czwartek, 31 grudnia 2015

JAK ZAPOBIEC ROZWOJOWI RAKA ?


Stary rok odchodzi, przychodzi Nowy- nowe wyzwania, postanowienia, marzenia. Każdy z nas pewnie robi listę noworocznych postanowień. Jedni chcą schudnąć, drudzy przytyć. Jedni więcej czasu spędzać z rodziną, inni wygospodarować trochę czasu dla siebie. Każdy jest inny, każdy ma swoje życzenia.
A co byście powiedzieli, gdyby tak zrobić sobie wspólne postanowienie- ZROBIĘ WSZYSTKO, ABY NIE ZACHOROWAĆ NA RAKA. 
Moim zdaniem to bardzo mądre i ważne postanowienie. Wszystkie inne mniej lub bardzie ważne jesteś w stanie zrealizować jeśli będziesz ZDROWY !!!
Dlaczego o zdrowiu myślimy na samym końcu, dlaczego musimy przeżyć dramaty aby uświadomić sobie, że zdrowie jest tak istotne. Niech mottem przewodnim będą te mądre słowa " zdrowie nie jest wszystkim, ale wszystko bez zdrowia jest niczym".
Oczywiście musimy pamiętać o tym, iż na pewne nowotwory nie mamy wpływu, lekarze nie wiedzą dlaczego powstają. Jednak są i takie, którym możemy zapobiec a przynajmniej zminimalizować ryzyko wystąpienia. Wystarczy odrobinę się postarać, a może wygrasz życie?

Oto moja propozycja:

- przede wszystkim utrzymuj prawidłową masę ciała. Bycie szczupłym to nie tylko efekt kosmetyczny czy estetyczny. Bycie szczupłym to przede wszystkim bycie zdrowym. Jeśli masz problemy ze zrzuceniem wagi, zainwestuj w dietetyka. Umów się choć na jedną wizytę. Dietetyk przeprowadzi wywiad, w razie potrzeby zleci odpowiednie badania i ułoży spersonalizowaną dietę, specjalnie dla Ciebie. Diety z internetu to nie jest najlepszy pomysł.

- bądź aktywny. Nie musisz od razu przebiec maratonu. Wystarczy codzienny spacer, zrezygnuj z windy, wracając z pracy autobusem wysiądź przystanek wcześniej. Te drobne zmiany naprawdę zaowocują. Zamiast siedzieć godzinami na internecie, pograj z dzieckiem w piłkę (aura sprzyja ). Zrób cokolwiek aby się poruszać.


- unikaj fast foodów i mocno przetworzonej żywności. Takie produkty sprzyjają rozwojowi nadwagi oraz otyłości. Na początku ogranicz wizyty w restauracjach typu fast food oraz mocno słodzone napoje typu cola. Jeśli nie lubisz wody a wolisz słodkie napoje pij kompoty lub świeżo wyciskane soki lub wodę z cytryną, pomarańczą lub miętą.

- ogranicz spożycie soli. Jeśli zrezygnujesz z przetworzonej żywności zaoszczędzisz sporo soli. Codzienne spożycie nie powinno przekraczać 5 g. Unikaj chipsów, gotowych frytek, krakersów czy prażynek. Te produkty są wręcz przeładowane solą.


- wprowadź do diety więcej warzyw i owoców. Szczególnie zielone warzywa są naszymi sprzymierzeńcami w walce z rakiem. Są niskokaloryczne, dostarczają mnóstwo składników mineralnych i są smaczne. W zasadzie każde warzywo może stać się podstawą smacznego posiłku. Jeśli musisz zrzucić parę kilogramów swoje potrawy przyprawiaj pikantnymi przyprawami, które są bardzo skuteczne w walce z tłuszczem. Polecam papryczki chili, imbir, kurkumę, czarny pieprz czy kardamon.
Porcję warzyw i owoców powinno zjadać się do każdego posiłku. "jedz 5 porcji" to nie tylko slogan reklamowy, to naprawdę poprawia nasze zdrowie.

- ogranicz spożycie mięsa czerwonego. Po pierwsze jest ono kaloryczne, gdyż zawiera sporo tłuszczu. Po drugie częste spożywanie tego rodzaju mięsa może prowadzić do chorób serca i problemów z układem krążenia (to zasługa niezdrowych tłuszczów nasyconych) oraz nowotworów. Po trzecie, ciężko zrzucić zbędne kilogramy "wyhodowane" na takiej diecie. 
Proponuję wybierać mięso drobiowe, najlepiej z pewnego źródła. Pamiętaj, że to w supermarkecie może być naładowane hormonami i antybiotykami, które również niekorzystnie wpływają na nasze zdrowie.
Nie wspomnę już o spożywaniu mięsa przetworzonego (to w ogóle temat na osobną dyskusję).


- ogranicz spożycie alkoholu. Częste spożywanie napojów wyskokowych jest jedną z głównych przyczyn chorób nowotworowych. Jeśli już chcesz spożywać to najlepiej wybierz czerwone wytrawne wino. Z ilością również nie przesadź. Dziennie powinno to być 100 ml wina dla kobiet i np. 250 ml piwa dla mężczyzn. Wypicie większej ilości na pewno nie wyjdzie Ci na zdrowie. Zamiast wypijać, wykorzystaj wino do gotowania. Alkohol odparuje a smak zostanie :)

- zjadasz czasem nadgniły owoc czy warzywo. Zdarza Ci się zjeść bułkę, która leżała w jednym pojemniku z tą pleśniejącą? Jeśli tak, to nigdy więcej tego nie rób. Ja również nie lubię wyrzucać jedzenia, ale w takiej sytuacji jest to konieczne. Jeśli zauważysz małą pleśniejąca plamkę na jabłku, to znaczy że cały owoc jest już zainfekowany i nie nadaje się do spożycia. Pleśń wywołuje nowotwory. Nigdy nie jedz spleśniałych produktów!!!

- suplementy diety nie są wskazane zarówno w prewencji jak i leczeniu nowotworów. Jeśli koniecznie chcesz coś zażywać to koniecznie skonsultuj się ze swoim lekarzem. Pamiętaj, że żaden suplement nie zastąpi racjonalnej, dobrze zbilansowanej diety. Jeśli nie wiesz od czego zacząć, skonsultuj się z dietetykiem, który pomoże Ci skomponować odpowiednią dietę.


- NIE PAL. PALENIE ZABIJA- DOSŁOWNIE!!! Jeśli palisz, rzuć. Jeśli nie potrafisz to przynajmniej nie pal przy osobach niepalących. 

Kończąc te rozważania, chcę Ci życzyć spełnienia Twoich postanowień. 
Ciesz się życiem i zdrowiem. Niech się spełnią wszystkie marzenia, te łatwe i te trudne do spełnienia. Niech się spełnią te duże i te małe, te mówione głośno i wcale. Niech się spełnią one wszystkie krok po kroku. Tego ci życzę w Nowym Roku.


wtorek, 29 grudnia 2015

KREW = ŻYCIE CZYLI LEUKOCYTY

W ostatnim poście z tej serii pisałam o krwinkach czerwonych, przeczytaj tutaj. Dziś chciałabym napisać kilka słów o krwinkach białych, czyli leukocytach.
To dzięki nim organizm może się bronić przed infekcjami. Krwinki te podobnie jak krwinki czerwone są wytwarzane przez szpik kostny. 
Szpik wytwarza pięć rodzajów leukocytów. Trzy rodzaje, czyli krwinki białe obojętnochłonne, granulocyty eozynochłonne i leukocyty zasadochłonne mają kształt ziarnisty, toteż nazywane są zbiorczo granulocytami. Pozostałe rodzaje to limfocyty i monocyty.


KRWINKI BIAŁE OBOJĘTNOCHŁONNE- jest ich najwięcej w krwi. Stanowią 62% ogółu leukocytów i jako pierwsze zbierają się w miejscu infekcji. Odpowiadają za tropienie i neutralizowanie wszelkich bakterii. Nadwyrężone przez walkę z bakteriami krwinki pękają, a ich zawartość przyciąga więcej podobnych krwinek i zarazem zwiększa ukrwienie danej okolicy. Wzmożony przepływ krwi może sprawić, że miejsce infekcji wyda się bardziej zaczerwienione i cieplejsze.

