niedziela, 30 sierpnia 2015

CZARNUSZKA - CUDOWNE ZIOŁO NA WSZYSTKO

Nie jest to nowość, ale obecnie powraca do łask. Podobnie jak ostropest plamisty czy czystek coraz więcej osób znów zaprasza ją do swojej kuchni.

Czarnuszka bo o niej mowa, to małe ziarenka, przypominające czarny sezam, odrobinę gorzkawe w smaku. Zastosowanie tej przyprawy jest wszechstronne. A kiedy poczytasz o jej właściwościach z pewnością zaczniesz ją stosować.




Przeczytałam kiedyś, że te niepozorne ziarenka, jak i olej z tej rośliny "leczą wszystko z wyjątkiem śmierci". Coś w tym jest, ponieważ roślina ta pomaga w wielu schorzeniach i przed wieloma potrafi nas ochronić.

Co zatem zawierają te ziarenka, że są takie cudowne ?


  • różnorodne kwasy tłuszczowe (linolowy, alfa-linolenowy, rzadki w przyrodzie eikozadienowy, palmitynowy, mirystynowy i inne)
  • fosfolipidy i fitosterole
  • cenne flawonoidy i równie cenne saponiny
  • białka (osiem z dziewięciu niezbędnych aminokwasów) i węglowodany
  • alkaloidy m.in. nigellinę, nigellaminę, nigellidynę, nigellicynę – rzadkie w świecie roślin)
  • olejek eteryczny zawierający m.in. tymochinon, limonen, karwakrol, karwon i in.
  • witaminy A, E, F, B1, B3, B6, biotynę, związki mineralne m.in. cynku, selenu, magnezu, wapnia, żelaza, sodu i potasu


DLACZEGO WARTO JEŚĆ CZARNUSZKĘ I OLEJ Z CZARNUSZKI ?

- przede wszystkim dlatego, że ma właściwości przeciwnowotworowe. Hamuje angiogenezę komórek nowotworowych (mówiąc prościej- hamuje tworzenie "złych" komórek), stymuluje syntezę cytokin: interleukin i interferonu, immunoglobulin skierowanych przeciwko antygenom rakowym. Czarnuszka ma też zdolności wywołania apoptozy ( zaprogramowanej śmierci ) komórek rakowych - działa silnie antyutleniajaco. 
Badania były prowadzone w stosunku do różnych rodzajów nowotworów m. in. białaczki, płuc, piersi czy nawet wyjątkowo niebezpiecznego i podstępnego raka trzustki. Czarnuszka nie czyni przy tym szkody komórkom zdrowym.

- ma działanie immunoprotekcyjne. Zawarte w niej związki wzmacniają układ odpornościowy, pobudzając m.in. syntezę interferonu czy wzrost ilości limfocytów i makrofagów stojących na straży naszego zdrowia. Warto sięgnąć po czarnuszkę szczególnie teraz, na przełomie sezonów, aby wzmocnić organizm.

- poprawia samopoczucie alergikom. Regularne przyjmowanie oleju z czarnuszki przez 6-8 tygodni powoduje znaczną poprawę symptomów. Czarnuszka – podobnie jak witamina C – jest świetnym antyhistaminikiem.

- pomoże uporać się z anemią. W wielu badaniach wykazano, iż regularne stosowanie oleju z czarnuszki podnosiło poziom hemoglobiny i erytrocytów. 


- ma silne działanie antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze. Naukowcy podejrzewają, że stoi za tym spora zawartość tymochinonu. Podanie czarnuszki powodowało w ciągu 3-10 dniowej kuracji zahamowanie wzrostu patogenów, w tym również Candida Albicans. W dobie powszechnego zagrzybienia jak również zbliżającego się przełomu sezonów skutkującego jak zwykle wzrostem przeziębień, gryp, infekcji zatok, oskrzeli itd. – warto o tym fakcie pamiętać. W czarnuszce siła!  


- ma również działanie przeciwpasożytnicze. Olej z czarnuszki wykazał w badaniach działanie przeciwtasiemcowe u dzieci chorujących na tasiemczycę. Czarnuszkowa kuracja okazała się też skuteczna w przypadku zakażeń przywrą, nie powodując przy tym żadnych działań ubocznych. Czarnuszka dzięki poprawie funkcji układu immunologicznego skutecznie zwalcza również owsiki, blastocytozę, a nawet włośnia krętego. Pod tym kątem olej z czarnuszki ma działanie silniejsze nawet od oleju czosnkowego.


- czarnuszka chroni przed skutkami promieniowania. W badaniach czarnuszka zapobiegała uszkodzeniom wywołanym promieniowaniem jonizującym w radioterapii. To ważna informacja dla tych, którzy poddawani są naświetlaniom promieniami w radioterapii chorób nowotworowych.


- pomaga pozbyć się nadciśnienia. Czarnuszka nie tylko obniża ciśnienie krwi i zmniejsza ryzyko powstawania zakrzepów, ale również chroni przed wzrostem homocysteiny, prowadzącej do rozwoju miażdżycy.


- przeciwdziała tworzeniu się kamieni nerkowych. Obniża stężenie szczawianów w moczu i hamuje formowanie kamieni nerkowych.


- działa przeciwwrzodowo na żołądek. Olej z czarnuszki powoduje wzrost ilości mucyny w błonie śluzowej żołądka. Czarnuszka ma również udowodnioną skuteczność przeciwko bakteriom Helicobacter pylori. Przynosi ulgę w przypadku symptomów refluksu żołądkowo-przełykowego.


- pomaga opanować zmiany skórne. Olej z czarnuszki jest tradycyjnie stosowany w przypadkach trądziku, łuszczycy, przy atopowym zapaleniu skóry, grzybicy skóry, wysypek, zmianach wywołanych zakażeniem bakteryjnym lub poparzeniem słonecznym. Wystarczy kilka razy w ciągu dnia smarować chore miejsce a po kilku dniach powinna być wyraźna poprawa.


- ma działanie antycukrzycowe. Reguluje poziom cukru we krwi: działa  ochronnie na trzustkę sprzyjając jej regeneracji i proliferacji wysp trzustkowych beta odpowiedzialnych za produkcję insuliny.


- chroni przed uszkodzeniami wątrobę i nerki. Zarówno gdy czynnikami szkodliwymi są metale ciężkie czy też dostające się do ustroju ksenobiotyki (np. leki) czarnuszka chroni te dwa ważne narządy: oczyszcza ustrój z toksyn i przywraca prawidłowe poziomy markerów stresu oksydacyjnego.


- chroni przed osteoporozą. Zwiększa gęstość mineralną kości dzięki zwartości kwasów tłuszczowych oraz silnemu działaniu antyutleniającemu i antyzapalnemu.


- działa kojąco na ośrodkowy układ nerwowy. Stwierdzono działanie antydepresyjne, sedatywne (uspokajające) i anksjolityczne (przeciwlękowe) czarnuszki. Można powiedzieć, że działa jak adaptogen zwiększając naszą odporność na stres, przeciwdziałając stanom depresyjnym i/lub lękowym i poprawiając samopoczucie. Obiecująco przestawia się czarnuszka również jako oręż w zwalczaniu symptomów epilepsji czy choroby Parkinsona.


- pomocna w przypadku chorób autoimmunologicznych. Znowu kłaniają się niezwykłe właściwości antyzapalne, antyhistaminowe i zmniejszające stres oksydacyjny, dzięki którym czarnuszka przynosi chorym poprawę samopoczucia w postaci zmniejszenia symptomów.


- doskonała na problemy z włosami. Przeciwdziała łysieniu, hamuje wypadanie włosów, pozwala pozbyć się łupieżu i spowodowanego stanem zapalnym swędzenia, pobudza porost włosów i zwiększa gęstość czupryny.


- przyspiesza gojenie się ran. Owrzodzenia, skaleczenia, rozpadliny, zmiany ropne itd. zagoją się szybciej dzięki czarnuszce.


- wpływa pozytywnie na układ rozrodczy. Reguluje miesiączkowanie, wspomaga laktację u matek karmiących, a nawet stwierdzono jej działanie antykoncepcyjne podobne do etynyloestradiolu (syntetycznego estrogenu, składnika współczesnych tabletek antykoncepcyjnych), nie wykazując jednocześnie aktywności estrogenowej. Dobra wiadomość dla panów jest taka, że czarnuszka naturalnie podnosi u nich poziom testosteronu.


- pomocna dla astmatyków. Po kilku tygodniach stosowania oleju z czarnuszki uzyskano znaczącą poprawę u 80% badanych (szczególnie pozytywnie odpowiadały dzieci): poprawiła się wydolność płuc, ustąpił świszczący oddech i można było zmniejszyć dawki konwencjonalnych farmaceutyków (inhalatorów).


