piątek, 9 września 2016

ERYK- BAJKA TERAPEUTYCZNA


Kiedy dziecko trafia do szpitala, my, dorośli musimy zrobić wszystko, aby maluch poczuł się bezpiecznie. Musimy wyjaśnić mu dlaczego tu jest, dlaczego pani pielęgniarka musi dać zastrzyk, czemu pan doktor ciągle je bada. W oswojeniu dziecka z sytuacją, z chorobą pomagają bajki terapeutyczne. Dziś przedstawiam bajkę Pani Justyny Piecyk "ERYK".
Więcej bajek znajdziesz tutajtutajtutaj i tutaj.

ERYK
Drzwi.html
  il. Justyna Piecyk
Pamiętał tylko, że drzewa za oknem zaczęły mu się zlewać w jedno, a buzia sama raz po raz otwierała się do ziewania i nagle, jak przez mgłę, usłyszał głuchy łomot, trzask rozdzierający bębenki w uszach i dalej... nic już nie pamiętał...
Znalazł się przed ogromnymi drzwiami. Obejrzał się za siebie, ale zobaczył tylko rozległy błękit, więc postanowił zapukać. Już wyciągał piąstkę, gdy drzwi otworzyły się same.
- Nie spodziewaliśmy się tu ciebie... dopiero za jakieś, zaczekaj niech sprawdzę...
Chłopiec zobaczył przed sobą staruszka, z długą siwą brodą, w dziwnej powłóczystej sukni, który wertował swoją ogromną księgę próbując usilnie coś w niej znaleźć.
- No tak, powinieneś się tu zjawić dopiero za jakieś osiemdziesiąt lat. Co my tu z tobą zrobimy? Wejdź do środka. Dołączysz na razie do innych aniołków, a jutro pójdziesz do szkoły.
- Eryk? Tak masz na imię, prawda?- zapytała z uśmiechem na drugi dzień nauczycielka.
- Tak, proszę pani - odpowiedział zgodnie z prawdą Eryk.
- Moi drodzy, to jest wasz nowy kolega. Przywitajcie go serdecznie.
- Cześć, Eryk -  krzyknęły zgodnym chórem anioły pousadzane w rzędach ławek.
- Usiądź tutaj – wskazała mu miejsce pani.
Przez resztę dnia Eryk siedział, jak najgrzeczniej potrafił w swojej ławce, ale z lekcji nie rozumiał nic. Pani mówiła coś o ciałach astralnych, życiu pozaziemskim i innych równie skomplikowanych sprawach. On jednak nie mógł się na tym skupić. Cały dzień słyszał głos mamy: "Eryczku, pamiętasz, mieliśmy wyjechać nad morze, bardzo cieszyłeś się z tych wakacji... Synku, obudź się!".
- Eryku! Obudź się, mówię do Ciebie! - chłopiec otworzył oczy i zamiast ukochanej mamy zobaczył twarz nauczycielki. - Ty w ogóle nie uważasz. O czym była mowa?
- Nie wiem proszę pani, ja nic nie rozumiem i mama mnie wołała.
- A to dopiero bieda z tobą będzie... - westchnęła nauczycielka, która słynęła ze swej anielskiej cierpliwości. - Podczas przerwy musimy wrócić i porozmawiać ze św. Piotrem.
- Dobrze proszę pani - odparł Eryk.
- Sam widzisz - opowiadała nauczycielka świętemu. - Chłopiec jest grzeczny, ale za mały, on nic nie rozumie, wydaje mi się, że tym razem zaszła jakaś pomyłka.
- To niemożliwe, wiesz przecież, że Szef nie myli się nigdy - odparł święty Piotr. - Najgorsze, że akurat wyjechał. I sami musimy rozstrzygnąć tę sprawę. A może, sam już nie wiem, może on powinien trafić na dół.
- Na dół!? - nauczycielka, aż pobladła ze zdumienia.
- Grzeczny byłeś ostatnio Eryku? - zapytał św. Piotr.
- Nie wiem - odparł chłopiec spuszczając wzrok.
- Mały coś kręci. Posłuchaj mnie uważnie synu, zejdziesz teraz po tych schodach na sam dół i zapukasz do drzwi. Może to im się zgubiłeś?
Eryk.html
  il. Justyna Piecyk
Eryk nic nie rozumiał, ciągle w uszach szumiał mu głos mamy. "Zobacz, co Ci dziś przyniosłam, twojego ulubionego misia...". Schodził po schodach w dół powoli, aż dotarł do drzwi. Takich samych, jak te na górze tylko trochę okopconych. I znowu miał już zapukać, gdy drzwi same się otworzyły. Tym razem zobaczył przed sobą o wiele groźniejszą postać, łypiącą na niego wielkimi smoczymi oczami.
- No wchodź, co się zastanawiasz, pewnie niezły z ciebie łobuziak, co?! - potwór zaśmiał się bezzębnie. - Jak masz na imię? - spytał po chwili.
- Eryk - odparł chłopiec, który tylko dlatego nie uciekł ze strachu, bo ciągle słyszał głos mamy -"Nie bój się, Eryczku, wracaj do mnie. Obudź się syneczku".
- Eryk?! - zdziwił się potwór. - Zaczekaj no, nie ma cię na liście naszych "gości". No tak, przecież ty jesteś nawet za mały na to, żeby mieszać w kotłach.
- Przysłali mnie tu z góry - powiedział chłopiec, który już zupełnie przestał się bać.
- Z góry, a to ci dopiero! Mają przepełnienie czy co? No, wchodź do środka, zobaczymy, co z tobą zrobimy.
Potwór prowadził chłopca podziemnymi korytarzami, potem posadził go na niewielkim krzesełku, a sam zniknął za drzwiami.  Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. - Co oni mi tu przysyłają!? Przecież on z daleka śmierdzi tfuu...dobrocią i czystością!
Potwór już rzucał się na chłopca, żeby porządnie go wytarmosić, gdy zadzwonił telefon.
- Słucham... Eryk...? Tak jest... sami mi go przysłaliście - plątał się potwór z bladą miną. - Tak, zaraz odsyłam go z powrotem, tak jest. Jeszcze raz przepraszam.
Tym razem Eryk nie musiał już pokonywać schodów, pojechał do góry windą. Stanął przed drzwiami, ale tym razem zaczekał, aż same się otworzą. Za nimi zobaczył kogoś bardzo miłego i jasnego, tak, że nie mógł dokładnie opisać jego twarzy. Ogarnął go spokój.
- Przepraszam cię, Eryczku - powiedział Pan Bóg. - Zostawiłem tą sprawę do załatwienia św. Piotrowi, ale biedak pogubił się w tym wszystkim. To jeszcze za wcześnie... Spotkamy się dużo później, a teraz wracaj już do mamy, bo bardzo długo czekała tam na Ciebie.
- Mamusiu, gdzie ja jestem? - zapytał sennym głosem chłopiec.
- W szpitalu synku, spałeś, bo... - odpowiedziała mama.
- A już wiem, wiesz co mamusiu, śniło mi się, że stałem przed dużymi drzwiami... - zaczął chłopiec.
- Dobrze synku, opowiesz mi wszystko później, a teraz zjemy coś dobrego, żebyś prędko nabrał sił i wrócił do domu.
- Dobrze mamusiu - pokiwał zgodnie głową Eryk, bo rzeczywiście poczuł się już bardzo głodny. 

autor: Justyna Piecyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz