czwartek, 27 października 2016

DLACZEGO WARTO JEŚĆ CEBULĘ I ZIEMNIAKI?

Niedawno pisałam o warzywach jesiennych- na pierwszy ogień poszła dynia i kalafior. Możesz przeczytać tutaj. Dziś ciąg dalszy, sięgam po bardzo pospolite- na pierwszy rzut oka- lecz bardzo zdrowe warzywa, cebulę i ziemniaki.


Pamiętacie jak Shrek porównywał się do cebuli? Cebula ma warstwy- dosłownie i w przenośni. Warzywo to jest skarbnicą witamin i ma mnóstwo właściwości- warstw, można by rzec. Co zatem takiego cudownego kryje się w cebuli?

- ma działanie BAKTERIOBÓJCZE- szczególnie istotna zaleta w okresie jesienno-zimowym. Kiedy "coś cię bierze" zamiast do apteki biegnij do warzywniaka. To dużo lepsza alternatywa niż tabletki.
- ważna informacja dla dzieci walczących z nowotworem. Cebula działa moczopędnie, a więc usuwa nagromadzoną wodę z organizmu.
- zwiększa odporność organizmu dzięki zawartości siarki.
- zmniejsza zawartość cukru we krwi
- pozwala rozprawić się z pasożytami, szczególnie z owsikami
- uśmierza pieczenie po ukąszeniu owadów (wystarczy miejsce o ukąszeniu natrzeć kawałkiem cebuli)
- regularnie jadana zapobiega zakrzepom krwi
- hamuje rozwój komórek rakowych w niektórych nowotworach (rak piersi, okrężnicy, płuc)
- pomaga utrzymać poziom cholesterolu na "zdrowym" poziomie
- spożywanie cebuli ma dobroczynny wpływ na skórę, włosy i paznokcie 
- zawiera witaminy C, B oraz minerały potas, siarka, cynk, magnez, fosfor
- i co najważniejsze, to bardzo tani produkt, więc zawsze warto mieć kilka sztuk w swojej kuchni
- cebula jest niskokaloryczna (w 100 g 40 kcal) możesz spokojnie wprowadzić ją do diety podczas odchudzania
- warto spróbować innych odmian niż tylko żółta. Bardzo smaczna jest dymka, szalotka, czerwona czy czosnkowa.
- ostrożnie ze spożywaniem cebuli przy problemach z wątrobą


Te kilka właściwości cebuli powinny cię przekonać aby sięgać po nią każdego dnia. Świetnie sprawdzi się nie tylko w sałatce, ale również w gulaszu, zupie czy pierogach. W zasadzie do każdego pikantnego dania się nadaje.


Drugim równie powszechnym warzywem są ziemniaki. Równie tanie i równie dostępne jak cebula. Co takiego w sobie kryją że warto je wprowadzić do diety?

- wbrew powszechnej opinii ziemniaki wcale nie są tuczące i kaloryczne. Wręcz przeciwnie, w 100 g ugotowanych ziemniaków jest zaledwie 70 kcal. To tłuste sosy są winowajcą, to one podnoszą kaloryczność poczciwych ziemniaków
- zawierają witaminę C, która jest niezbędna w okresie przeziębień
- zawierają witaminy z grupy B które usprawniają pracę naszego mózgu oraz korzystnie wpływają na metabolizm
- są bogate w składniki mineralne- potas, magnez, żelazo, fosfor. Magnez jest budulcem zębów i kości, poprawia przemianę materii, łagodzi stany zmęczenia i stres
- gotowane ziemniaki są lekkostrawne, dobre dla chorego dziecka
- zawierają błonnik, który ułatwia trawienie, pomaga w walce z nadwagą i pozwala obniżać poziom cholesterolu
- są dobrym źródłem energii
- ziemniaki są dobre dla nadciśnieniowców, gdyż mają mało sodu (pod warunkiem że nie przesolisz podczas gotowania)
- warzywo to jest wskazane dla chorych na cukrzycę, ponieważ zawarta w nich skrobia uwalnia się stopniowo