(informacje zaczerpnięte ze stressfree.pl )


Jak widać czarnuszka ma wszechstronne zastosowanie. Jednak jak każde zioło należy ją stosować konsekwentnie i regularnie. Sporadyczne spożycie nie przyniesie upragnionych efektów. Jeśli nie zmienisz stylu życia również nie spodziewaj się cudownego uzdrowienia po zastosowaniu czarnuszki.
Poza tym na swoje dolegliwości zazwyczaj pracujemy latami a więc i pozbycie się ich wymaga czasu. Pamiętaj również, iż czarnuszka to nie lek- sama w sobie nie leczy a raczej wspomaga organizm w walce z wrogiem. Musisz stosować ją cierpliwie a efekty z pewnością się pojawią.



Czarnuszkę można stosować zarówno zewnętrznie (na skórę, włosy i paznokcie) jak i wewnętrznie. Używa się albo ziarenek (całych, utłuczonych w moździerzu lub zmielonych w młynku do kawy) albo oleju tłoczonego na zimno. W krajach Bliskiego Wschodu wierzy się w to, że żucie profilaktycznie „dla zdrowotności” 10 ziarenek czarnuszki dziennie trzyma z dala wszelkie choroby. 


  • w kuchni profilaktycznie, jako przyprawa: zmielona czarnuszka doskonale zastępuje pieprz. W przeciwieństwie do niego nie drażni jednak przewodu pokarmowego, ani nie zakwasza organizmu (pieprz jest przyprawą zakwaszającą). Warto wypełnić swoją pieprzniczkę zmieloną czarnuszką zamiast tradycyjnego pieprzu. Całe lub zmielone ziarenka można dodawać do pieczenia chleba (do ciasta oraz jako posypkę na wierzch), do zup, sałatek, kanapek, do bigosu i innych duszonych warzyw, przy wyrobie domowego sera, wina czy przy kiszeniu warzyw.
     
  • w postaci naparu: parzymy jak herbatkę, czyli zalewamy wrzątkiem 1 łyżkę zmielonych nasionek, parzymy ok. 20 minut i odcedzamy. Taki napar można osłodzić miodem. Stosować zewnętrznie do przemywania zmienionej chorobowo skóry, jak płukankę do włosów oraz wewnętrznie (pijemy 1/2 szklanki naparu 2-3 razy dziennie).
     
  • w postaci oleju: do stosowania zewnętrznie na skórę lub włosy oraz wewnętrznie (łyżeczka oleju 2-3 razy dziennie, dzieci połowę tego). Olej z czarnuszki jest dostępny również w kapsułkach, jednak wtedy wychodzi sporo drożej niż ten zakupiony w buteleczce. Pamiętajmy, aby kupować tylko olej z czarnuszki tłoczony na zimno. Po otwarciu przechowujemy go w lodówce.
     
  • w postaci nalewki: pół szklanki zmielonej czarnuszki zalać szklanką alkoholu 40% i odstawić na co najmniej tydzień, po czym przefiltrować przez watę. Można używać zewnętrznie jak i wewnętrznie, podobnie jak olej. W przypadku zakażeń o charakterze grzybiczym (np. candida) nalewka na bazie alkoholu jest bardziej skuteczna niż napar.
     
  • w postaci ziołomiodu: na każdą łyżkę miodu dać łyżeczkę zmielonej czarnuszki i utrzeć razem na papkę, bardzo pomocną przy przeziębieniu (podobnie zresztą jak mieszanka miodu i cejlońskiego cynamonu): działa wykrztuśnie, łagodzi kaszel i ból gardła. Papkę można też stosować zewnętrznie na skórę w postaci maseczki, a jeśli zmielimy nasionka nieco grubiej to peelingu.

U mnie czarnuszka zawitała stosunkowo niedawno, ale bardzo ją polubiłam. Używam jej w zasadzie do wszystkiego: do zup, do kanapek, twarożku, sałatek. Świetna w marynatach i wszelkich sosach- zarówno na ciepło, jak i na zimno.
Warto ją stosować.


wtorek, 25 sierpnia 2015

BAJKA TERAPEUTYCZNA - IGIEŁKA TUSIA

Co jest najgorsze, kiedy trafisz z dzieckiem do szpitala? Czego dziecko najbardziej się boi? Co w rodzicu wzbudza największy strach ?
Lista jest długa, każdy mógłby dopisać coś od siebie. Jednak co do jednego, wszyscy się ze mną zgodzą. IGŁA. 


Ta mała, niepozorna igiełka wzbudza ogromny strach w rodzicach a jeszcze większy w dzieciach. Większość z nas nie lubi pobierania krwi, kroplówek, zastrzyków. Dla większości z nas są to nieprzyjemne doświadczenia i przykre wspomnienia.
Co jednak zrobić gdy dziecko ma pobieranie krwi, kroplówki i zastrzyki kilkanaście lub kilkadziesiąt razy dziennie. Jak złagodzić jego strach? Co zrobić aby maluch nie dostawał ataku histerii na widok pani pielęgniarki?
Jest to bardzo ciężkie zadanie. Dziecko nie rozumie, że to dla jego dobra. Dziecko jest dzieckiem i nie musi tego rozumieć. Ma prawo się bać. Szpital, zabiegi, lekarze wszystko nowe i nieznane może powodować strach. Ale my, rodzice powinniśmy zrobić wszystko aby złagodzić jego strach.

Chciałabym przedstawić bajkę terapeutyczną, którą czytałam Agatce na początku pobytu na oddziale. Bajeczka pomaga oswoić się z kroplówkami i zabiegami z użyciem igieł.

IGIEŁKA TUSIA ( Mirosława Lis)