GRANULOCYTY EOZYNOCHŁONNE- te białe krwinki szczególnie potrzebne są alergikom. Mają bowiem za zadanie odtruwać obce białka, zanim te zaszkodzą organizmowi. Granulocyty eozynochłonne zawierają ponadto toksyczne ziarenka zabójcze dla komórek inwazyjnych i przydatne do oczyszczania punktów zapalnych.

LEUKOCYTY ZASADOCHŁONNE- stanowią najmniej liczny rodzaj białych krwinek. Produkują histaminę, która zwiększa ukrwienie i przyciąga więcej białych krwinek do obszaru zainfekowanego. Dzięki tym leukocytom wszelkie białe krwinki łatwiej docierają w te okolicę. Poza tym wytwarzają one heparynę przydatna do rozpuszczania starych skrzepów.

LIMFOCYTY- nie tylko zwalczają infekcje, ale także zapewniają organizmowi odporność na pewne choroby. Przykładowo wirus odry ma swój antygen- czyli substancję, którą organizm rozpoznaje jako obcą. Limfocyty reagują na nią, wytwarzają przeciwciała, czyli białka zabójcze dla konkretnych antygenów. Istnieje wiele rodzajów antygenów, limfocyty zaś wytwarzają szereg różnych przeciwciał. Przeciwciała zwalczają obca substancję i ją zapamiętują, aby ją wyeliminować, jeśli znów pojawi się w organizmie. 
Limfocyty mogą być produktami szpiku kostnego albo innych narządów: węzłów chłonnych, śledziony, migdałków, grasicy. Krążą między krwiobiegiem a układem limfatycznym. Znaczna część limfocytów wytwarza przeciwciała, inne pełnią funkcję regulatorów odporności organizmu, zwiększając albo zmniejszając- zależnie od skuteczności zwalczania infekcji.


MONOCYTY- ten rodzaj białych krwinek stanowi drugą linię obrony organizmu, nie reagują tak szybko jak krwinki białe obojętnochłonne. Zadanie monocytów polega na penetracji obszaru zainfekowanego w celu usunięcia komórek nadwyrężonych i obumierających, a także produktów metabolizmu komórkowego. Składnikami monocytów są specjalne enzymy, bardzo skuteczne w zabijaniu wszelkich bakterii. Monocyty, wytwory szpiku kostnego, krążą początkowo razem z krwią. Następnie, opuściwszy krwiobieg, przenoszą się do tkanek i znajdują sobie miejsce w węzłach chłonnych, płucach, wątrobie i śledzionie.

Wszystkie pięć rodzajów leukocytów wspólnie walczą z infekcjami. Do typowych objawów zakażeń należą: obrzęk, zaczerwienienie, gorączka. Jeśli więc wystąpi stan podgorączkowy, nie faszeruj się od razu lekami. Wyższa temperatura świadczy o tym, że układ odpornościowy pracuje, zwalczając bakterie i inne obce organizmy.

LEUKOCYTY A CHEMIOTERAPIA 
No właśnie, jak silne leczenie wpływa na leukocyty?
Krwinki białe w odróżnieniu od czerwonych żyją krótko, 3-4 dni, przy czym szpik kostny stale wytwarza nowe leukocyty w miejsce martwych. Właśnie proces produkcji białych krwinek, jest najbardziej podatny na negatywne oddziaływanie chemioterapii. Często podczas leczenia leukocyty spadają do bardzo niskiego poziomu. 
W tym okresie organizm malucha jest szczególnie narażony na infekcje. Ewentualna infekcja spotkałaby się ze słabszą reakcją układu odpornościowego ze względu na małą liczbę leukocytów. Taki stan rzeczy jest normalny, dlatego podczas podawania cytostatyków dziecko często ma zlecaną morfologię. Lekarz podejmuje decyzję czy można podać kolejny cykl chemii. Gdy liczba białych krwinek jest bardzo niska mówimy o neutropenii


Neutropenia to stan, w którym dochodzi do obniżenia poziomu neutrocytów (zwanych też neutrofilami lub granulocytami obojętnochłonnymi). Stanowią one jeden z pięciu podstawowych typów krwinek białych (o których pisałam powyżej) i odgrywają bardzo istotną rolę w zapobieganiu infekcji (odpowiadają za zwalczanie bakterii oraz grzybów). 
Prawidłowy poziom neutrocytów we krwi obwodowej to od 1600 do 7000 komórek w mm3 (inaczej 1,6-7,0 G/l). 
Obniżenie poziomu neutrocytów poniżej 1000/mm3 (w zakresie 1,0-0,5 G/l) w istotny sposób zwiększa ryzyko infekcji. Dlatego należy profilaktycznie przyjmować antybiotyk o szerokim spektrum działania przeciwbakteryjnego i lek przeciwgrzybiczy.
Poziom neutrocytów poniżej 500 w mm3 (0,1-0,5 G/l) powoduje znaczne zwiększenie ryzyka infekcji. Jeśli mały pacjent ma takie wynik morfologii, to oprócz wymienionej wyżej profilaktyki przeciwbakteryjnej i przeciwgrzybiczej wymaga bezwzględnej izolacji. Lekarz może zadecydować o podaniu czynników wzrostowych, które przyspieszają odnowę krwinek białych (zwykle lekarz zaleca podanie neupogenu).  


JAK RADZIĆ SOBIE W OKRESIE NIEDOBORU LEUKOCYTÓW
- przede wszystkim dziecko musi unikać osób przeziębionych, przechodzących grypę czy nawet lekką infekcję
- gdy jesteście na przepustce unikajcie skupisk ludzkich. Spacer po galerii handlowej jest absolutnie nie wskazany !!!
- dbaj, by skóra dziecka była sucha- wilgoć sprzyja namnażaniu się bakterii
- maluch często powinien myć ręce, szczególnie po skorzystaniu z toalety, przed posiłkiem
- dbaj o czystość zębów, dziąseł - resztki jedzenia sprzyjają namnażaniu bakterii
- podawaj dużo płynów, częste oddawanie moczu może uchronić przed infekcjami pęcherza
- starannie dezynfekuj nawet małe zadrapanie
- wszelkie objawy przeziębienia konsultuj z lekarzem. Prawdopodobnie dziecko dostanie antybiotyk, aby ułatwić organizmowi zwalczenie infekcji
- konsultuj z lekarzem prowadzącym wszelkie wizyty u specjalistów np dentysty. Wszelkie leczenie inwazyjne należy podejmować dopiero wówczas, gdy dziecko odzyska prawidłową odporność
- zawsze podawaj posiłki na czystych, najlepiej wyparzonych naczyniach
- nie podawaj dziecku produktów i potraw zawierających żywe kultury bakterii. nawet te zawierające "przyjazne" szczepy, dla małego pacjenta z osłabiona odpornością mogą wywołać stan chorobowy np. biegunkę
- zwracaj baczną uwagę na terminy przydatności do spożycia i właściwe przechowywanie żywności
- pamiętaj- najbezpieczniejsze są potrawy przygotowywane tuż przed spożyciem lub weki (szczególnie domowe)

Pamiętaj, że taki stan jest normalny podczas leczenia. Po zakończeniu chemioterapii mechanizmy obronne organizmu prędzej czy później zaczną funkcjonować normalnie. Dzieci zwykle bardzo szybko wracają "do formy". Wierzę, że w twoim przypadku również tak będzie. 

