochotę.

Staraj się unikać żywności wysoko przetworzonej. Twoje dziecko i tak już dostaje spore dawki chemii, nie dokładaj mu jeszcze w jedzeniu.

Nie wyczerpałam tematu. Będę jeszcze wielokrotnie wracać do zdrowego odżywiania i diety podczas chemioterapii. 


Piszcie o czym chcecie poczytać :)

Ahoj :)