- A ja wiem, kim zostanę! Krawcową! - zawołała radośnie igiełka Niteczka. 
- Eee tam, to nudne. Ja wolę być podróżnikiem. - odpowiedziała Pinezka. 
- No wiesz?! - oburzyła się Niteczka - Jak możesz tak mówić?! Krawiectwo jest bardzo ciekawe. Ja na przykład będę szyła śliczne balowe suknie dla księżniczek! 
- Nuda! - Pinezka skrzywiła się tak okropnie, jakby przed chwilą połknęła bardzo kwaśną cytrynę. - Co może być fajnego w ciuchach, tasiemkach i guzikach?! Wspaniałe może być tylko podróżowanie! Rejsy po oceanach!... Wycieczki po górach... przygody! 
- Jakie przygody?! Przecież ty tylko całymi dniami będziesz stała na mapie! - prychnęła Niteczka. - Przestańcie się kłócić! - zawołała igiełka Groszówka - obie nie macie racji! 
- Tak? - zdziwiły się koleżanki - To powiedz, co jest najwspanialszym zajęciem dla igiełek? 
- Szycie butów! 
- Co?! - No buty. Kozaki, pantofelki... A najfajniejsze jest szycie puchatych bamboszków! 
- Właśnie, że nie, bo gotowanie jest fajniejsze! - wtrąciła się długa i gruba igła Szaszłyczek - Jakie ja pyszne roladki spinam, a jakie kanapeczki! 
- Ty to zawsze o jedzeniu, łakomczuchu! - A ty o kapciach!
I tak sprzeczały się igły ze sobą, która ciekawsze rzeczy będzie robiła. 
Tylko Tusia, mała, nieśmiała igiełka, siedziała cichutko w kąciku i było jej bardzo smutno. 
- Hej! Co masz taką ponurą minę? - zapytał wenflonek Maciek. 
Tusia od razu się zaczerwieniła. 
- Bo ja... Bo ja nie wiem, do czego mogę się przydać... 
- No wiesz, jesteś igłą, możesz robić wiele pożytecznych rzeczy - powiedział Maciek. 
- Tak... - westchnęła Tusia - ale ja chciała bym robić coś naprawdę ważnego! Nie jakieś tam sukienki czy kanapki ... 
- W takim razie - Maciek zrobił poważną i uroczystą minę - mam dla ciebie wyjątkowe zadanie. Tusia aż podskoczyła z wrażenia. 
- Och, proszę, powiedz szybko, co to takiego?! 
- Będziemy razem pomagać dzieciom. Chorym dzieciom. - wyjaśnił Maciek. 
- Naprawdę?! Cudownie! - wykrzyknęła uradowana igiełka i z radości podskoczyła prawie do sufitu. Potem odtańczyła szalony, igiełkowy taniec aż jej się zakręciło w głowie. 
- To jak będziemy pomagać tym dzieciom? - wysapała zmęczona. Ale Maciek tylko się tajemniczo uśmiechnął i powiedział: 
- Niedługo się dowiesz. Chodź ze mną. Najlepiej, jak wszystko sama zobaczysz. 
Najpierw były oszklone drzwi i szare, śliskie schody. Potem długi, pusty korytarz. Igiełka Tusia przytuliła się do Maćka. 
- Trochę się boję. Tu jest jakoś tak smutno... 
Wenflonek uśmiechnął się do niej przyjaźnie i pokiwał swoim zielonym kapelusikiem. 
- Hej! Głowa do góry! Nie ma się czego bać. Jesteśmy w szpitalu. 
Tusia przestraszyła się jeszcze bardziej.
- Co to jest szpital? 
- To taki dom, gdzie leczy się chorych ludzi. Chore dzieci też. - wyjaśnił Maciek. 
- Czy mówisz o dzieciach, którym będziemy pomagać? - ożywiła się igiełka. 
- Oczywiście. 
- No to chodźmy do nich prędko! - zawołała Tusia. 
Wenflonek zaczął się śmiać. 
- Powoli dziewczyno! Wszystko w swoim czasie. Najpierw poznasz jeszcze innych moich pomocników! 
Weszli do dużej, jasnej sali. Było tu bardzo czysto i bardzo... zielono. Zielone ściany, zielone płytki na podłodze i zielone prześcieradła na zielonych, dziwnych łóżkach. Nawet fartuch jednej uśmiechniętej pani też był... zielony! 
- Witam wszystkich serdecznie! - zawołał Maciek, kłaniając się nisko. - Przedstawiam Wam igiełkę Tusię. Będzie z nami pracować. 
Tusia zarumieniła się aż po czubek nosa i wyszeptała nieśmiało: 
- Dzień dobry... 
- Witaj w zespole! Mam na imię Krysia. - pani w zielonym fartuchu uśmiechnęła się jeszcze bardziej - Jestem pielęgniarką ale wszyscy mówią do mnie ciocia Krysia. 
- A mnie nazywają Zyziek Zmarzlak i jestem termometrem. 
Tusia popatrzyła na niego zdziwiona. 
- Dlaczego masz takie dziwne imię? 
- Bo mnie jest ciągle zimno. Nawet teraz cały jestem zmarznięty! - zatrząsł się Zyziek. - Dopiero jak będę mierzyć temperaturę jakiemuś dziecku, poczuję się lepiej. No mówię ci, nie ma nic lepszego, niż przytulić się do takiego cieplutkiego ciałka i uciąć sobie drzemkę pod paszką! 
- Śpioch jesteś i leniuch! - zaśmiała się mała strzykawka i zwróciła się do Tusi 
- Jestem Lula. Będziemy razem na dyżurze, chcesz? 
- Pewnie, że chcę! - ucieszyła się igiełka. 
- Super!, Nareszcie mam koleżankę! - zawołała uszczęśliwiona Lulka
- Hej! Puk, puk! Tu jesteśmy! Też chcemy mieć koleżankę! - zapiszczały jakieś głosiki. - Pobawisz się z nami? 
- Miziaki! Spokój! Nie ma teraz czasu na zabawę! - powiedział stanowczo Maciek. - Tusia najpierw musi zapoznać się ze wszystkimi i zobaczyć, jak wygląda praca w szpitalu, bo będzie nam pomagać. 
- A czy potem pobawi się z nami w „kizia - mizia”? 
- Zobaczymy... 
- Kto to są te Miziaki? - szepnęła zdziwiona Tusia. 
- To waciki. Tylko by ciągle kogoś łaskotały. - wyjaśnił wenflonek. 
- I dlatego siedzą w słoiku? - domyśliła się igiełka. 
- Ależ nie! - zachichotał Maciek. - Miziaki uwielbiają się brudzić i wprost przepadają za turlaniem w kurzu. A tu, w szpitalu, potrzebne są czyste waciki, nie brudasy. 
- Właśnie! - przytaknęła Lulka. 
- No kochani, czas na nas! - ciocia Krysia klasnęła w dłonie. - Myjemy łapki i do pracy! Aha! Tusia najpierw dostanie czepek. 
- Czepek?! - igiełka aż podskoczyła z wrażenia. - Taki, jak ma wenflonek? 
- Podobny. Jaki kolor wolisz, pomarańczowy, biały czy zielony? 
- Pomarańczowy. Jest taki miły jak słoneczko. - uśmiechnęła się Tusia. 
- No, to teraz wyglądasz jak prawdziwa igła zabiegowa! - powiedziała z uznaniem ciocia Krysia, zakładając czepek na tusiną główkę. 
Igiełka uśmiechnęła się dumnie i spojrzała na wenflonka. 
- Czy możemy teraz iść do dzieci? 
Weszli do dużej, jasnej sali. Była żółta jak banan i stało w niej kilka łóżek, a w każdym spało dziecko. 
- Dobrze, że jesteście! - zaskrzypiało łóżko pod oknem. - Mała Julcia strasznie się wierci! Całą pościel mi pogniotła! 
- Nie narzekaj! - zgrzytnęło łóżko przy ścianie. - Co ja mam powiedzieć? Prześcieradło mam mokre!
Tylko spokojnie! Wszystko będzie dobrze. - zawołała ciocia Krysia i szybko zabrała się do dzieła. Poprawiła kołdrę i poduszkę, zmieniła prześcieradło, przebrała dzieci w czyste piżamki. 
- Lepiej? - spytała. 
- O wiele! - westchnęły z ulgą oba łóżka. 
- To teraz już nie skrzypcie, bo pobudzicie maluchy. - powiedziała cicho ciocia Krysia. Już miała wyjść z sali, gdy zauważyła, że jeden chłopczyk nie śpi. 
- Co ci jest Kamilku? - spytała, pochylając się nad dzieckiem. 
- Boli... - wyszeptał cichutko i dwie małe łezki potoczyły się po jego policzkach. - wszystko mnie boli... 
Ciocia Krysia pogłaskała go po główce. 
- Nie płacz, skarbie. Zaraz ci pomożemy. Zyziek, chodź do nas! Zmierzysz Kamilkowi temperaturę. 
- No nareszcie! - ucieszył się termometr, wskakując prosto pod paszkę chorego chłopczyka. - Już myślałem, że zamarznę na kość! Aj! Jak tu gorąco! Prawie parzy! Nie no, w takich warunkach to się nie da spać! - Zyziek wygramolił się natychmiast na kołdrę. - Ma wysoką gorączkę. - pokiwał głową wenflonek Maciek. 
- Kto, Zyziek? - zdziwiła się Tusia. 
- Nie, Kamilek. 
Ciocia Krysia nacisnęła jakiś dziwny guziczek w ścianie i na korytarzu rozległ się dźwięk dzwonka. 
- Zaraz przyjdzie Pan Doktor i cię zbada. - powiedziała do dziecka. A potem dodała. 
- No kochani, pełna gotowość! 
- Tak jest! - wenflonek dumnie wypiął pierś. 
- A co to znaczy? - spytała Tusia. 
- Że teraz nasza kolej na pomaganie! 
Pan Doktor przybiegł tak szybko, że Tusia nie zdążyła powiedzieć nic więcej.
No kolego, głowa do góry! Zaraz rozprawimy się z tą twoją paskudną chorobą. - powiedział, siadając przy Kamilku. 
- Zyziek, zmierzyłeś temperaturę? 
- Jasne! 40 stopni! To nawet dla mnie zbyt gorąco! Ten chłopak plażę sobie pod pachą urządził, opalać się można! - żalił się termometr. – Nogę sobie prawie oparzyłem! 
- Nic ci nie będzie - pocieszył go Pan Doktor a potem zwrócił się do Kamilka. 
- Chciałbym, aby mój przyjaciel - steteskop Pafnucy, posłuchał, jak bije twoje serduszko. Pozwolisz mu na to? Kamilek kiwną głową. 