www.nowotwor.eu
Chemioterapia- Poradnik dla pacjenta i jego rodziny. J.McKay, T.Schacher

sobota, 26 grudnia 2015

PTASIE MLECZKO...DOMOWE

Nie będę oryginalna stwierdzając, że dzieci lubią słodycze. Zresztą nie tylko dzieci. Większość z nas lubi słodki smak. No cóż, rodzimy się już z takimi preferencjami. Noworodki przede wszystkim lubią słodki smak mleka mamy. Preferencje do słodkiego to fizjologiczna reakcja organizmu na takie właśnie smaki. Jedząc słodycze organizm wytwarza endorfiny i serotoninę tzw. hormony szczęścia. Nic więc dziwnego, że tak bardzo odpowiadają nam takie smaki.
Ja również lubię słodycze i nie jestem ich przeciwnikiem, jak wielu z was sądzi :)
Wręcz przeciwnie. Często serwuje mojej rodzinie słodkie potrawy.
Ale słodycze słodyczom nierówne. Wszelkie sklepowe ciasteczka, żelki i mocno przetworzone produkty nie mają wstępu do mojej kuchni. I tego właśnie chcę nauczyć moje córki. Chcę, aby wybierały rozsądnie. Większość słodkich smakołyków z powodzeniem można przygotować we własnej kuchni. A przewaga domowych wypieków i potraw nad sklepowymi jest bezcenna. Jedząc domowe wygrywasz zdrowie. To jest argument nie do przebicia. Idąc tym śladem coraz więcej potraw próbuje robić sama. Oczywiście różnie z tym bywa, ale się nie poddaję, dzięki czemu powstało już kilka perełek.
Jedną z nich jest ptasie mleczko. Klasyka. Niestety obecnie do tego fantastycznego smakołyku dodawane są składniki nie koniecznie zdrowe. 
Postanowiłam więc przygotować swoją wersję. Równie pyszną, lekką i delikatną a poza tym pozbawioną wszelkich zbędnych substancji.
Jeśli czytasz mojego bloga to wiesz, że każda potrawa jest wartościowa, nie ma w niej pustych kalorii. Nawet słodycze dostarczają wartości odżywczych i składników mineralnych. Tak jest również z ptasim mleczkiem. Do przygotowania potrzebujesz jedynie kilku składników a powstaje pyszny deser.

SKŁADNIKI:
- ulubiona galaretka
- szklanka mleka
- 500 ml śmietany 12% lub 18%
- 2 łyżeczki żelatyny (lub agar- substancja żelująca z glonów morskich, dostępna w sklepach ze zdrową żywnością)
- miód lub cukier trzcinowy ok. 2 łyżeczek

Żelatynę namocz w mleku ok. 30 min. a następnie podgrzej do rozpuszczenia. Pozostaw do wystygnięcia. Galaretkę przygotuj wg. instrukcji na opakowaniu, dodaj jednak mnie wody. Na opakowanie galaretki dodaj 350 ml. wody. Galaretkę przelej do miseczki i pozostaw do stężenia.
Gdy mleko z żelatyną wystygnie, połącz ze śmietaną. Wymieszaj dokładnie aby nie było grudek i posłódź wg. uznania.
Gdy galaretka stężeje pokrój ją w kostki, przełóż do naczynia wysmarowanego masłem a następnie zalej tężejącą śmietaną. Wszystko wstaw do lodówki do całkowitego stężenia. Gdy deser będzie gotowy pokrój w kawałki i gotowe. Możesz swoje ptasie mleczko polać jeszcze czekoladą, ale i bez tego jest smaczne.
POLECAM.







Na ostatnim zdjęciu ptasie mleczko przygotowałam nieco inaczej. Galaretkę przelałam do naczynia do stężenia, a następnie zalałam masą śmietanową. Powstało dwuwarstwowe ptasie mleczko.

Taki deser jest lekki, smaczny i zdrowy. Zawiera sporo białka ale i tłuszczu, więc postaraj się nie zjeść wszystkiego na raz :) 

SMACZNEGO !!!

wtorek, 22 grudnia 2015

KREW = ŻYCIE

Jako dziecko bardzo często oglądałam film "Było sobie życie". Fantastyczna bajka, która poruszała bardzo istotne kwestie dotyczące ludzkiego organizmu.
Jeden z moich ulubionych odcinków, to ten, gdzie leukocyty toczą zawziętą walkę z bakteriami i wirusami. Leukocyty wygrywają. Krew górą.


Dziś właśnie chciałabym napisać o krwi. Tak pospolitej a najcenniejszej życiodajnej substancji. Kiedy jesteś zdrowy, nie zawracasz sobie głowy takimi błahymi sprawami jak zdrowie. Nie wspomnę już o badaniach profilaktycznych czy wizycie u lekarza. Takie życie. Warto jednak raz na jakiś czas wykonać podstawowe badania aby sprawdzić kondycję swojego organizmu. 
Dziś napiszę o krwi i jej podstawowych składnikach. Z badań krwi można naprawdę wiele się dowiedzieć o kondycji organizmu i ewentualnych chorobach.

Krew to życie. Tak można powiedzieć najprościej. Krew przenosi tlen z płuc do wszystkich komórek organizmu. Dostarcza glukozę- źródło energii, broni przed infekcjami i uczestniczy w rekonstrukcji naczyń, którymi przepływa (tętnic i żył). Gwarantuje równowagę organizmu. Dzięki niej mięśnie i nerwy mogą funkcjonować. Krew pełni wiele funkcji i jest doskonałym źródłem informacji o tobie.

Na krew składają się komórki i osocze. Komórki to krwinki białe i czerwone oraz płytki- wytwór szpiku kostnego.
W osoczu, które ma żółtawy kolor, znajdują się krwinki, glukoza, elektrolity, enzymy, minerały, witaminy, hormony i wszystko co niezbędne organizmowi do przetrwania.

PRODUCENT KRWINEK - SZPIK KOSTNY
Szpik to rodzaj tkanki wypełniający kości, gdzie powstają krwinki. U niemowląt wytwarza je cały szpik, u dorosłych krwinki powstają tylko w obrębie kości o płaskim kształcie: miednica, mostek, kręgi, czaszka.
Szpik kostny to fabryka krwinek i płytek. komórki macierzyste układu krwiotwórczego zawarte w szpiku mają zdolność przekształcania się w każdy z trzech rodzajów komórek krwi. Pojedyncza komórka macierzysta może więc przemienić się w czerwona krwinkę i stać przenośnikiem tlenu. Jeśli zmieni się w białą, będzie zwalczała infekcję. Natomiast płytka, skrzepem zatrzyma krwotok.

Szpik kostny zapewnia właściwą liczbę wszystkich trzech rodzajów komórek, zastępując obumierające komórki, nowymi, oraz zmniejsza lub zwiększa produkcję tych, na które istnieje szczególne zapotrzebowanie w danym momencie. Jeśli jesteś przeziębiony twój szpik wytworzy dodatkowe białe krwinki, które będą walczyć z infekcją.
W obrębie szpiku kostnego dokonuje się bardzo szybki podział komórek- jego tempo musi odpowiadać nieustannemu zapotrzebowaniu na coraz to nowe komórki krwi wszystkich typów.

Chemioterapia nie oddziałuje na komórki, które już krążą we krwi, gdyż te się nie dzielą. Spowalnia proces powstawania nowych krwinek i płytek. Zwykle po 7- 10 dniach wyniki "spadają" czyli szpik jest spowolniony. Nie produkuje nowych krwinek i płytek tak szybko jak zdrowy.
Przed każdym kolejnym cyklem chemii, dziecko ma wykonywaną morfologię aby sprawdzić jak szpik radzi sobie z produkcją.

ERYTROCYTY- KRWINKI CZERWONE
To one właśnie nadają krwi kolor czerwony. Każda krwinka w 90% wypełniona jest hemoglobiną- substancją bogatą w żelazo.
Zadaniem erytrocytów jest przenoszenie tlenu z płuc do każdego zakątka organizmu i odprowadzaniu dwutlenku węgla z komórek do płuc, aby  stamtąd był wydychany.
Czasami liczba czerwonych krwinek jest za mała, spowodowana utratą krwi lub dysfunkcją szpiku. Wówczas zdolność organizmu do transportowania tlenu i dwutlenku węgla jest osłabiona. Taki stan to ANEMIA.
Gdy liczba krwinek czerwonych jest niewielka, serce musi ciężej pracować, aby zwiększyć tempo rozprowadzania tlenu przez pozostałe erytrocyty. W takim przypadku możesz być senny, znużony, ponieważ ilość tlenu nie będzie adekwatna do aktywności twoich mięśni. Mogą się również pojawiać zawroty głowy przy wstawaniu.
Zdarza się również przy anemii szybsze odczuwanie chłodu. Jeśli jesteś przesadnym zmarźluchem może warto zbadać krew?