Nasz poczciwy ziemniak nie jest więc taki straszny. Wystarczy tylko odpowiednio go przygotować aby był smaczny i zdrowy. Polecam ten przepis, oczarujesz wszystkich :)

Moi drodzy, korzystajmy z sezonowych warzyw i owoców. Zamiast się zachwycać produktami zza oceanu sięgnijmy po to co rośnie u nas. Nasze produkty wcale nie są gorsze a wręcz przeciwnie. Jedząc je będziesz zdrowy. 


zdjęcia: wisegeek.org, wisherke-onions.nl

wtorek, 18 października 2016

JAK PRZEKONAĆ DZIADKÓW BY NIE DAWALI DZIECIOM SŁODYCZY?


Wydawałoby się, że to błahy problem, jednak po rozmowie z kilkoma rodzicami stwierdzam, że to poważny problem. W wielu domach dziadkowie traktują słodycze jak lekarstwo na całe zło. 
Nie wiem jak jest u was, ale u mnie to był prawdziwy problem. Szczególnie moja mama nie mogła zrozumieć że słodycze nie są najważniejsze dla dziecka. A szczególnie dla dziecka chorego. Kiedy Agatka zachorowała, babcia tym bardziej zarzucała nas słodyczami- "przecież ona taka biedna, musi mieć trochę radości". Nie mogła zrozumieć, że cukier nie jest wskazany dla dziecka walczącego z rakiem.

Wielu rodziców ma podobny problem. Jak delikatnie "zakazać" dziadkom obdarowywania wnuków słodyczami? To prawda, że rodzice są od wychowania a dziadkowie od rozpieszczania, ale przecież można rozpieszczać nie wciskając cukierków i batoników na każdym kroku.

Niestety wiele osób wciąż myśli stereotypowo. "Przecież nie ma dzieciństwa bez słodyczy. My jedliśmy i żyjemy. Mały batonik jeszcze nikomu nie zaszkodził. Jak mogę odwiedzić wnuka bez małego co nie co, cukier krzepi"- to moje ulubione powiedzonko. Jak z tym walczyć?

To że lubimy słodki smak jest naturalne, nie raz o tym pisałam. Zerknij tutaj.
Jednak kiedy my byliśmy dziećmi- po pierwsze- słodycze nie były tak powszechne, po drugie- jedliśmy więcej owoców. Obecnie proporcje nieco się zmieniły, a w zasadzie to bardzo się zmieniły, a wręcz odwróciły.
Nie uwierzysz jak ci powiem, że znam dzieci które nie wiedzą co to jest mandarynka a rodzaje batonów potrafią wymienić na jednym wdechu. I niech nikt mi nie mówi że takie czasy.
Najgorszy jest fakt, że dzieci zjadają mnóstwo ukrytego cukru- w jogurtach, płatkach a nawet produktach, do których, do głowy by nam nie przyszło że producenci dodają cukier.

Na szczęście rośnie świadomość wśród rodziców, niestety nie wśród dziadków. Musimy nauczyć dziadków, że dzieci kochają ich nie za słodycze ale za to że są, po prostu. Trzeba to zrobić w miarę delikatnie, aby dziadkowie się nie obrazili.