- Pafnucy, pobudka! - zawołał Pan Doktor, zdejmując zaspany steteskop z szyi. Pafnucy przeciągnął się, ziewnął a potem przystawił swoją śmieszną, cienką trąbę do rozgrzanego ciałka dziecka. Słuchał chwilę uważnie, potem przesuną trąbę trochę w prawo, trochę w lewo, i znowu w prawo. Serduszko Kamilka pukało puk - puk, puk - puk tak głośno, że aż Pan Doktor zaczął tupać nogą w rytm tego pukania. 
- Serce masz jak dzwon! - zaśmiał się i powiesił Pafnucego z powrotem na szyi. - Ale musimy podać ci lekarstwo, wtedy wyzdrowiejesz. 
- Tak bardzo mnie wszystko boli. - chlipnął Kamilek - Już nie mogę wytrzymać... 
- Wiem i bardzo chcę ci pomóc. Wszyscy chcemy. - Pan Doktor pogładził chłopca po policzku. 
- To co, poprosimy do nas Maćka, Lulkę i ich sympatyczną koleżankę? 
- To jest Tusia. - zawołał wenflonek. 
- I razem ze mną poda ci lekarstwo! - dodała strzykawka. 
Igiełka z przejęcia aż zaniemówiła. Maciek za to gadał jak najęty. 
- Masz szczęście Kamilku, że na mnie trafiłeś! Jestem mistrzem w podawaniu lekarstw! A jaki jestem delikatny! Zanim zauważysz, już będę siedział w twojej rączce. Tylko cię lekko uszczypnę! 
- Auć! - pisnął chłopczyk, gdy wenlonek ukłuł go w rączkę. 
- Auć! Auć! - pisnął wenflonek, gdy Ciocia Krysia nakleiła na niego plaster. - Jak ja nie lubię tych klejących kołderek! Cały brzuch mam potem upaćkany! 
- Patrzcie, jaki delikatny! Nie wierć się marudo, bo muszę przyczepić ci rurkę do czepka. - zaśmiała się Ciocia Krysia.
- To nie czepek, tylko kapelusz! - fuknął urażony Maciek. 
- Raczej berecik i to z bardzo długą antenką, hi hi - zachichotała Lulka. 
- Ale przez tą „antenkę” nasz pacjent wyzdrowieje! - powiedział Pan Doktor. - Właśnie tą długą rurką popłynie bardzo ważne lekarstwo i dzięki Maćkowi dostanie się do Kamilka i zrobi porządek ze wszystkimi złymi bakteriami! 
Wenflonek poczuł się bardzo dumny. 
Kamilek jęknął i ścisnął rączką róg poduszki. - Już nie wytrzymam... Tak boli!... 
- No Tuśka, wskakuj! - zawołała Lulka - Teraz nasza kolej! 
- Na co? - wyjąkała oszołomiona igiełka. 
- Musicie zrobić zastrzyk. Podacie Kamilkowi lekarstwo, dzięki któremu już nic go nie będzie boleć. - powiedziała Ciocia Krysia, pomagając Tusi usadowić się wygodnie na strzykawce. - Najpierw przekłuj miękką czapeczkę ampułki. O tak. Tusia poczuła, jak zanurza swój ostry czubek w jakimś dziwnym płynie. 
- Dobrze, teraz Lulka powoli nabierze lekarstwo. 
Tłoczek strzykawki wysuwał się coraz bardziej. 
- Już mam! - zawołała Lulka. 
- Świetnie! - Ciocia Krysia otwarła słoik z wacikami - Miziaki gotowe? 
- Jasne! - zapiszczały i zaczęły się przepychać, jeden przez drugiego. 
- Spokój! Potrzebuję tylko dwa Miziaki. - powiedziała stanowczo Ciocia Krysia. 
Waciki posmutniały. Ciocia Krysia pochyliła się nad małym pacjentem. 
- Kamilku, zrobimy ci zastrzyk i poczujesz się lepiej. 
- I już nie będzie boleć? - szepnął chłopczyk. 
- Nie będzie. Kamilek westchnął, odwrócił się na bok i podciągnął piżamkę. 
- To teraz ja! Uwaga, lecę! - zawołał Miziak i skoczył prosto na odkryte ciałko chłopca
- Gili - gili! - zawołał pocierając delikatną skórę dziecka. - Jeszcze przytulenie... I buziaczek na pocieszenie... Gotowe! 
- Tusia! Lulka! Robimy zastrzyk! - powiedziała Ciocia Krysia biorąc strzykawkę do ręki. - Ja... - zaczęła igiełka. 
- No co takiego? 
- Bo... ja nie wiem, jak… - wyjąkała Tusia. 
- To proste. Bierzesz rozbieg i do przodu! - tłumaczyła Lulka. - Widziałaś zresztą, jak Maciek to robił!. 
- Ale przecież Maciek ukłuł Kamilka! - zawołała igiełka. 
- No właśnie tak trzeba. Tak się robi zastrzyki. - wyjaśnił wenflonek. 
- To straszne!!! Ja nie chcę! - krzyknęła Tusia. 
- Jak to nie chcesz?! - zdziwiła się Lulka. - Przecież musisz! 
- Mowy nie ma! Nie będę robić żadnych zastrzyków! To boli! - I Tusia rozpłakała się żałośnie. 
Wszyscy oniemieli. Nawet chory Kamilek odwrócił się i patrzył zdziwiony na szlochającą igiełkę. 
- Coś takiego! Pierwszy raz widzę igłę, która boi się zastrzyków! - jęknęła Ciocia Krysia. Pan Doktor podrapał się po głowie. 
- Rozumiem, że tego boją się dzieci. Ba! Nawet ja się boję, ale żeby igła?!!! 
- Tuśka, nie wygłupiaj się, przecież to nic takiego. - Lulka próbowała przekonać koleżankę. - To tylko małe ukłucie! 
- No wiesz?! Jesteś bez serca! - chlipała Tusia - Jak można tak kogoś krzywdzić?! Nigdy tego nie zrobię! 
- No to mamy problem. - westchnął Pan Doktor. - Maciek jest zajęty podawaniem kroplówki, inne igły także... Co teraz będzie?... 
Kamilek jęknął i znowu wtulił się w poduszkę. 
- Może damy mu lekarstwo w syropku? - spytała cicho Ciocia Krysia.
Pan Doktor był naprawdę zmartwiony. 
- To nie pomoże. Powinien dostać ten zastrzyk, bo w przeciwnym razie ból będzie się nasilał. Biedne dziecko... 
- Tusia, przecież mieliśmy pomagać chorym dzieciom! - prosił wenflonek. 
- Tak! - szlochała igiełka. - Ale nie powiedziałeś, że mam je kłuć... 
- Myślałem, że wiesz... Na tym polega praca igieł, że zawsze coś kłują. - tłumaczył Maciek. - Nawet twoja koleżanka Groszówka, ta, co bambosze szyła! Też je musiała ukłuć, żeby były uszyte. 
- Ale dzieci to nie bambosze! - wykrzyknęła zapłakana igiełka. 
- A ty nie jesteś Groszówką! Tylko igłą zabiegową! - zdenerwował się wenflonek. - Masz podawać lekarstwa! 
- Nie! Ja się boję!!! Ja chcę do domu!!! - wyła Tusia. 
Ciocia Krysia bezradnie rozłożyła ręce a Miziaki w słoiku po raz pierwszy w życiu siedziały spokojne jak trusie. Nawet termometr Zyziek przestał się trząść i zrobiło mu się ciepło. - Tusiu ... - cichutki głos Kamilka sprawił, że igiełka na moment przestała płakać. - czy, jeżeli ja cię poproszę, to... zrobisz mi ten zastrzyk? Tusia zaniemówiła, a Lulka z wrażenia dostała czkawki. 
- Ja też się kiedyś bałem kłucia... Ale zachorowałem i dostawałem różne lekarstwa do picia i takie kolorowe jak cukierki... Były niedobre... - opowiadał Kamilek. - Czułem się po nich coraz gorzej... Aż w końcu pan Doktor zabrał mnie do szpitala i dostałem pierwszy zastrzyk w moim życiu. 
- Ojej! To straszne! - przeraziła się Tusia. 
Kamilek uśmiechnął się i paluszkiem pogłaskał igiełkę po czepeczku. 
- Nie, wcale nie było tak źle... Przez chwilę trochę tylko szczypało... Ale potem poczułem się lepiej! Aż w końcu wyzdrowiałem... Mogłem wrócić do domu i bawić się moimi samochodzikami w wyścigi. 
- Super! - zapiszczały Miziaki - My też się chcemy bawić w wyścigi!!! 
- Co za nieznośne waciki! - prychnął Maciek - Bądźcie cicho! 
Kamilek skrzywił się z bólu. 
- Teraz znowu jesteś chory... - Tusia miała bardzo smutną minę.
Chłopczyk tylko skinął głową i wtulił się w poduszkę. 
- Proszę cię... Tusiu... Pomóż mi!... - wyszeptał ostatkiem sił. 
Igiełka zadrżała. Jeden z wacików przytulił się do niej mocno. 
- Miziak kocha Tusię! Miziak pocieszy... - zapiszczał cichutko. 
A Ciocia Krysia uśmiechnęła się do niej najmilej, jak tylko potrafiła. 
- Dobrze, zrobię ten zastrzyk! - zawołała drżącym głosem igiełka. I nie namyślając się dłużej, zamknęła oczy i skoczyła prosto na Kamilka. Całe szczęście, że Ciocia Krysia zdążyła w ostatniej chwili odsunąć piżamkę! Lulka błyskawicznie wstrzyknęła tłoczkiem lekarstwo. 
- Hura! Udało się! - krzyknął Maciek. 
- Tuśka! Jesteś wielka! - cieszyły się Miziaki a Zyziek podskakiwał z radości. 
Nawet steteskop Pafnucy zamachał swoją trąbą. 
- No, gratuluję! Nie myślałem, że się odważysz! 
Wzruszony Pan Doktor wziął Tusię na ręce. 
- Czy wiesz Mała, że uratowałaś to dziecko?! Dzięki tobie nie będzie już cierpiał! 
Igiełka zarumieniła się po czubek głowy. 
- Wiedziałam, że sobie poradzisz! - dodała Ciocia Krysia. 
Tusia czuła się trochę zawstydzona. Spojrzała na Kamilka. A chłopczyk uśmiechnął się do niej wesoło. 
- Już mi lepiej. Przestało boleć! I wiesz co? 
Tusia nie wiedziała. 
- Jesteś najfajniejszą igłą zabiegową na świecie! 
- Naprawdę? - ucieszyła się igiełka. 
- Tak! I bardzo się cieszę, że nie szyjesz bamboszy, bo nikt tak dobrze nie potrafi robić zastrzyków, jak ty!