Krwinki czerwone żyją dość długo, ok. 3-4 miesięcy. Zanim więc pojawi się zwiększone zapotrzebowanie na krwinki, szpik uzupełnia niedobór.

W ramach morfologii określa się poziom trzech jej składników. Są to:
- liczba krwinek czerwonych RBC
- ilość hemoglobiny HGB
- wskaźnik hematokrytu HCT
Pisałam już o morfologii, jak czytać wyniki. Możesz sprawdzić tutaj

W przypadku znacznej utraty krwi albo spowolnienia procesu produkcji czerwonych krwinek poziom wszystkich trzech składników spada poniżej normy. Wzrost aktywności szpiku lub transfuzja przynoszą poprawę wyników.

Wiele dzieci przechodzi chemioterapię bez bardzo dużego spadku erytrocytów. Dzieje się tak, ponieważ erytrocyty żyją długo, a szpik kostny odzyskuje sprawność w ciągu 6-10 dni od zakończenia chemioterapii, ubytek tych krwinek zostaje szybko zrekompensowany. W zależności od ogólnej kondycji organizmu najczęściej odczuwalnym skutkiem nieznacznego obniżenia liczby erytrocytów może być senność i zmęczenie.

JAK RADZIĆ SOBIE W OKRESIE NIEDOBORU CZERWONYCH KRWINEK:
- nie mogę nie wspomnieć o diecie :) Zadbaj o rozsądną dietę dziecka, bogatą w żelazo (przede wszystkim liściaste warzywa zielone). Podawaj dużo płynów.
Pamiętaj jednak, że talerz szpinaku nie zdziała cudów i wyniki nie poszybują natychmiast w górę. Chemia "blokuje" prawidłowe funkcjonowanie szpiku. Gdy zostanie wypłukana z organizmu, szpik zacznie produkcję. Dieta może jedynie wspomóc.
- jeśli lekarz będzie uważał za stosowne, wprowadzi suplementację żelazem. NIGDY na własną rękę nie stosuj ŻADNYCH witamin i suplementów. Pamiętaj, że nawet niewinnie wyglądające witaminy mogą zaszkodzić podczas chemioterapii. Zawsze decyduje lekarz.
- zapewnij dziecku jak najwięcej wypoczynku. Często wietrz salę, w której dziecko przebywa a jeśli pogoda jest sprzyjająca i inne wyniki w normie wyjdźcie na spacer. Pamiętaj jednak aby zawsze zapytać lekarza czy nie ma przeciwwskazań. 

Za wytwarzanie erytrocytów przez szpik odpowiada hormon zwany erytropoetyna. Hormon ten jest produkowany przez nerki w reakcji na obniżoną zdolność krwi do przenoszenia tlenu. Erytropoetyna przyspiesza dojrzewanie czerwonych krwinek.
Jest dostępna także w postaci syntetycznej, którą się podaje, jeśli konieczne jest zwiększenie produkcji erytrocytów, spowolnionej na skutek chemioterapii (zwykle podawana dorosłym spełniającym określone warunki).
Jeśli spadek liczby czerwonych krwinek jest znaczny wówczas wykonywane jest przetoczenie (transfuzja).

W kolejnych postach napiszę o krwinkach białych (tak istotnych podczas leczenia) oraz płytkach krwi.
Zapraszam na kolejne posty.


"chemioterapia- poradnik dla pacjenta i jego rodziny" Judith McKay, Tamera Schacher

sobota, 19 grudnia 2015

WIGILIJNY BARSZCZ CZERWONY

Tak jak obiecałam, podaję przepis na barszcz czerwony. Dlaczego właśnie to danie polecam dla naszych dzieci? Ponieważ ta zupa jest bardzo zdrowa i lekkostrawna. Nie obciąża niepotrzebnie wątroby i przewodu pokarmowego.
O burakach już pisałam, ale jest to tak wartościowe warzywo, że nie mogę nie wspomnieć o nim przy okazji tego posta.


Burak to skarbnica witamin (A, B, C) oraz pierwiastków mineralnych (żelazo, potas, magnez, wapń, fosfor, miedź, chlor, fluor, cynk, bor, sód, mangan, kobalt, rubid i cez- bardzo rzadko występujące pierwiastki).
Poza tym zawiera białka, bioflawonidy, karoten, betaninę, kwas foliowy, antocyjany oraz sporo błonnika.

Dlaczego tak zachęcam do jedzenia buraków? Bo to warzywo zajmujące pierwsze miejsce w walce z rakiem. Intensywny kolor zapewniają betacyjany- które zwalczają wolne rodniki uszkadzające DNA. Mają zdolność hamowania rozwoju komórek nowotworowych.
Buraki są świetne po chemioterapii. Poprawiają wyniki morfologii.
Poza tym buraki, ze względu na swe właściwości oczyszczające świetnie wspomagają  pracę wątroby. Warto podawać dzieciom świeżo wyciskany sok kiedy mają problemy z wysokimi próbami wątrobowymi.

Burak ma mnóstwo zalet, m.in:


  • ma działanie przeciwkaszlowe, silnie grzybobójcze, łagodzi ból gardła (angina), wzmacnia odporność przy grypie, pomaga zwalczyć objawy przeziębienia i grypy,
  • wspomaga gojenie się owrzodzeń,
  • burak ćwikłowy przyspiesza rozkład kwasu żołądkowego, czym przyczynia się do poprawy trawienia wstępnego białek i wchłaniania aminokwasów,
  • lekkie działanie moczopędne redukuje ciśnienie krwi,
  • przywraca równowagę kwasowo-zasadową organizmu,
  • burak ćwikłowy łagodzi nieprzyjemne objawy menopauzy,
  • opóźnia przedwczesny proces starzenia,
  • zapobiega zwapnieniu naczyń krwionośnych,
  • wzmacnia system immunologiczny,
  • leczy choroby wątroby, nerek,
  • reguluje cholesterol,
  • zapobiega drętwieniu kończyn,
  • zapobiega osteoporozie,
  • zapobiegają bólom kręgosłupa i zapaleniu korzonków.
  • buraki regulują zaburzenia cyklu miesiączkowego,
  • zapobiegają upławom, zapaleniu szyjki macicy,
  • leczą skazę moczanową,
  • chronią organizm przed zmęczeniem,
  • poprawiają kondycję włosów i paznokci.
  • zalecany kobietom w okresie menopauzy, kobietom w ciąży, młodzieży, dzieciom oraz niemowlętom
  • odkwaszają organizm
  • pomagają w odchudzaniu, są niskokaloryczne
  • pomagają w walce z depresją, bezsennością i nerwicą
  • dodają energii- to naturalny dopalacz (vrota.pl)
Wybierając buraki pamiętaj by były jędrne, miały intensywny kolor i były nie za duże- wówczas będą bardziej soczyste.


Skoro już wiemy jak burak jest wartościowy, nie pozostaje mi nic innego jak podać przepis na zupę. Najważniejsze to zrobić zakwas. Jeśli dziś go przygotujesz, do wigilii będzie gotowy. Przepis na zakwas znajdziesz tutaj. Co jeszcze będzie potrzebne do zupy.