Jak to wyglądało u mnie. Hmm...dość brutalnie ale skutecznie :) Od razu uderzyłam w emocje. Wiadomo że dziadkowie kochają wnuki najbardziej na świecie i zrobią dla nich wszystko aby były zdrowe i szczęśliwe. Trzeba to wykorzystać.
Powiedziałam dziadkom że słodycze bardzo źle wpływają na zęby a nie chcą chyba dokładać dziecku dodatkowych stresów wizytami u dentysty.
Poza tym kiedy dziecko zje batona na pewno nie zje zupy, a wiadomo że dla babci najważniejsze aby dziecko zjadło obiad.
Poza tym możesz zaproponować alternatywę cukierków. Równie dobrym "prezentem" będą ulubione owoce, jogurty czy zdrowe płatki. Świetnym rozwiązaniem są również różne drobiazgi (zależnie od wieku). Mogą to być naklejki, opaska do włosów, kolorowe gumki do ścierania czy mazaki. Taka drobnostka nie kosztuje dużo a sprawi tyle samo radości (o ile nie więcej) niż czekoladki.
Warto zrobić listę "dobrych" słodyczy aby od czasu do czasu dziadkowie mogli jednak przynieść coś słodkiego. Zaproponuj również że można samemu zrobić coś słodkiego. Dużo zdrowszy będzie kawałek domowej szarlotki- a wiadomo że najlepszą szarlotkę robią babcie czy owocowa galaretka niż wafelki ze sklepu.
No i najważniejsze- ty bądź przykładem. Kiedy gościsz dziadków nie proponuj do kawy kupnych słodyczy. Jeśli dziecku zabraniasz, ty również z nich zrezygnuj.
Zamiast tego zaproponuj domowe ciasteczka :)


Do kawy proponuje szybkie i pyszne ciasteczka marchewkowe.

SKŁADNIKI:
- 2 szklanki mąki (ja mieszam pół na pół pszenną z pełnoziarnistą pszenną)
- 2 szklanki marchewki startej na drobnych oczkach
- 1/2 szklanki oleju roślinnego np. rzepakowego lub kokosowego
- szklanka ciepłego mleka
- 3 łyżki cukru trzcinowego
- 2 łyżki miodu
- łyżeczka proszku do pieczenia 
- garść ulubionych orzechów
- szczypta cynamonu, kardamonu, gałki muszkatołowej, imbiru, soli
- do dekoracji 4 kostki roztopionej gorzkiej czekolady

Składniki suche połącz w jednej misce. Mąki przesiej, dodaj cukier, proszek do pieczenia i przyprawy. W drugiej misce wymieszaj marchew, olej, mleko, miód. Mokre dodaj do suchych i wyrób na gładkie ciasto. Dodaj posiekane orzechy i opcjonalnie garść rodzynek. Formuj kulki wielkości orzecha włoskiego a następnie spłaszczaj na okrągłe ciastka.
Piecz w 190 st.C ok. 20 min aż ciasteczka lekko się przyrumienią. Gdy wystygną możesz je skropić roztopioną gorzką czekoladą.

SMACZNEGO :)

Jak widzisz można znaleźć kompromis. Moje dzieci również jedzą słodycze, ale okazjonalnie. Postaraj się również w dziecku zaszczepić i nauczyć aby mądrze wybierało co jest dla niego dobre a co nie. Trudna i żmudna to praca ale warto. Warto dla zdrowia. A zdrowie najważniejsze :)


środa, 12 października 2016

DLACZEGO WARTO JEŚĆ JESIENNE WARZYWA?


Mimo iż nie jest to moja ulubiona pora roku, jest kilka powodów dla których czasem lubię jesień. Pierwszy i najważniejszy to sezonowe warzywa i owoce. Dziś chciałabym przedstawić korzyści z jedzenia tych produktów.
Dla mnie oznaką jesieni są pojawiające się na każdym straganie dynie i od nich chciałabym zacząć.


DLACZEGO WARTO JEŚĆ DYNIĘ?
DYNIA to cudowne warzywo, jej właściwości leczniczych nie sposób przecenić. Jest bogata w witaminy i minerały, zwłaszcza niezbędny mężczyzną cynk. Dynia ma niewiele kalorii, więc jeśli się odchudzasz sięgnij po nią. Dlaczego jeszcze warto jeść dynię? Przeczytaj.

1. Poprawia wzrok – stanowi najbogatsze źródło beta- karotenu, który dobroczynnie wpływa na oczy i zapobiega „kurzej ślepocie”. Polecana jest osobom o słabszym wzroku, długo pracującym przy komputerze lub często oglądającym telewizję. Beta – karoten jest lepiej przyswajalny, gdy skroimy go 2-3 kroplami oleju.