Coraz popularniejsza staje się ta metoda. Genialna w swej prostocie. Dzieci uwielbiają słuchać bajek. Badania psychologów wykazały, że określone teksty pomagają dzieciom przeżywać trudne i stresujące dla nich sytuacje emocjonalne i ułatwiają przełamywanie różnych lęków. Dodatkowo słuchanie odpowiednio dobranych bajek wpływa np. relaksacyjnie i wycisza przed snem.

sobota, 22 sierpnia 2015

PULPECIKI MIELONE INACZEJ

Nie wiem jak u Was, ale u mnie często pojawia się dylemat "co na obiad", a w zasadzie, co na obiad aby każdy był zadowolony. Mięso, ziemniaki, surówka- nuda. 
Wciąż poszukuję, czytam, wymyślam aby było ciekawie, kolorowo ale przede wszystkim zdrowo.

Staram się, aby na moim stole gościły różne potrawy, w ciekawej formie i nowym smaku. Staram się przygotowywać znane potrawy w nowy sposób. Kuchnia to ogromne pole do popisu. Każdy ma swoje smaki, sprawdzone przepisy, ulubione potrawy.

Chcę Wam przedstawić poczciwego mielonego w nowej odsłonie. Na słowo mielony, moja młodsza córka reaguje...bleee ale na słowo mięsne kuleczki pojawia się ciekawość. A kiedy pojawia się ciekawość u dziecka trzeba działać. I tak powstały małe kuleczki podane na patyczkach do szaszłyków z placuszkami z cukini i jogurtem naturalnym. Niby nic a jednak coś.

SKŁADNIKI NA PULPECIKI
- 700 g mielonego mięsa dobrej jakości, najlepiej wieprzowego lub drobiowo- wieprzowego. Ja użyłam łopatki extra
- jajko
- czerstwa kajzerka namoczona w mleku
- 2 łyżki mielonych orzechów ( użyłam nerkowców i włoskich)
- marchewka
- 3 pieczarki
- cebula
- 2 łyżki tartego sera (dodałam mozarellę)
- sól, pieprz
- ulubione zioła ( polecam tymianek- świetny do mielonego, lubczyk, cząber)

Na początek zeszklij na oliwie drobno pokrojoną cebulkę a następnie chwilkę przesmaż z pieczarkami.
W dużej misce dobrze wyrób mięso, jajko, odciśniętą kajzerkę, orzechy, przestudzoną cebulkę z pieczarkami, drobno pokrojoną marchew, ser, zioła. Dopraw solą i pieprzem.
Z powstałej masy formuj małe pulpeciki wielkości orzecha włoskiego. Każdy obtocz w mielonych orzechach wymieszanych z mielonymi płatkami owsianymi. Pulpeciki w takiej skorupce będą chrupiące i nie nasiąkną tłuszczem podczas podsmażania tak jak w przypadku bułki tartej.



Tak jak wspomniałam kuleczki delikatnie obsmaż na oleju rzepakowym lub kokosowym, następnie nakładaj po kilka sztuk na patyczek do szaszłyków. Kiedy wszystkie patyczki będą gotowe lądują w piekarniku na ok. 15-20 min. do temp. 170 st.C

Do mięsnych kuleczek super pasują placuszki z cukinii. Pisałam już o placuszkach z cukinii ale tym razem użyłam innych dodatków. Placki wyszły przepyszne.




SKŁADNIKI NA PLACKI Z CUKINII
- średnia cukinia
- jajko
- łyżka tartych orzechów (dodałam nerkowce i włoskie)
- 3 łyżki mąki gryczanej
- świeża szałwia i bazylia
- łyżeczka czarnuszki
- sól, pieprz do smaku.

Cukinie zetrzyj na grubej tarce, odciśnij nadmiar soku. Dodaj jajko, mąkę, orzechy, drobno posiekane zioła, czarnuszkę. Dopraw do smaku solą i pieprzem. Smaż małe placuszki na dobrze rozgrzanej patelni z dodatkiem odrobiny oleju rzepakowego lub kokosowego (obecnie bardzo popularny).

Całość podawaj z jogurtem naturalnym. 

Każde dziecko kierowane ciekawością spróbuje małych kuleczek, szczególnie podanych na patyczkach.
Polecam.




Korzystając z okazji, iż użyłam oleju kokosowego muszę o nim szepnąć słówko.
Olej kokosowy obecnie święci triumf w kuchni ( zresztą nie tylko w kuchni ale również w kosmetyce) i nie bez powodu jest królem olejów. 
Pozyskiwany jest z miąższu orzechów palmy kokosowej. Przy zakupie zwróć uwagę aby był tłoczony na zimno i nierafinowany, gdyż pozbawia go to wielu cennych składników. W takiej postaci jest co prawda droższy, ale za to zdrowszy.

Olej kokosowy jest tłuszczem bogatym w cenne właściwości. Znajdziemy w nim : 
- nasycone kwasy tłuszczowe (m.in. kwas laurynowy, palmitynowy, kaprylowy), jak i nienasycone (m.in. kwas oleinowy, linolenowy). 
- zawiera witaminę B2, B6, E i C, kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk.

WŁAŚCIWOŚCI OLEJU KOKOSOWEGO:

Spalanie tłuszczu: Tłuszcz nasycony, który może przyspieszyć utratę (najbardziej niebezpiecznego) tłuszczu brzusznego. Istnieją doniesienia o dwóch, rzetelnych, przeprowadzonych z udziałem ludzi badaniach, wykazujących, że zarówno u kobiet jak i mężczyzn, już tylko dwie łyżki stołowe oleju kokosowego dziennie (30 ml), mogą w ciągu 1–3 miesięcy zmniejszyć zawartość tłuszczu brzusznego.

Poprawa funkcjonowania mózgu: słynne obecnie badanie, którego rezultaty opublikowano w 2006 r. w czasopiśmie Neurobiology of Aging, wykazało, że podawanie średniołańcuchowych triglicerydów (występujących najliczniej w oleju kokosowym) 20 pacjentom z chorobą Alzheimera lub łagodnym upośledzeniem funkcji poznawczych, prowadziło u nich do istotnego zwiększenia stężenia ciał ketonowych (już w ciągu 90 minut po podaniu) związanego z wyraźną poprawą zdolności poznawczych u pacjentów z łagodniejszym zaburzeniem funkcji poznawczych.
Gojenie ran: od niepamiętnych czasów orzechy kokosowe wykorzystywane były do leczenia ran. Trzy spośród zidentyfikowanych mechanizmów leżących u podłoża wspomnianych efektów leczniczych to: zdolność do przyspieszania procesu ponownego pokrywania obszaru rany nabłonkiem, zwiększanie aktywności enzymów antyoksydacyjnych oraz stymulacja większego usieciowania włókien kolagenowych w naprawianej tkance. Wykazano, że olej kokosowy działa synergistycznie z tradycyjnie stosowanym terapiami, takimi jak te oparte na soli srebrowej sulfadiazyny, przyspieszając gojenie się ran oparzeniowych.
Alternatywa dla niesteroidowych leków przeciwzapalnych: dowiedziono, że olej kokosowy posiada właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe i przeciwgorączkowe.
Działanie przeciwwrzodowe: co ciekawe, wykazano, że mleczko kokosowe (zawierające składniki oleju kokosowego), jest tak skuteczne jak tradycyjny lek – sukralfat, jako towarzyszący podawaniu niesteroidowych leków przeciwzapalnych środek przeciwwrzodowy.
Działanie przeciwgrzybicze: w 2004 r., 52 izolaty grzybów z rodzaju Candida poddano działaniu oleju kokosowego. Ustalono, że najbardziej wrażliwy na ten środek okazał się, cieszący się najgorszą sławą, gatunek Candida albicans. Badacze stwierdzili, że „w obliczu pojawiającej się lekooporności gatunków w rodzaju Candida do leczenia zakażeń grzybiczych stosować się powinno olej kokosowy.
Poprawa profilu lipidowego krwi: olej kokosowy konsekwentnie poprawia stosunek LDL:HDL we krwi spożywających ten olej osób.  Z tego też względu, olej kokosowy nie powinien być dłużej odrzucany jako „tłuszcz nasycony, który prowadzi do niedrożności tętnic”. (faktydlazdrowia.pl)
Warto wprowadzić olej kokosowy do swojej diety. W kuchni ma mnóstwo zastosowań. Poza tym, że świetnie nadaje się do smażenia, można stosować go jako alternatywę masła. Spróbuj dodać odrobinę do kawy a uzyskasz ciekawy kokosowy smak.
Osobiście stosuję go do przeróżnych wypieków, past kanapkowych i deserów. Naprawdę fajnie się sprawdza. Spróbuj :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