SKŁADNIKI
- 2 litry zimnej wody
- 2-3 buraki
- 4 marchewki
- 2 pietruszki
- seler
- mały por
- kilka suszonych grzybów
- 2-3 wędzone śliwki
- 3 listki laurowe
- kilka ziarenek pieprzu i ziela angielskiego
                                              - spora szczypta majeranku
                                              - sok z połowy cytryny
                                              - 300 ml zakwasu
                                              - 2 ząbki czosnku

Dla dzieci oczywiście możesz zrobić wywar mięsny, na żeberkach lub innym mięsie. Dla dorosłych, tradycyjny barszcz wigilijny powinien być oczywiście czysty, postny, bez mięsa.
Najważniejsza zasada- NIE DODAWAJ PROSZKU Z TOREBKI. GORĄCY KUBEK TO NIE BARSZCZ !!!
Gotowanie barszczu jest dziecinnie proste. Wystarczy warzywa korzeniowe obrać, pokroić, zalać zimną wodą, dodać przyprawy, wcześniej namoczone grzybki, śliwki i gotować na małym ogniu. Gdy warzywa będą miękkie, odcedzić. Dodać zakwas, doprawić sola i pieprzem. W razie potrzeby dodać więcej czosnku i sok z cytryny. Zagotować na małym ogniu i gotowe.
Barszczyk jest doskonałym dodatkiem do pierogów, pasztecików, uszek. Doskonale smakuje solo- do popijania.

SERDECZNIE POLECAM.




środa, 16 grudnia 2015

PASZTECIKI CZY PIEROGI

No właśnie. Co wybrać, delikatne pierogi czy mięciutkie paszteciki? Co zaserwować na wigilijny stół? Wiele osób pewnie ma taki dylemat:) 
Najlepiej jedno i drugie :)

Chciałabym przedstawić Wam dziś potrawę uniwersalną, smaczną i łatwą w wykonaniu. To zdanie z powodzeniem może opisywać zarówno paszteciki jak i pierogi. Uniwersalne, bo można je podać z wieloma farszami, zarówno na słodko jak i na słono. Smaczne, bo ciasto jest miękkie i delikatne. Łatwe w wykonaniu, bo wystarczy połączyć wszystkie składniki, zagnieść ciasto a potem zostaje tylko wybrać odpowiedni farsz i gotowe. Ot co...cała filozofia.

Zarówno pierogi, jak i paszteciki są pysznym dodatkiem do barszczu czerwonego na wigilijny stół. Zwykle podaje się i jedne i drugie z grzybami i kapustą. Oczywiście nasze dzieci- dzieci onkologiczne nie koniecznie powinny jeść akurat taki farsz, szczególnie te, które mają problemy z próbami wątrobowymi. Dlatego dziś przedstawię alternatywę dla ciężkiego farszu. Moja propozycja to delikatne pierogi z soczewicą i miękkie paszteciki ze szpinakiem i serem.

Pierwszy farsz to soczewica z dodatkami, drugi natomiast to szpinak z serem. Oba wypróbowane, oba smaczne, oba nadają się na wigilię.

Zacznę od soczewicy. Istnieje wiele odmian soczewicy- czerwona, zielona, żółta, brązowa, czarna. Każda jest smaczna, zdrowa i każdą warto spróbować. Ja dziś skupię się na czerwonej.
Soczewica to jedno z warzyw strączkowych. Ma jednak przewagę nad innymi, nie ma potrzeby moczyć jej przed gotowaniem.
Ponadto jest doskonałym źródłem dobrze przyswajalnego białka. Co prawda nie jest to białko pełnowartościowe, ale w połączeniu z innymi produktami np. zbożowymi jest świetną alternatywą dla mięsa. Bogata jest również w błonnik, witaminy z grupy B oraz żelazo, magnez, fosfor, cynk, potas i kwas foliowy- pamiętaj, że wraz z żelazem sprzyjają tworzeniu się czerwonych krwinek i podnoszą poziom hemoglobiny.



SKŁADNIKI
- szklanka czerwonej soczewicy (możesz użyć innej np. zielonej, ale gotuj ją dłużej ok. 20-25 min)
- 2 szklanki wody
- duża marchewka
- 2 cebulki szalotki
- pół łyżeczki słodkiej papryki w proszku
- mała papryczka chili
- pół łyżeczki suszonego lubczyku
- ząbek czosnku
- sól, pieprz
- łyżeczka masła

Soczewicę zalej zimną wodą i gotuj ok. 10-15 min, aby była miękka ale nie rozgotowana. Pod koniec gotowania posolól szczyptą soli. BARDZO WAŻNE- nie sól soczewicy wcześniej bo dłużej będzie się gotować i straci więcej cennego białka.
Na patelni roztop masło i podduś poszatkowane cebulki i marchew startą na grubych oczkach. Dopraw papryką, chili, lubczykiem, solą i pieprzem oraz przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Gdy soczewica będzie gotowa, połącz z resztą składników i pozostaw do wystygnięcia.

CIASTO:
- 200 g mąki (100 g pszennej, 100 g pełnoziarnistej żytniej)
- 100 ml wrzątku
- łyżka oliwy
Mąkę przesiać, dodać wrzątek i oliwę. Zagnieść na elastyczne ciasto. Najlepiej zrobić to w robocie, aby się nie poparzyć.
Moim zdaniem to świetny przepis na ciasto. Po pierwsze świetnie się skleja, po drugie można je mrozić surowe, a później tylko ugotować. Mając wolną chwilę warto zrobić pierogi wcześniej, wrzucić do zamrażalnika a w wigilię jedynie do wrzątku lub upiec. Ja proponuję wersję pieczoną. Z reguły robię pierogi z dużą ilością farszu i bardzo cienkim ciastem. Aby mieć pewność, że nadzienie nie wypłynie podczas gotowania, wolę je upiec. Poza tym moja rodzina woli pieczone :)







Paszteciki ze szpinakiem są równie proste w wykonaniu i równie smaczne jak pierogi.

SKŁADNIKI:
- pęczek świeżego szpinaku (lub opakowanie mrożonego)
- 200 g białego sera półtłustego
- duży ząbek czosnku
- łyżka masła
- szczypta soli i pieprzu
- opcjonalnie kilka suszonych pomidorów

Szpinak dokładnie umyj. Duś na maśle razem z czosnkiem, solą i pieprzem. Gdy będzie gotowy, dokładnie wymieszaj z serem. Farsz gotowy.




CIASTO:
- 250 g mąki np. jasnej orkiszowej
- żółtko
- 10 g drożdży
- 100 g masła
- pół szklanki mleka
- szczypta soli

Teoretycznie powinno się najpierw zrobić zaczyn. Jednak ostatnio z braku czasu pominęłam ten etap a paszteciki wyszły równie pyszne.
Tak więc przesiej mąkę, dodaj żółtko, drożdże rozpuszczone w ciepłym mleku oraz miękkie masło. Masło warto wyjąć godzinę wcześniej z lodówki aby łatwo połączyło się z resztą składników. Jeśli podczas wyrabiania ciasto jest za suche, dodaj trochę wody gazowanej. Gotowe ciasto pozostaw do wyrośnięcia ok. godziny a następnie zrób paszteciki.
Połowę ciasta delikatnie rozwałkuj na grubość ok 6-7 mm. Na środek ciasta, przez całą długość nałóż farsz. Delikatnie zakryj jednym i drugim końcem ciasta. Delikatnie dociśnij aby wszystko się skleiło. To samo zrób z drugą połową ciasta. Gotowy "wałek" posmaruj jajkiem i posyp sezamem lub makiem a następnie pokrój na małe paszteciki. 
Prawda, że proste.




Do tych pyszności oczywiście nie może zabraknąć czerwonego barszczu. Mój sprawdzony przepis podam w kolejnym poście.

Zajrzyjcie jutro :)

niedziela, 13 grudnia 2015

WSZYSTKO CO MUSISZ WIEDZIEĆ O PORCIE NACZYNIOWYM

Czego dziecko najbardziej boi się będąc w szpitalu? Lista pewnie jest długa i każde dziecko boi się innych rzeczy. Jednak niezależnie od wszystkiego, większość z nas dorosłych i dzieci boimy się zastrzyków, pobierania krwi, czyli mówiąc najprościej boimy się igieł.
Większość pielęgniarek pracujących na oddziałach dziecięcych ma spore doświadczenie i umiejętności zarówno w pobieraniu krwi jak i robieniu zastrzyków. Jednak pobrać dziecku krew nawet dla doświadczonej pielęgniarki to nie lada wyzwanie. Dzieci płaczą, krzyczą, wyrywają się. Żyły są słabe, niewidoczne. Po kilku daremnych próbach wkłucia zarówno Ty, dziecko, jak i pielęgniarka zaczynacie się denerwować. Przewlekłe dożylne podawanie leków niekorzystnie wpływa na stan żył. Staja się one "kruche", obkurczone, pozrastane a czasami wręcz niemożliwe do nakłucia. Kolejna próba założenia wenflonu kończy się niepowodzeniem, bólem i łzami. Znasz to?