2. Obniża ciśnienie – dynia jest bogata w potas, ma jednocześnie mało sodu, działa moczopędnie. Zapobiega zatrzymywaniu wody w tkankach, zmniejsza lub likwiduje obrzęki. Polecana jest osobom cierpiących na nadciśnienie. Jest przy tym lekkostrawna.

3. Dobroczynnie wpływa na serce – potrawy, których głównym składnikiem jest dynia obniżają poziom cholesterolu i dlatego powinny je spożywać osoby, które w dużym stopniu zagrożone są chorobami serca, układu krążenia lub miażdżycą. W ten sam sposób działa sok z dyni, bardzo smaczny jeśli zmieszamy go z sokiem z marchewki.

4. Odkwasza organizm – dostarcza wapnia, potasu, magnezu, czyli pierwiastków, które przywracają równowagę kwasowo – zasadową. Długotrwały stan zakwaszania powoduje bóle głowy, niestrawność, zaburzenia przemiany materii, wypryski na skórze, sprzyja rozwojowi miażdżycy i reumatyzmu.

5. Pozwala schudnąć – miąższ dyni jest niskokaloryczny, bo zawiera około 20 – 30 kcal w 100 g. Nadaje się więc dla wszystkich, którzy dbają o linię i pilnują kalorii swych posiłków. Szybko syci. Dodatkowo dostarcza dużo nierozpuszczalnego błonnika, który pobudza perystaltykę jelit i utrudnia przyswajanie tłuszczów z posiłków. Zwiększa przemianę materii.

6.Dostarcza smacznych i zdrowych pestek bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe, które rozpuszczają płytki miażdżycowe, osadzające się w tętnicach. Pestki korzystnie wpływają na czynności mózgu, uczestniczą w wytwarzaniu hormonów. Ponadto są bogatym źródłem cynku, którego jak wiadomo używa się przy leczeniu uporczywego trądziku i przy jesiennym katarze.


Kolejnym warzywem, które niewątpliwie kojarzy mi się z jesienią jest kalafior. W zasadzie można go dostać cały rok, ale ten jesienny najbardziej mi smakuje. Tak czy siak, warto wprowadzić go do swojego jadłospisu na stałe.



DLACZEGO WARTO JEŚĆ KALAFIORA?
Kalafior to odmiana kapusty warzywnej. Roślina ta obok brokuł należy do rodziny kapustowatych (krzyżowych). Wiele osób rezygnuje z umieszczenia go w swojej diecie ze względu na niezbyt przyjemny zapach i z powodu wzdęć, które może powodować.
Jednak jest to warzywo, które z pewnością zasługuje na miejsce w jadłospisie, chociażby ze względu na to, że jest bogate w witaminy, minerały oraz ma silne właściwości przeciwutleniające. Jest produktem, który z łatwością można wkomponować w sałatki czy wykorzystać do przygotowania zupy krem, a to tylko niektóre z opcji, jakie daje kalafior. 
Jeżeli należysz do tych osób, które postanowiły wykluczyć go ze swojej diety, dziś poznasz kilka powodów, dla których warto jeszcze raz to przemyśleć i spróbować się do niego przekonać!
1. Kalafior zawiera substancję zwaną sulforafanem, jest to siarkoorganiczny związek chemiczny, który poprawia ciśnienie krwi i usprawnia pracę nerek. Ma on związek z procesem metylacji DNA, która ma kluczowe znaczenie dla odpowiedniego funkcjonowania komórek, a w szczególności na wewnętrzne części tętnic.

2. Poprawia pracę mózgu- zawartość choliny i witamin z grupy B czyni z niego prawdziwego sprzymierzeńca mózgu i ogólnego zdrowia całego organizmu.

Regularna konsumpcja kalafiora już w czasie ciąży korzystnie wpływa na układ nerwowy, funkcje poznawcze i pamięć płodu. Włączenie do diety tego warzywa może okazać się pomocne w ochronie organizmu przed skutkami upływu czasu i nagromadzenia toksyn.

3. Działa moczopędnie i oczyszczająco - choć kalafior w głównej mierze składa się z wody znajdziemy w nim również dwa bardzo ważne składniki — potas i sód.  Te dwa związki mają działanie moczopędne i faworyzują eliminację wody z organizmu, która jest zatrzymywana w tkankach.

Oprócz tego, właściwość ta świetnie sprawdza się w wypadku osób z wysokim ciśnieniem tętniczym, regulując jego wartość poprzez właśnie zwiększenie produkcji moczu.
Dodatkowo właściwości oczyszczające kalafiora sprzyjają eliminacji toksyn i nagromadzonych substancji kwasowych a w tym między innymi kwasu moczowego i mocznika.

4. Doskonały produkt dla kobiet w ciąży- włączenie warzywa do diety jest szczególnie zalecane kobietom w ciąży. Wszystko ze względu na wysoką zawartość kwasu foliowego (B9) i innych składników odżywczych niezbędnych do prawidłowego rozwoju płodu.

Folat, czyli metylowa forma witaminy B jest zaangażowana w produkcję białych i czerwonych krwinek, w syntezę materiału genetycznego i tworzenie przeciwciał, które nadają systemowi immunologicznemu siły.
Ponadto, spożywanie kalafiora jest zalecane osobom przyjmujących doustne środki antykoncepcyjne, ponieważ redukują poziom tej substancji w organizmie.

5. Wspomaga trawienie- wysoka zawartość błonnika czyni z kalafiora doskonały produkt przeczyszczający. Usprawnia on procesy trawienne, a jednocześnie pomaga przy problemach z zaparciami.

Błonnik ma kluczowe znaczenie przy utrzymaniu prawidłowych ruchów jelit i wspomaga sprawne usuwanie zalegających niestrawionych resztek pokarmowych.
Oprócz tego znajdziemy w nim glukorafaninę — związek, który korzystnie wpływa na stan żołądka i jelit oraz chroni je przed powstawaniem poważnych chorób, takich jak rak czy wrzody.

6. Kalafior działa przeciwnowotworowo- sulforafan, siarkoorganiczny związek chemiczny zawarty w kalafiorze ma zdolność eliminowania nowotworowych komórek macierzystych. To może pomóc w spowolnieniu rozwoju nowotworów, a niektórzy eksperci twierdzą, że nawet może być kluczem do kontrolowania przebiegu choroby.

Inne obecne w nim związki takie jak indole czy izotiocyjaniany dały pozytywne wyniki w zapobieganiu leczenia nowotworów takich jak:
  • rak sutka
  • rak prostaty
  • rak pęcherza moczowego
  • rak jelita grubego
  • rak wątroby
  • rak płuc

7. Wspomaga proces odchudzania- ze względu na niską zawartość kalorii i bogatą wartość odżywczą, kalafior naprawdę warto uwzględnić w diecie, szczególnie gdy staramy się zrzucić kilka zbędnych kilogramów.

Dzięki znacznej ilości błonnika zapewniane jest dłuższe uczucie sytości. Tym samym możliwe jest lepsze kontrolowanie spożywanych kalorii podczas całego procesu odchudzania.

8. Korzystnie wpływa na skórę- duża ilość przeciwutleniaczy i składników odżywczych pomaga utrzymać w zdrowiu również skórę. Sprzyja regeneracji komórek i hamuje procesy uszkodzenia spowodowane działaniem wolnych rodników. Jest to główną przyczyną przedwczesnego starzenia się organizmu.

Jak widać mimo to, że kalafior nie należy do najsmaczniejszych warzyw, jest źródłem bardzo ważnych składników odżywczych. Istnieje wiele sposobów na ciekawe wykorzystanie go w potrawach. Znajdź przepis, który najbardziej będzie odpowiadał Twoim upodobaniom.
Postaraj się, by kalafior pojawił się w Twojej diecie przynajmniej 2-3 razy w tygodniu i regularnie korzystaj z jego zdrowotnych właściwości.
Co jeszcze kojarzy ci się z jesienią? Brukselka, buraki, cebula, ziemniaki, marchew, bakłażan, papryka, brokuł, pigwa, śliwki, jabłka, gruszki, żurawina...uff jest tego całkiem sporo. Kiedy kończy się lato nie musisz od razu sięgać po witaminy w kapsułkach. Jesienią również jest całkiem sporo naturalnych witamin. W kolejnych postach będę zachęcać do jedzenia warzyw i owoców sezonowych :)


źródło: portalaktywni.com, krokdozdrowia.pl, agroplanet.pl

czwartek, 6 października 2016

DLACZEGO MLEKO SIĘ PASTERYZUJE?

Co z tym mlekiem- pić, czy nie pić. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy mają trochę racji. Dziś trochę o mleku, a dokładnie o pasteryzacji. Przeczytaj.

Mleko surowe, takie prosto udojone od zdrowej krowy czy kozy, nie jest produktem czystym mikrobiologicznie. Mikroorganizmy obecne w mleku surowym mogą mieć różny wpływ na organizm człowieka. Jedne są dla niego nieszkodliwe (np. bakterie mlekowe), inne chorobotwórcze lub powodujące zatrucie pokarmowe. Wśród mikroorganizmów mogących występować w mleku surowym i stanowiących szczególne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia lub życia należy wymienić SalmonellaEscherichia coliStaphylococcus aureusListeria monocytogenes czy Mycobacterium.
To właśnie potencjalna obecność tych drobnoustrojów jest motywem stosowania obróbki termicznej mleka. Proces pasteryzacji mleka surowego jest definiowany jako obróbka termiczna mająca na celu zmniejszenie liczby drobnoustrojów chorobotwórczych do poziomu gwarantującego bezpieczeństwo produktu spożywczego. Jednocześnie uzyskuje się efekt wydłużenia trwałości mleka pasteryzowanego przez znaczne ograniczenie liczby komórek wszystkich drobnoustrojów, a także inaktywację enzymów, które mogłyby doprowadzić do obniżenia jakości produktu. W procesie pasteryzacji mleka surowego zwykle stosuje się temperaturę z zakresu od 65 do 100°C. Proces pasteryzacji nie powoduje istotnych zmian fizykochemicznych i organoleptycznych produktu. Mleko pasteryzowane nie jest produktem wysoko przetworzonym, wręcz przeciwnie, jest uznawane za produkt świeży, nisko przetworzony, niezależnie od tego w jakiej temperaturze jest pasteryzowane.
W produkcji mleka spożywczego stosuje się także inny zabieg termiczny – sterylizację. Przy obecnych rozwiązaniach technologicznych sterylizację mleka surowego prowadzi się w przepływie (określane mianem systemu UHT), dzięki czemu mleko ma kontakt z bardzo wysoką temperaturą (zwykle z zakresu 135-150oC) przez bardzo krótki czas (rzędu 1-2 sek) i następnie szybko schłodzone do około 20oC. Celem takiej obróbki cieplnej jest całkowite zniszczenie żywych komórek drobnoustrojów, dlatego mleko UHT takie wykazuje znacznie dłuższą trwałość (liczona w miesiącach i to w temperaturze pokojowej) w porównaniu do trwałości mleka pasteryzowanego (które wymaga przechowywania w warunkach chłodniczych). Mleko UHT pakuje się w kartoniki wielowarstwowe w sposób aseptyczny, czyli uniemożliwiający dostanie się drobnoustrojów do środka.
Od kilkunastu lat dla zapewnienia bezpieczeństwa mleka spożywczego wykorzystywany jest jeszcze jeden zabieg technologiczny. Jest to mikrofiltracja, która znacznie redukuje liczbę komórek bakterii w mleku surowym, tym samym poprawia jego bezpieczeństwo i wydłuża okres przydatności do spożycia. Proces mikrofiltracji można porównać do cedzenia mleka przez bardzo gęste sito, tak gęste, że zatrzymuje komórki drobnoustrojów. Po tym zabiegu mleko surowe jest poddawane procesowi bardzo łagodnej pasteryzacji, w możliwie jak najniższej temperaturze (np. 72°C) w celu inaktywacji enzymów (na nie mikrofiltracja nie działa). Warunkiem koniecznym zapewnienia trwałości i świeżości mleka mikrofiltrowanego i pasteryzowanego jest zachowanie łańcucha chłodniczego na wszystkich etapach produkcji, magazynowania, handlu i konsumpcji.