ROBIMY PRZETWORY 2

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę godzinami stała przy garnkach robiąc przetwory to puknęłabym się w czoło.
Jednak, jak zawsze, punkt widzenia zmienia się od punktu siedzenia. Co prawda nie stoję godzinami, ale przetwarzam :)
Gdybym nie miała dzieci na pewno nie chciałoby mi się zbierać, gotować, przeciskać. 
Jednak rodzice, szczególnie Ci, chorych dzieci zrobią wszystko aby dzieci były zdrowe. Zdrowe dzieci to szczęśliwi rodzice. A co najlepiej służy zdrowiu- domowe, naturalne jedzenie.
Już dawno przekonałam się, że dżemy czy soki ze sklepowej półki to nic więcej jak syrop glukozowy i inne dodatki, nie koniecznie dobre. A przecież zrobienie podstawowych przetworów nie jest trudne i nawet początkujący kucharz poradzi sobie z tym zadaniem.
W poście ROBIMY PRZETWORY pisałam jak zrobić orzechówkę, sok truskawkowy i sok z lipy.
Dziś chcę pokazać przepis na prosty sok wiśniowy, sok z czarnej porzeczki, sok malinowy, oraz dżemy z tych owoców. Wszystko bez dodatku konserwantów i sztucznych składników a na dodatek banalne w przygotowaniu.

SOK WIŚNIOWY


To jeden z prostszych soków jaki można zrobić. Potrzebujesz jedynie wiśnie i cukier. No i może jeszcze drylownicę, jeśli chcesz sobie ułatwić zadanie. Jeśli nie posiadasz takiego urządzenia pestki bez większego problemu wyjmiesz agrafką.

Najlepiej sok zrobić z 2 kg owoców i kilograma cukru. Z tej ilości powinno wyjść ok. 3-4 słoików soku ok. 400 ml każdy i kilka małych słoiczków wiśni.

Wiśnie umyj, wydryluj. Włóż do garnka, zasyp cukrem i gotuj na małym ogniu aż cukier całkowicie się roztopi a sok nieco zgęstnieje. Jeśli chcesz zrobić bardziej gęsty sok, a w zasadzie syrop użyj składników 1:1 ( 1 kg wiśni na 1 kg cukru).
Kiedy sok będzie gotowy, gorący przelej do pasteryzowanych butelek lub słoików i mocno zakręć. Odstaw do góry dnem aż do wystygnięcia.
Jeśli chodzi o pasteryzację słoików masz kilka możliwości:
- zalewasz wrzątkiem na kilka minut zarówno słoiki jak i nakrętki
- wkładasz do mikrofalówki na kilka minut
- wkładasz do nagrzanego piekarnika na ok. 10 min.
- jeśli słoiki były myte w zmywarce nie musisz ich dodatkowo parzyć. Zmywarka zrobiła całą robotę.

W kilkanaście minut (nie licząc drylowania) masz pyszny, słodki, zdrowy sok, a co najważniejsze zawartość owoców jest bardzo duża. W sklepowym soku, soku jest ok. 3%. Udało mi się znaleźć sok z zawartością 50% owoców, ale cena...powalała. Nie szukaj wymówek- rób soki.


No dobrze, jest sok ale zostało jeszcze sporo wiśni. Można je zmiksować lub mocno rozgotować i zrobić dżem- na pewno będzie bajeczny lub dosypać jeszcze trochę cukru, podgrzać aby się rozpuścił a następnie wiśnie wraz z gęstym syropem zamknąć w słoiczki podobnie jak sok. 


Takie wiśnie są genialne do deserów, ciast, mięs albo gdy dopadnie Cię ochota na małe co nieco w zimowe wieczory. Polecam, rewelacja.
Agatka spałaszowała pół słoika z budyniem...palce lizać.

SOK MALINOWY


Można go zrobić podobnie jak wiśniowy, czyli zasypać owoce cukrem, gotować, przecedzić- maliny rozpadną się w gotowaniu i zamknąć w słoiczki.
Ja jeszcze bardziej ułatwiam sobie pracę i maliny przepuszczam przez wyciskarkę. Z dwóch kobiałek malin wychodzi ok. 800 ml soku, bardzo dużo.
Gotowy sok zasypuję cukrem i podgrzewam aż cukier się rozpuści. Gotuje na małym ogniu, ale nie dopuszczam do wrzenia. 
Proporcje to kilogram malin- 250 g cukru. Jeśli maliny są wyjątkowo kwaśne zwiększ cukier do 400-500 g na kilogram owoców.
Kiedy sok połączy się z cukrem, przelewam do wyparzonych słoików, mocno zakręcam i odwracam do góry dnem.

Oczywiście, podobnie jak w przypadku soku wiśniowego zostają nam owoce. Najlepiej przetrzeć je przez sito i zrobić dżem. Maliny powinny być bardzo słodkie więc nie trzeba ich dodatkowo dosładzać. 

SOK Z CZARNEJ PORZECZKI


Ten sok to obowiązkowe must have Twojej spiżarni. Czarna porzeczka ma najwięcej witaminy C, bije na głowę cytryny czy inne owoce.
Co prawda jest dosyć "ciężka" w obróbce gdyż ma twarde, niesmaczne końcówki. 
Do zrobienia soku użyłam sokownika, to najprostszy sposób na czarną porzeczkę czy aronię.
Spróbuj pożyczyć take urządzenie bo jego cena jest dość wysoka. Jeśli się nie uda, nic się nie martw. Wystarczy zwykły garnek. 
Postępujesz podobnie jak w przypadku soku wiśniowego czy malinowego. Wystarczy cukier i owoce. 
Proporcje 1 kg porzeczek- 3 szklanki cukru. Jeśli wolisz bardziej słodki dodaj 500 g cukru na kilogram owoców.
Owoce zasyp cukrem i gotuj na małym ogniu, aż cukier całkowicie się rozpuści. Gotowy sok przelej do wyparzonych słoiczków a owoce przetrzyj przez sito, jeszcze raz mocno podgrzej i gorący dżem przełóż do słoiczków. Wszystko postaw do góry dnem aż do wystygnięcia.



Wszystkie moje przetwory dla pewności pasteryzuję. Najwygodniej dla mnie to umieścić wszystko w piekarniku i pasteryzować ok 20 min. w 120- 130 st.C

Bardzo gorąco zachęcam Was do robienia domowych przetworów.
Po pierwsze masz pewność jakich składników używasz. 
Po drugie- nic nie smakuje równie dobrze jak domowe :)
Po trzecie- domowe soki są genialne dla wzmocnienia organizmu a w razie potrzeby pomogą w jesiennym przeziębieniu.

Cukier nie jest naszym przyjacielem. Jeśli nie chcesz go używać, zastąp go stewią lub ksylitolem. Do słodzenia świetnie nadają się również zmiksowane daktyle.
Następnym razem spróbuję zrobić przetwory bez dodatku cukru. Zobaczymy co z tego wyjdzie :) Tym czasem polecam tradycyjne wyroby :)

Pamiętaj!!! 
Im mniej chemii i sztucznych dodatków, tym lepiej. Nie faszeruj swojej rodziny sklepowymi sztucznościami. Poświęć trochę czasu i wyczaruj lato w słoiku.

SMACZNEGO :)

piątek, 14 sierpnia 2015

SŁOŃCE- PRZYJACIEL CZY WRÓG ?


Słońce...nie wyobrażasz sobie bez niego życia i masz rację bo bez słońca życie nie istnieje. Gdyby słońce nie świeciło nie byłoby życia na naszej planecie. Słońce zapewnia nam zdrowie i dobre samopoczucie: mocne kości, piękną cerę, lepszą odporność. Ponoć słońce zmniejsza ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów, w tym raka piersi.  

Z drugiej strony coraz więcej słyszymy o promieniowaniu, dziurze ozonowej, raku skóry. Jak to więc jest z tym słońcem? Dobre czy złe? Przyjaciel czy wróg? Opalać się, czy unikać jak ognia?

Odpowiedź jak zwykle jest jedna. Wszystko dla ludzi ale z umiarem. Podobnie jest z przebywaniem na słońcu.

Zacznę od pozytywów.