Na szczęście, większość dzieci leczonych onkologicznie będzie miało wszczepiony specjalny port, który znacznie zwiększy komfort pobierania krwi czy podawania leków.
Co to jest, ten port? Jest stałym i długoterminowym dostępem do żyły. Najważniejszą jego zaletą jest możliwość używania go przez wiele miesięcy a nawet lat bez bólu i stresu dla małego pacjenta.
"Do większych naczyń krwionośnych w organizmie, przez które krew przepływa szybko, łatwiej dociera się dzięki wszczepionym portom.
Jeden koniec cewnika zostaje ulokowany w dużej żyle w okolicy serca, a drugi koniec tkwi właśnie w umieszczonym pod skórą porcie, który ma średnicę ok 3 cm. Pośrodku portu znajduje się wypukła, bardzo giętka samoszczelna zatyczka. W porcie można umieścić igłę, która pozwala doprowadzać płyny (m.in. chemię) i pobierać krew." *


Aby wszczepić port, lekarz musi wykonać zabieg chirurgiczny. Dziecko zwykle przewożone jest z onkologii na chirurgię, gdzie w znieczuleniu ogólnym chirurg wszczepia port. Lekarz dokonuje małe nacięcie poniżej obojczyka i umieszcza "urządzenie" w dużej żyle. Z kolei pod skórą górnej części klatki piersiowej robi "kieszonkę" na port.
Sam port jest nie duży, jego średnica to ok. 3 cm, a część wypukła ok 2 cm.
Najważniejszym elementem porty jest gruba i bardzo giętka zatyczka, w którą można wbić specjalną igłę, zazwyczaj połączoną z krótką rurką. Kroplówka, chemia czy krew mogą swobodnie przepływać.
Gdy ranka się zagoi a obrzęk ustąpi wszczepiony port nie będzie dziecku sprawiał bólu. Oczywiście dziecko będzie czuło wypukłą część portu ale nie będzie on w żaden sposób przeszkadzał dziecku w codziennym funkcjonowaniu.
Zabieg wszczepienia portu trwa ok. 30-45 min. Po założeniu portu, wykonuje się zdjęcie rentgenowskie, w celu sprawdzenia położenia portu.
Zwykle wszczepia się port jednokomorowy (istnieją również portu dwukomorowe) który jest łatwiejszy w pielęgnacji i wygodniejszy w użyciu.



Z portem można się kąpać, pływać i normalnie funkcjonować. Nie wymaga żadnych codziennych zabiegów pielęgnacyjnych, ponieważ skóra chroni go przed infekcją.
Przed pierwszym użyciem, lekarz dokładnie dezynfekuje skórę w okolicy portu, delikatnie palcami wyczuwa umiejscowienie środkowej części portu i przebija się przez nią do centralnej zatyczki. Lekarz zwykle wbija się za pierwszym razem, co znacznie zmniejsza strach i dyskomfort małego pacjenta. Wkłuta igła tkwi w porcie mocno i jest mało prawdopodobne aby się przesunęła.
Port jest gotowy do wprowadzania leków czy pobierania krwi do większości badań.
Jeśli chemia czy inne leki będą podawane przez kilka dni, igła może pozostać przez 7 dni, pod jałowym opatrunkiem. Po tym czasie trzeba ją wymienić i przepłukać port, czyli wstrzyknąć roztwór zapobiegający powstawaniu skrzepów (heparyna i sól fizjologiczna).
Po usunięciu igły podskórny port zamyka się samoczynnie, chroniąc przed krwawieniem, które zwykle występuje gdy igła wyjmowana jest z żyły.

Ta forma jest bardzo wygodna, zarówno dla pielęgniarek jak i pacjenta. Dziecko nie czuje bólu i dyskomfortu. Pobieranie krwi staje się rutyną. Nie ma kilkakrotnego wkuwania czy płaczu. Pobieranie krwi jest całkowicie bezbolesne. Port jest szczególnie przydatny podczas podawania cytostatyków, które często mogą uszkadzać żyły. Powodować ich pęknięcia, siniaki i wiele innych komplikacji. Dzięki temu małemu urządzeniu chemia podawana jest bezpośrednio do krwioobiegu bez skutków ubocznych w postaci pękania żył.

Nie określono maksymalnego okresu korzystania z portu. Producenci określają jedynie trwałość membrany (zatyczki). Ma ona wytrzymać do 2000 wkłuć. Dziecko zwykle ma wszczepiany port na 2-3 lata (zależy od szpitala, lekarza prowadzącego i schorzenia pacjenta). 
Po zakończonym leczeniu szpitalnym dziecko musi mieć przepłukiwany port zwykle co 5 tygodni w poradni onkologicznej lub hematologicznej.
Tak jak wspomniałam wcześniej dziecko z portem żyje w miarę "normalnie". Musi jednak przestrzegać kilku zasad.
Po pierwsze port musi być regularnie przepłukiwany, po drugie nie wskazane są wszelkie gry zespołowe, w których dziecko może dostać piłką. Po trzecie dziecko z portem nie powinno nosić plecaka, aby port się nie przesunął czy uszkodził.

Oczywiście dziecko nie od razu będzie miało założony port. Przede wszystkim musi mieć odpowiednie wyniki krwi. Co jeszcze jest przeciwwskazaniem:
- czynna infekcja z gorączką
- guzy w pobliżu miejsca założenia portu
- zaburzenia krzepnięcia np. skaza krwotoczna lub mała ilość płytek krwi
- leukopenia- za mało leukocytów
- neutropenia- za mało granulocytów obojętnochłonnych

Jak mały pacjent ma przetrwać pobieranie krwi, dopóki nie będzie portu?
Przede wszystkim musisz dziecko dobrze nawodnić. Pełne żyły są lepiej widoczne i krew łatwiej pobrać. Pamiętaj, że na początku leczenia dziecko będzie miało często pobieraną krew w sporych ilościach. Do wykonania jest mnóstwo badań.
Dziecko powinno być dobrze odżywione. Pewnie Cię to zdziwi, ale osoby prawidłowo odżywiane mają mocniejsze i lepiej widoczne żyły i tętnice. U osób niedożywionych żyły są wrażliwsze.
Warto również oswoić dziecko z igłą, czytając bajki terapeutyczne.

Na początku leczenia dziecko z pewnością będzie miało założony wenflon, czyli niezbyt grubą , miękką rurkę wprowadzoną do żyły. Wenflon może być używany do trzech dni. Jednak jeśli wystąpi ból, obrzęk lub zaczerwienienie, konieczna jest jego wymiana. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że wenflon wytrzymuje jeden wlew chemii.

Innym rozwiązaniem jest założenie wejścia centralnego czyli specjalnego cewnika, wprowadzonego do grubego naczynia żylnego, tzw. żyły centralnej. Najczęściej umieszczany jest w żyle podobojczykowej, szyjnej zewnętrznej lub szyjnej wewnętrznej.
W odróżnieniu od wenflonu wkłucie centralne może pozostać w żyle kilka tygodni lub nawet miesięcy. U dzieci zakładane jest w znieczuleniu ogólnym.