Temperatura i czas ogrzewania mleka spożywczego, pasteryzowanego, mikrofiltrowanego lub mleka UHT są tak dobrane, aby w jak najmniejszym stopniu wpłynąć na zawartość składników odżywczych i cechy smakowo-zapachowe mleka, oczywiście przy jednoczesnym skutecznym zniszczeniu drobnoustrojów. W wyniku działania ciepłem na mleko zawartość w nim białka, laktozy, tłuszczu, składników mineralnych i części witamin (witaminy B2, A, D) praktycznie pozostaje bez zmian. Zmieniają się jednak niektóre walory sensoryczne mleka, na przykład jego smak. Ponieważ mleko UHT poddawane jest działaniu wyższej temperatury niż w porównaniu do mleka pasteryzowanego czy mikrofiltrowanego, to w nim najsilniej odczuwamy zmiany cech smakowych. W wyniku zmian chemicznych inicjowanych obróbka cieplną pojawiają się zmiany smaku określane jako posmak „gotowania”, „karmelowy”, „przypalenia”, „goryczki”, „stalowy”. Dla niektórych konsumentów te posmaki są do zaakceptowania, a niekiedy wręcz pożądane. Dla innych osób, przyzwyczajonych do smaku mleka pasteryzowanego, mleko UHT nie jest smacznym produktem. Mleko UHT ze względu na długi okres przydatności do spożycia narażone jest także na zmiany barwy (lekkie zbrązowienie), także będące wynikiem zachodzących w mleku przemian chemicznych. Takie zmiany barwy fachowo nazywa się reakcjami typu Maillarda. Zachodzą one naturalne między cząsteczkami białek i cukrów. Te same reakcje zachodzą w każdej ogrzewanej żywności, na przykład w procesie prażenia ziaren kawy, przy pieczeniu pieczywa lub smażeniu mięsa.
Ogrzewanie mleka (pasteryzacja lub sterylizacja systemem UHT) nie obniża znacząco wartości biologicznej białka mleka, a nawet czyni je łatwiej przyswajalnym przez organizm człowieka, ze względu na ułatwiony dostęp enzymów trawiennych do denaturowanych cząsteczek białka. Nie ma żadnych dowodów naukowych, że mleko przegotowane lub pasteryzowane jest szkodliwe dla ludzkiego organizmu. Chyba, że mamy na myśli ludzi cierpiących na alergię lub wrażliwość na białka mleka, albo mających nietolerancję laktozy. Kiedyś twierdziło się, że mleko UHT nie jest odpowiednim mlekiem ani dla dzieci, ani dla osób dorosłych, bo ma niewiele właściwości żywieniowych. Ten stereotyp pokutuje do dzisiaj, ale już ma niewiele wspólnego z obecnie stosowanymi rozwiązaniami technologicznymi. Przy obecnie stosowanych technologiach produkcji zarówno mleka pasteryzowanego, jak i mleka sterylizowanego systemem UHT, sprawiają, że z żywieniowego punktu widzenia oba mleka są identyczne, a różnią się jedynie smakiem i trwałością.
Innym, nieaktualnym już stereotypem, jest mniemanie, że mleko pasteryzowane należy gotować przed spożyciem, gdyż istnieje ryzyko obecności bakterii chorobotwórczych. Prawda jest taka, że przy obecnych systemach produkcji nie ma konieczności gotowania mleka pasteryzowanego przed spożyciem. Tym bardziej nie ma potrzeby gotować mleko mikrofiltrowane lub mleko UHT. Jedynym mlekiem, które bezpieczniej jest zagotować przed spożyciem, jest mleko surowe, zakupione np. w osiedlowym mlekomacie lub na targowisku.
źródło: czytajskład.com
zdjęcia: kuchnia.wp.pl, fakt.pl, adamed.expert