Po pierwsze, słońce poprawia nam nastrój, bez niego większość z nas popadłaby w depresję lub alkoholizm. W sumie jedno prowadzi do drugiego.
Warunek- nie korzystaj z kąpieli słonecznych zbyt zachłannie, bo może się to dla Ciebie źle skończyć. Ze słońcem jest podobnie jak z witaminami. Bez nich Twój organizm nie funkcjonuje prawidłowo, ale gdy przedawkujesz to masz problem.
Jeśli jednak kierujesz się zdrowym rozsądkiem, możesz z tych dobrodziejstw korzystać pełnymi garściami.
Podobnie ze słońcem, korzystanie z niego z umiarem przyniesie same korzyści. Nic nam go nie zastąpi, to dzięki niemu istnieje życie.

Na początek opalanie. Jest tyle samo zwolenników co przeciwników takiego spędzania czasu. Ja osobiście nie przepadam za leżeniem plackiem na ręczniku, gdyż jest to dla mnie po prostu nudne. Jeśli jednak miewasz stany depresyjne, problemy z emocjami czy układem nerwowym opalanie się jest wskazane. W dzisiejszych czasach ciężko o relaks a wygrzewanie na słońcu to idealny relaks, jeśli sprawia Ci to przyjemność. Poza tym słońce sprzyja wydzielaniu hormonu szczęścia- serotoniny. A hormon ten dodaje nam energii do życia  i wpływa na nasz dobry nastrój :)

Jednak aby opalanie przyniosło korzyści, trzeba umieć się opalać. Przede wszystkim wystawiaj się na słońce do 11 i po 16. Na początek wystarczy kilka minut aby skóra przyzwyczaiła się do słońca. Zawsze używaj kremu ochronnego.
Jak go używać i jaki jest dla Ciebie najlepszy?
Na początek ustal swój fototyp skóry. Najprostszy podział obejmuje cztery grupy:

Fototyp I - skóra bardzo jasna, włosy jasnoblond lub rude, oczy niebieskie lub jasnoszare - pierwsze dni opalania zalecany SPF 30+, następne 25.

Fototyp II - włosy blond lub ciemny blond, oczy niebieskie lub zielone - pierwsze dni opalania zalecany SPF 25, następne 16..
Fototyp III - włosy ciemny blond do brązowych, oczy szare, brązowe - pierwsze dni opalania zalecany SPF 16, następne 6..
Fototyp IV - skóra jasnobrązowa, oliwkowa, włosy brązowe lub czarne, oczy ciemne - pierwsze dni opalania zalecany SPF 10, następne 3.

Dla dzieci polecam SPF 50+ i absolutnie nie powinno się wystawiać małych dzieci na bezpośrednie działanie słońca. Do wózka zamontuj parasolkę lub zastawiaj przewiewną pieluszką. Skóra dzieci jest bardzo delikatna i bardzo szybko może dojść do poparzenia.
Podobnie z dziećmi leczonymi chemioterapią. Ich skóra jest bardzo wrażliwa na słońce. Powinny spacerować jedynie w cieniu po konsultacji z lekarzem prowadzącym. Pamiętaj też o prawidłowym ubiorze. Najlepiej założyć dziecku bawełnianą lub lnianą koszulkę, koniecznie coś na głowę i dobre okulary słoneczne. Najlepiej gdy dziecko przebywa na dworze po 16.

Co to jest to SPF ? Jest to tak zwany współczynnik protekcji słonecznej ( Sun Protection Factor)
W praktyce określa on właściwości ochronne preparatu kosmetycznego przed poparzeniami słonecznymi.
Jego wielkość wyrażona liczbowo w pewnym stopniu przekłada się na to, ile razy dłużej możemy przebywać na słońcu, jeżeli nasza skóra chroniona jest tym preparatem. I tak np. jeżeli pierwszy rumień pojawia się na naszej skórze niechronionej po 10 minutach, po zastosowaniu preparatu o SPF 10 czas ten teoretycznie powinien się wydłużyć do 100 minut.
Kosmetyk zabezpieczający skórę powinno nanosić się na nią na 15 -20 minut przed planowanym wyjściem na słońce. Efekt jego działania w dużym stopniu zależny jest od ilości nałożonego na skórę środka. W praktyce przyjmuje się, że około 30 ml preparatu naniesionego na całe ciało zapewnia jego prawidłową ochronę. Jeżeli nawet używamy kosmetyków z grup odpornych na wodę pamiętajmy, aby powtórzyć zabieg nanoszenia preparatu na skórę kilkakrotnie w ciągu dnia, a w szczególności po wyjściu z kąpieli lub gdy się mocno spocimy. Po kąpieli wodnej zmniejsza on bowiem swoje działanie ochronne nawet do 50%. Również piach z plaży może powodować ścieranie kremu ochronnego.

Korzystając ze słońca, pamiętaj również o tym, iż niektóre leki uwrażliwiają skórę na słońce ( m.in. tetracykliny, sulfonamidy, leki na trądzik, środki hormonalne ) co w konsekwencji może prowadzić nawet do poparzeń.

Podobne działanie mogą powodować również niektóre napary z ziół, np. dziurawca, czy też sok z selera. Wychodząc na słońce zachowajmy szczególną ostrożność w stosowaniu maści z niektórymi specyfikami, np. zawierających w składzie dziegieć, czy też preparatów z a-hydroksykwasami (AHA). Do układów fotouczulających zaliczyć można również substancje zapachowe oraz barwniki stosowane w preparatach kosmetycznych. Substancje te w połączeniu z ekspozycją słoneczną mogą być przyczyną wielu alergii i przebarwień pojawiających się na skórze.

Obecnie na rynku pojawiają się coraz lepsze specyfiki do opalania, a co za tym idzie, miłośnicy słonecznych kąpieli czuja się bezpiecznie i bez ograniczeń wylegują się na plaży. Wielu z nich smaży się niczym skwarki na patelni. Tymczasem nawet najlepszy krem nie wystarczy, jeśli zabraknie zdrowego rozsądku.


Co jeszcze daje nam słońce?

Paradoksalnie, osoby korzystające ze słońca ( z umiarem oczywiście) rzadziej zapadają na choroby wieńcowe. Do końca nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Prawdopodobnie ma to związek z witaminą D. Kiedy jest jej więcej w organizmie wapń lepiej się przyswaja ( witamina D jest do tego niezbędna).Wapń tymczasem wpływa na prawidłową kurczliwość serca, reguluje ciśnienie i krzepliwość krwi.
Mówiąc krótko, serce lubi słońce. Ale uwaga- nie znosi upałów. Podczas ekstremalnej pogody lepiej go unikać.

A co ze skórą?

Wystawiona na słońce szybciej się starzeje, traci wilgotność, jest bardziej narażona na raka skóry. Tymczasem to nie jest cała prawda. Słyszałaś o helioterapii? Jest to leczenie słońcem. Sprawdza się nie tylko w walce z depresją ale również pomaga na inne dolegliwości:

* WZMACNIA KOŚCI- to dzięki witaminie D, która jest wytwarzana w organizmie pod wpływem słońca. Witamina ta pozwala lepiej przyswajać wspomniany już wapń i fosfor. To ważne szczególnie dla dzieci, gdyż chroni je przed krzywicą, a także dla osób starszych które zabezpiecza przed osteoporozą.

Witamina ta jest również niezbędna do zachowania odporności, sprawnego funkcjonowania układu nerwowego i regeneracji skóry.
* ŁAGODZI CHOROBY SKÓRY- łuszczyca, atopowe zapalenie skóry, lekki trądzik to choroby, których zmiany na skórze, po bezpiecznym opalaniu się lub terapii specjalnie dobranymi promieniami UV  ustępują, choć zwykle jest to efekt przejściowy. Pamiętaj, że w przypadku nadmiernej ekspozycji na słońce niektóre choroby skóry mogą się nasilić. Ponadto promieniowanie słoneczne pomaga w gojeniu się zranień, ropnych wykwitów i zapaleń skóry, a także w zwalczaniu chorobotwórczych bakterii i grzybów obecnych na skórze.
* PRZYSPIESZ PRZEMIANĘ MATERII – pod wpływem słońca zwiększa się metabolizm, co oznacza, że organizm nie tylko łatwiej spala kalorie, ale też sprawniej oczyszcza się z toksyn.
* ZWIĘKSZA PŁODNOŚĆ – naukowcy potwierdzają, że pary, które bezskutecznie starają się o dziecko, często osiągają rezultat latem, gdy słońca jest pod dostatkiem. Prawdopodobnie wpływa na to lepsze oczyszczenie organizmu ze szkodliwych produktów przemiany materii, a także wytwarzanie większej ilości witaminy D. Latem wzrasta też libido.
* KORZYSTNIE WPŁYWA NA UKŁAD KRĄŻENIA – podobnie jak wysiłek, słońce wpływa na zmniejszenie spoczynkowej częstotliwości akcji serca, poprawiając jego wydolność. Normalizuje też ciśnienie krwi.
* ŁAGODZI BÓLE STAWÓW – efekt terapeutyczny daje w tym przypadku lekkie nagrzewanie ciała, bo ciepło niweluje bóle mięśni i stawów.
* REGULUJE RYTM BIOLOGICZNY– światło słoneczne wpływa na prawidłową pracę szyszynki – gruczołu znajdującego się w mózgu, z którego wydziela się melatonina (nazywana hormonem snu), która odpowiada za regulację rytmu dobowego (snu i czuwania). Czynność wydzielnicza szyszynki przebiega zgodnie z dobowym rytmem zmian oświetlenia – jeśli światła jest pod dostatkiem, w ciągu dnia wstrzymuje się ona z produkcją melatoniny (dlatego przez cały dzień jesteśmy pełni energii), a zaczyna ją wydzielać dopiero, gdy zapadnie zmrok. Z tego właśnie powodu podczas słonecznego lata rzadko mamy problemy ze snem.