Mam nadzieję, ze post był dla Ciebie przydatny. Port to chyba najlepsze rozwiązanie przy długotrwałym podawaniu cytostatyków i innych leków. Oszczędza malcowi wiele bólu i łez.

czwartek, 10 grudnia 2015

ŚWIĄTECZNY CZAS

Nadchodzi świąteczny czas. Jeśli będziesz miał(a) możliwość spędzenia świąt w domu z dzieckiem i rodziną dobrze wykorzystaj te magiczne momenty. Wszystkie smutki zostaw w szpitalu i ciesz się świąteczną atmosferą. Dziecko dostało przepustkę, jest dobrze. Najważniejsze to pozytywne myślenie.
Możecie wykorzystać ten czas aby przygotować jakieś smakołyki. Wiadomo, że nie dla naszych dzieci pierogi z kapustą lub grzybami (szczególnie gdy próby wątrobowe nie są najlepsze) czy zupa grzybowa. Karp w galarecie też nie jest przysmakiem wielu dzieci. Co zatem przygotować dla swojej pociechy by było smacznie, kolorowo i zdrowo?
Zacznij przygotowania od aromatycznych pierniczków. Dzieci je lubią, nie ma w nich tłustych kremów czy niezdrowych dodatków. A co najważniejsze, dekorowanie takich słodkości to świetna zabawa dla całej rodziny. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że dzieci uwielbiają takie zabawy.

Do przygotowania pierniczków POTRZEBUJESZ:
- 500 g mąki pełnoziarnistej pszennej
- 150 g masła 
- 100 g cukru
- 4 żółtka
- 100 g miodu
- 2 łyżeczki gotowej przyprawy do piernika lub 2 łyżeczki zmielonych, ulubionych przypraw (cynamon, goździki, ziele angielskie, kardamon, anyż itp)
- łyżeczka kakao
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 100 ml kefiru

Połącz składniki suche, dodaj mokre i zagnieć ciasto. Jeśli będzie mało słodkie dodaj więcej miodu. Gotowe ciasto schłodź ok. godziny w lodówce, następnie rozwałkuj na grubość ok. 0,4 cm i wykrawaj pierniczki. W każdym warto zrobić dziurkę aby potem zawiesić na choince. Tak ozdobione drzewko będzie pięknie wyglądało a poza tym będzie można podjadać :) 
Gotowe pierniczki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, piecz ok. 10 min. w 180 st.C. Z takiej ilości ciasta wyjdzie ok 90-100 pierniczków :)
Po wystudzeniu koniecznie trzeba je ozdobić.




No właśnie, czym zwykle zdobicie swoje wypieki? Gotowymi polewami, perełkami, cukrowymi ozdobami? Niestety wszystkie te "wynalazki" zawierają chemiczne substancje. Z jednej strony dodatki do żywności mają poprawić smak czy przedłużyć okres przydatności do spożycia. Niestety długotrwałe spożywanie może powodować lub nasilać wiele problemów zdrowotnych.
Poza tym twoje dziecko jest poważnie chore, dostaje cytostatyki i wiele innych leków. Nie wiesz jak sztuczne dodatki mogą wpływać na zdrowie czy proces leczenia w połączeniu z lekami wykorzystywanymi w chemioterapii.
Pewnych produktów po prostu unikaj.
Przeanalizowałam skład jednego z popularnych "ozdabiaczy" i niestety nie jest najlepiej.
Co prawda większość z dodanych substancji nie wpływa negatywnie na nasze zdrowie (póki co nie ma badań potwierdzających szkodliwość substancji) ale lepiej nie serwować ich naszym dzieciom.W ozdobach znalazłam m.in. olej palmowy utwardzony, syrop glukozowy (dozwolony dla naszych dzieci), barwniki (dwutlenek tytanu, kwas karminowy), emulgator (monostearynian polioksyetylenosorbitolu), substancja konserwująca (sorbinian potasu). 
Te dodatki nie są jeszcze takie najgorsze, ale lepiej ich unikać, szczególnie tłuszczów utwardzonych.
Warto wiedzieć, że substancje dodatkowe stosowane w żywności nie są objęte jednolitym prawem. Niektóre, dopuszczone do stosowania w Polsce są zabronione w innych krajach. Wynika to z tego, iż substancje te podlegają ciągłym badaniom mającym stwierdzić ich właściwości i konsekwencje stosowania. Nie wiadomo czy za kilka lat bezpieczny dodatek nie będzie śmiertelnym...

olej palmowy utwardzony- olej palmowy sam w sobie wcale nie jest taki zły za jaki uważają go jego przeciwnicy. Tłoczony jest z owoców i nasion palmy. Mało tego, zawiera witaminy i antyoksydanty- samo zdrowie, wydawałoby się. 
W takiej formie jest zdrowy, niestety w większości produktów spożywczych występuje olej palmowy rafinowany, podczas obróbki termicznej pozbawiony wszystkich walorów zdrowotnych. I tak dobry olej staje się niebezpieczny dla naszego zdrowia. 
Unikaj wszystkich produktów, które w składzie mają "tłuszcze roślinne uwodornione", "utwardzone", "trans", "izomery trans kwasów tłuszczowych"

syrop glukozowy- często w produktach występuje "syrop glukozowy" i "syrop glukozowo-fruktozowy". Nie myl tych pojęć, bo to zupełnie co innego.
Ten pierwszy to zagęszczony roztwór cukrów otrzymany w wyniku połączenia skrobi np. z pszenicy z wodą. Glukoza potrzebna jest każdej komórce naszego ciała, szczególnie wartościowa dla mózgu.
Ten drugi z kolei otrzymuje się głównie z kukurydzy przetworzonej na skrobię. Ta z kolei zmieniana jest za pomocą enzymów do formy syropu, który zawiera różne ilości glukozy i fruktozy.
Jeśli spożywasz go w nadmiarze, wątroba przekształca go w tłuszcz.


kwas karminowy- karmina lub koszenila to naturalny barwnik pochodzenia zwierzęcego. Pozyskiwany z czerwców kaktusowych, czyli czerwonych owadów zamieszkujących Meksyk. Koszenila nie jest szkodliwa ale czy na pewno chciałabyś na swoich ciasteczkach sproszkowane owady?
Nie mylić z czerwienią koszenilową!!!

monostearynian polioksyetylenosorbotolu-emulgator,powszechnie wykorzystywany w przemyśle spożywczym. Związek syntetyczny. Otrzymywany z tlenku etylenu, sorbitolu i kwasu stearynowego. Może być przyczyną biegunek. Osoby uczulone na glikol propylenowy powinny go unikać. 

sorbinian potasu- popularny konserwant, wydłuża przydatność do spożycia produktów spożywczych. Niewyczuwalny w smaku. Jest on jednym z bezpieczniejszych sztucznych dodatków do żywności. Jednak aby nie było tak różowo, również w jego przypadku istnieją badania, wskazujące potencjalne zagrożenia z jego długotrwałego spożycia- przede wszystkim związane z uszkodzeniami DNA. 
U niektórych osób reakcją na sorbinian potasu może być podrażnienie skóry.

Czytając te dziwne nazwy z pewnością nie masz ochoty na zdobienie swoich pierniczków. A wystarczy zwykły cukier puder (filiżanka) i kilka kropli soku z cytryny i lukier gotowy. Do tego cukier kryształ, orzechy, bakalie do posypania i pierniki będą się prezentować wspaniale.
Zawsze jest alternatywa dla sklepowych specjałów. 

Smacznych pierniczków zatem życzę :)



niedziela, 6 grudnia 2015

WŁOSY


Jedni mają długie i gęste, inni krótkie i kręcone. Mogą być blond, czarne, rude. Jednak niezależnie od rodzaju i koloru każdy chce je mieć. O czym mówię? O włosach.
Nie poruszałam wcześniej tego tematu a przecież to bardzo istotna kwestia na tle leczenia onkologicznego.
Większość zmian jakie zachodzą w organizmie podczas chemioterapii, zachodzą wewnątrz organizmu. Nikt nie widzi niskich leukocytów, zaburzeń w odżywianiu czy problemów z trawieniem.
A włosy widzi każdy. Jakoś tak jest, że gdy widzimy łysą osobę od razu zakładamy że choruje na raka. Mimo, iż może mieć inne schorzenie, skojarzenie jest jedno. Łysa głowa = nowotwór.
Radzenie sobie z wypadaniem i utratą włosów bywa bardzo trudne, a nawet traumatyczne. Niby wiemy, że włosy przecież odrosną. Jednak ich utrata to takie dobitne potwierdzenie choroby.