Na koniec powtórzę jeszcze raz. Słońce jest naszym sprzymierzeńcem, jeśli korzystamy z niego rozsądnie. Jeśli nie doprowadzisz do poparzeń skóry słońce przyniesie korzyści.

Pamiętaj- długotrwałe opalanie może w przyszłości doprowadzić do poważnych chorób, z czerniakiem na czele. Lepiej zrezygnować z kilkugodzinnego smażenia. Jeśli jednak nie wyobrażasz sobie wakacji bez leniuchowania na plaży, zabierz ze sobą parasol.



poradnikzdrowie.pl
doz.pl

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

JEDZ RYBY...BĘDZIESZ ZDROWY

Jest lato, są wakacje. Wielu z nas wyjeżdża w różne zakamarki kraju i świata. Będąc w tych miejscach próbujemy różnych lokalnych specjałów. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam lokalne przysmaki. Uwielbiam odwiedzać małe lokalne knajpki i próbować miejscowych specjałów.

Wielu z nas tegoroczne wakacje spędza nad morzem, naszym Bałtykiem. A jak morze to i ryby. I bardzo dobrze, bo ryby są smaczne i bardzo zdrowe. Gdzie kupisz świeższą rybę niż prosto od rybaka? No może jeszcze w sprawdzonym sklepie rybnym :) W każdym bądź razie ja polecam ryby takie prosto z kutra. 


Nad Bałtykiem króluje dorsz. Niby wszystko ok. ale jest jeden mały szczegół. Połów dorsza kończy się w czerwcu. Więc jak w lipcu może być świeży dorsz?
Może, ponieważ od 2013 r. zmieniły się przepisy i obecnie nad morzem jest więcej dorsza niż jeszcze kilka lat temu.


Letni zakaz połowu dorszy wprowadzany jest 1 lipca każdego roku. Obowiązuje na środkowym i wschodnim Bałtyku. Wprowadzenie zakazu ma chronić dorsze, które o tej porze roku mają swoje tarło. Zgodnie z unijnym prawem z zakazu połowów wyłączone są małe jednostki do 8 metrów długości, które będą mogły wypływać na połów dorszy bez żadnych ograniczeń.
Jednostki o długości między 8, a 12 metrów będą mogły łowić dorsze pięć dni w miesiącu. Dzięki złagodzeniu prawa możliwości łowienia dorszy przez małe jednostki  po raz pierwszy od kilkunastu lat wypoczywający nad morzem turyści będą mogli zjeść w sezonie letnim świeże dorsze. Zakaz połowu dorszy dla dużych jednostek przestanie obowiązywać 31 sierpnia.
Dorsz jest pyszny zarówno smażony, jak i wędzony czy gotowany na parze.

Uwielbiam go w każdej postaci, jednak w tym roku zakochałam się we flądrze. Białe, delikatne mięso i co najważniejsze- mało ości, co jest istotne jeśli chodzi o ryby. Świetna dla dzieci. Nie ma obaw, ze dziecko zadławi się ościami.
Ryba, rybie oczywiście nierówna. Na skład mięsa wpływa wiele czynników. Gatunek, wiek ryby, rodzaj pożywienia. Jednak wszystkie są wartościowym produktem. Ryby są wartościowym źródłem białka, mają wartościowy tłuszcz i mało węglowodanów.
Ryby można podzielić na morskie i słodkowodne. Flądra jest oczywiście morska. Mało tego- można ją śmiało jeść, gdyż póki co nie grozi jej wyginięcie.
Ryby morskie zawierają więcej kwasów omega 3.
Najistotniejszym składnikiem odżywczym  w jaki bogate są ryby są wspomniane kwasy omega 3. Co nam dają? Bardzo wiele:
- wpływają korzystnie na układ krążenia, chroniąc przed powstawaniem blaszki miażdżycowej
- zmniejszają ryzyko arytmii serca, chronią przed zawałem, zmniejszają krzepliwość krwi
- pobudzają do wytwarzania tlenku azotu rozszerzającego naczynia krwionośne, co ułatwia przepływ krwi i obniża ciśnienie
- sprzyjają zwiększaniu się poziomu dobrego cholesterolu HDL, sprzyjają przywracaniu równowagi w stężeniu cholesterolu we krwi
- obniżają ryzyko nowotworów
- są istotne dla dobrego wyglądu skóry, włosów i paznokci
- działają przeciwzapalnie, co jest ważne dla osób cierpiących na zapalenie stawów
- są niezbędne do prawidłowej pracy układu nerwowego i odpornościowego
- sprzyjają zwiększeniu produkcji serotoniny- hormonu dobrego nastroju.

Ryby są również bogate w JOD- pierwiastek bardzo ważny dla prawidłowej pracy organizmu, gdyż wchodzi w skład hormonów tarczycy- trójjodotyroina i tyroksyna. Zawiadują one metabolizmem organizmu, jego wzrostem i dojrzewaniem. Warunkują prawidłową pracę układu nerwowego oraz mózgu. 
Jod sprzyja chudnięciu oraz poprawia koncentrację.                                   Niedobór tego pierwiastka wywołuje niedoczynność tarczycy ,opóźnienie umysłowe i fizyczne.

SELEN to kolejny pierwiastek, w który bogate są ryby. Jest to pierwiastek o działaniu przeciwutleniającym, chroni zatem organizm przed procesami starzenia, wykazuje również działanie ochronne przed nowotworami.
Wchodzi w skład enzymów występujących w czerwonych ciałkach krwi i jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju oraz wzrostu ustroju.
Niedobory selenu mogą powodować osłabienie mięśni czy zahamowanie wzrostu u dzieci. W naszym kraju przedawkowanie raczej nie występuje.

Ryby są również źródłem WITAMINY D, której obszarami działania są jelita, nerki, układ kostny. W jelitach pobudza wchłanianie wapnia i fosforu, w nerkach ich reabsorbcję, a w kościach sprzyja wbudowywaniu. Niedobory jej mogą więc wpływać na problemy w obrębie układu kostnego zarówno u dzieci (krzywica) jak i u dorosłych (osteoporoza).

WAPŃ, znajdziemy szczególnie w rybach, które spożywamy razem z ościami. Wapń jest szczególnie potrzebny kościom ale jest również istotny dla układu nerwowego, mięśniowego, prawidłowej pracy serca. Jest niezbędny dla utrzymania równowagi kwasowo- zasadowej. 
Wykazuje działanie przeciwzapalne i przeciwalergiczne. Aby wapń mógł być wchłonięty do organizmu konieczna jest obecność witaminy D.

Ryby zawierają również MAGNEZ. Jego absorpcja wzrasta podobnie jak w przypadku wapnia w obecności białka i laktozy, zaś maleje w obecności tłuszczu. Jest ważny dla kości, układu nerwowego, układu sercowo- naczyniowego, mięśni, wchodzi w skład płynów ustrojowych.
Bierze udział w przemianach węglowodanów, wapnia, sodu, potasu, fosforu, witaminy C.
Ma działanie przeciwstresowe, przeciwdepresyjne. Jeśli zatem w diecie jest zbyt mało magnezu pojawiają się stany depresyjne bądź nadpobudliwość nerwowa, bóle mięśni, kości, drgawki.

Skoro już wiecie jakie ryby są zdrowe polecam smażoną flądrę przepisu mojego męża. Na cztery osoby trzeba liczyć ok. 1,5 kg świeżej, wyfiletowanej flądry. Świeże ryby są dobre same w sobie. Nie ma co kombinować. Wystarczy podać w najprostszej postaci a gwarantuję że będzie przepyszna.
POTRZEBUJESZ:
- flądra
- sól, pieprz
- mąka kukurydziana
- sok z cytryny
Rybę solimy, pieprzymy, obtaczamy w mące i smażymy na oleju np. rzepakowym po 3 min. z każdej strony i obiad gotowy. 
Mąka kukurydziana sprawi że ryba będzie bardzo chrupiąca z zewnątrz i soczysta w środku. Na koniec wystarczy skropić sokiem z cytryny i gotowe.
Do tego polecam świeżą sałatę np. rukolę z sosem vinegret.


SMACZNEGO :)

vitalia.pl