To nieprawda, że dzieci nie zwracają na to uwagi. Zwracają i to bardzo.
Kiedy trafiłam z córką na oddział, jedno z pierwszych pytań jakie mi zadała, to właśnie o włosy. Spytała wtedy, czy też będzie wyglądać tak jak dziewczynki z sali i czy odrosną jej takie piękne, kręcone loki jak ma teraz. Agatka miała rzeczywiście piękne włosy- złoty blond, loki jak aniołek. Wyglądała jak mała księżniczka.
Ciężko było mi wytłumaczyć jak to będzie. Najgorszy jednak był moment wypadania, kiedy czeszesz dziecko i nagle wraz ze szczotką włosy wychodzą garściami. To było przerażające i ciężko było powstrzymać łzy. Ten moment utwierdza w przekonaniu, że Twoje dziecko naprawdę jest bardzo chore.

Chemioterapia niszczy komórki nowotworowe, które szybko się dzielą. Niestety poza "chorymi" komórkami, chemia niszczy również zdrowe. Cytostatyk oddziałuje za pośrednictwem układu krwionośnego na każdą komórkę organizmu, zatem dociera także do włosów.
Włosy wyrastają z mieszków, które tkwią głęboko w skórze. Około 90% mieszków znajduje się w fazie aktywnego wzrostu, dlatego włosy okazują się szczególnie wrażliwe na działanie chemioterapii. Wypadają, gdy uszkadza ona dzielące się komórki mieszków, w konsekwencji włosy są słabe, łamią się i wypadają.

Pamiętaj cały czas, że to proces przejściowy. U większości dzieci włosy odrastają szybko. Czasami nawet mocniejsze. Agata ma równie piękne włosy jak przed chorobą. Na głowie burza loków, trochę ciemniejsze, ale równie cudne :)
Podobnie jak komórki szpiku kostnego, także uszkodzone komórki meszków włosowych szybko wracają do normalnego funkcjonowania po zakończonej chemioterapii.

Nastolatki mogą kupić perukę. Jeśli nie wiesz gdzie to zrobić, najlepiej zapytaj lekarza lub innych rodziców, którzy już nabyli perukę dla dziecka.
Aby peruka była jak najbardziej naturalna i wygodna, warto wziąć pod uwagę kilka faktów
- rodzaj peruki- mogą być z naturalnych włosów lub syntetyczne. Wiele osób wybiera syntetyczne ze względu na dużo niższy koszt oraz łatwość pielęgnacji. Te z prawdziwych włosów są z kolei naturalne w dotyku i lepiej się układają. Możesz używać lokówki lub prostownicy, które roztopiłyby wyrób syntetyczny.
- konstrukcja peruki- od tego zależy wygoda peruki i jej naturalny wygląd. Wygodniejsze będą takie, które zapewniają dostęp powietrza do skóry głowy.
- przyleganie peruki- to bardzo ważny aspekt. Jeśli poruszanie głową powoduje przesuwanie peruki to Twoje dziecko będzie się źle w niej czuło. Peruki mają zwykle zaczepy albo zapięcia na rzep by bardzo dokładnie dopasować perukę do kształtu głowy. I takiej szukajcie.
- komfort noszenia- ciało ludzkie wytwarza ciepło. Kiedy się pocimy, chłodzący je pot musi wyparować. Pocenia się głowy zazwyczaj nie zauważamy, ale okazuje się ono kłopotliwe podczas noszenia peruki. Gdy do skóry głowy nie dochodzi powietrze, pot wywołuje swędzenie i dyskomfort a peruka staje się niewygodna. Aby tego uniknąć, należy owinąć głowę cieniutkim bawełnianym szalem i dopiero założyć perukę.
- koszt peruki- ceny peruk są bardzo zróżnicowane. NFZ zwraca pewną część. Aby starać się o częściowy zwrot kosztów poproś lekarza prowadzącego o wypisanie odpowiedniego wniosku. Taki wniosek może wystawić lekarz onkolog, hematolog, chirurg lub dermatolog.

Nastolatka jak najbardziej może skorzystać z takiej formy, a co z maluchami, kilkulatkami?
Peruka czy nakrycie głowy to nie tylko komfort psychiczny pacjenta czy ładny wygląd ale również ochrona przed promieniami słonecznymi. Włosy chronią organizm przed utratą ciepła, przed słońcem, przed promieniami ultrafioletowymi.
Pamiętaj o tym, że słońce może poparzyć nawet przy niskiej temperaturze powietrza i przy zachmurzonym niebie. Skóra głowy jest wyjątkowo wrażliwa.

Alternatywą dla peruk są chustki, bejsbolówki, szale, kapelusze. Na szczęście tutaj istnieje duży wybór i pełna dowolność. W naszym przypadku królowały chustki, różnokolorowe, małe i duże. Pamiętaj jedynie aby chustki były najlepiej bawełniane. Takie przepuszczają powietrze i główka się nie poci.

Kiedyś jedna z leczących się nastolatek powiedziała że jej marzeniem- życzeniem jest, aby ktoś wynalazł lek, który zatrzyma wypadanie włosów. Również przyłączam się do tych życzeń. Mam nadzieję że kiedyś pacjenci onkologiczni nie będą tracić włosów. To nie tylko efekt kosmetyczny ale przede wszystkim psychiczny. Brak utraty włosów z pewnością pozytywnie wpłynie na proces leczenia i lepsze samopoczucie. Pacjenci nie będą już "naznaczeni".

Judith McKay, Tamera Schacher "Chemioterapia. Poradnik dla pacjenta i jego rodziny". Sopot, 2016

czwartek, 3 grudnia 2015

CUKINIA POD KOŁDERKĄ

Pamiętacie faszerowaną cukinię którą proponowałam wam latem? Mimo, iż sezon na to pyszne i zdrowe warzywo powoli mija, przepis który proponuję musicie poznać. Tak podana cukinia jest szczególnie atrakcyjna dla dzieci.



Czyż te babeczki nie wyglądają słodko? Wyglądają słodko ale są na "ostro".
To, że cukinia jest bardzo zdrowa już wiecie, pisałam już o niej. Nie będę więc się rozpisywać. Po prostu podam przepis, abyście mogli zaserwować swojej rodzinie te cudowne babeczki.

SKŁADNIKI:
- duża cukinia
- jedna marchewka
- łodyga selera naciowego
- kawałek czerwonej papryki
- mała cebulka lub kawałek pora
- 2 białka 
- sól, pieprz, czarnuszka, słodka papryka
- świeża lub suszona bazylia i oregano

Cukinię dokładnie myjemy, wycieramy i kroimy na plastry ok 1,5 cm. Następnie delikatnie wydrążamy środek. Można do tego użyć szpiczastego noża lub wyciąć otworki za pomocą kieliszka. Tak przygotowaną cukinię wkładamy do papilotek do pieczenia muffinek i wkładamy do formy na muffinki.





Środków z cukinii oczywiście nie wyrzucamy, kroimy je wraz z pozostałymi warzywami w drobne paski i dusimy na odrobinie oliwy do miękkości. Doprawiamy solą, pieprzem, słodką papryką i bazylią oraz oregano.



Gdy warzywa zmiękną nafaszeruj przygotowane krążki. Białka dopraw sola i zmieloną czarnuszką i ubij na sztywną pianę. Przygotowane, faszerowane cukinie przykryj pierzynką z białka i delikatnie posyp czarnuszką.





Zapiekaj w 170 st.C ok. 20 minut aż białko delikatnie zrobi się złote.

Tak podana cukinia z pewnością zainteresuje najmłodszych. U mnie się sprawdziła i jak zwykle zrobiłam za mało :)

Jeśli chcesz podać cukiniowe babeczki jako danie główne możesz dodać ok. 200-300 g dobrej jakości mięsa mielonego. W takiej wersji z pewnością również będą pyszne.

Polecam i zapraszam na bloga :)